czwartek, 24 sierpnia 2000

Wasz Lenin, nasz Lennon

Gdy 8 grudnia 1980 roku w Nowym Jorku zginął John Lennon, mieszkańcy Pragi zareagowali we właściwy sobie sposób. Artystycznie. Nie całkiem udało się przetrącić Czechom kręgosłupy w 1968 roku.


Różne napisy i wiersze miłosne zaczęły się pojawiać na ścianie przy Zakonie Maltańskim już w latach 60. XX wieku. Klasztor znajduje się w dzielnicy Malá Strana przy Velkopřevorské náměstí, w pobliżu ambasady Francji. Całkiem niedaleko jest Most Karola, gdzie przewalają się dzikie tłumy turystów, ale Velkopřevorsk náměstí to cichy, uroczy zakątek.
Mur z napisami nazywano Ścianą Płaczu. Był jakąś tam formą wyrażaniu hippisowskiego buntu, może reakcji na nieszczęśliwą miłość. W kilka dni po śmierci Lennona na ścianie zaczęły pojawiać się napisy i rysunki związane z tragicznie zmarłym Beatlesem. Podłużny obelisk, dawne ujęcie wody, przypominające nagrobek, posłużyło za symboliczny grób Lennona. Ludzie przynosili znicze i kwiaty. Pojawiły się fragmenty piosenek Beatlesów. Narodziła się legenda Ściany Johna Lennona. Z czasem zaczęto mówić o zjawisku lennonizmu (na przekór leninizmowi). Młodzież zdawała się mówić władzy: Wy macie Lenina, my mamy Lennona. Co roku, 8 grudnia, odbywały się tam wieczorem nieformalne spotkania, tzw. lennoniady. A wiadomo, co w komunizmie znaczyły nieformalne spotkania. Ciekawe, czy ta tradycja, już niezagrożona pałowaniem przez policję, istnieje nadal.
Specyfiką tej ściany jest to, że stale się zmienia. Za komuny trwała nieustanna walka między reżimem a młodzieżą. Władza zamalowywała ścianę, a ta na nowo pokrywała się graffiti. Pierwszy raz ścianę przywołano pędzlem do porządku w kwietniu 1981 roku, gdy w Pradze miał się odbyć zjazd Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Dziś władza nie zamalowuje ściany, ale chętnych do zostawienia po sobie śladu jest tylu, że co roku ściana wygląda inaczej.


Od tamtego czasu pojawił się wmurowany w ścianę odlew twarzy Johna. Może kiedyś znów tam trafię...