Wiersze babci




Pamiętnik

Ireny Zienkiewicz (1925-1994) z domu Pociej, pseudonim „Wrzos”, pisany wierszem od 1938 roku do niemal końca życia, dedykowany dzieciom, wnukom i prawnukom



Irena Zienkiewicz w lutym 1978 roku

Małe Popaje, 1938 rok
Pociejówka na Kresach

Mieszkałam na kresach
niedaleko Wilna
w Zaścianku Pociejówka.
Już od lat 13-tu
wiedziałam, co to dniówka
i że ciężko pracować trzeba
aby się ubrać
i zjeść kawałek chleba.
Ojciec miał ziemi lichej
4 hektary a w domu
rozchodów i wydatków
bez miary.
Było nas razem
w domu siedmioro osób
których wyżywić z tej ziemi
było nie sposób.
Ojciec z koniem jeździł na zarobki
dzieci, gdy podrosły
chodziły na wykopki
i zarabiały sobie na buty
w ten sposób na zimę
każdy był obuty.


Wilno, marzec 1938 rok
Jarmarki

Na św. Kazimierza, patrona
Wilna,
na jarmark na Łukiszki,
każdemu pójść pilno.
Wszystko można tam kupić,
dzbanki i miski,
drewniane cebrzyki i dzieże,
łyżki drewniane, sanie, hołoble i duhy
dla koni,
piękne kożuchy i smaczne racuchy,
a najważniejsze Kaziukowe
serce z piernika lub cukrowego konika.
Albo na św. Piotra i Pawła
przy kościele patronów
sprzedają zioła i płótno bielone,
zjeżdżają się młodzi
z całego powiatu i wsi okolicznych,
wiele przyjechało panien ślicznych,
żadna nie wraca bez serca z piernika
choć nie da się poznać, rozmów nie unika
i nie raz serduszko piernikowe
przechowywane jest długo
wśród pamiątek licznych.


Irena Pociej (Zienkiewicz) z prawej z koleżanką Albinką w Wilnie

Małe Popaje, 1938 rok
Roraty

Był oszroniony
zimowy, jeszcze ciemny poranek,
mroźne powietrze,
dzwonek u sanek,
lecz my szłyśmy pieszo
przez las w Ańcucie
nie świadome niebezpieczeństwa,
nieznane nam było
uczucie strachu.
Na Antokol do kościoła
św. Piotra i Pawła
droga nas wiodła przez lasy i sioła
i choć mróz malował kwiaty
był grudzień i adwent,
obowiązkiem naszym było
iść do parafialnego kościoła
na nabożeństwo „roraty”.

* Las w Ańcucie (Ańcut) – po II wojnie św. to ul. Rekanciszki (Rokantiškės) koło Małych Popaj.


Małe Popaje, 1938 rok
Wiśniowy sad

Przy gościńcu Bystrzyckim
we wsi Małe Popaje
na wiosnę okrywają się
białym kwieciem pachnące
wiśniowe gaje.
Już w czerwcu czereśnie
pięknie dojrzewają
które dzieci Pociejów
ze smakiem zjadają.
Potem w sierpniu wiśnie
szybko poczerniały
już pełne ich kosze
dzieci uzbierały.
Ojciec woził te wiśnie
sprzedać do Wilna
i pozałatwiał przy tym
sprawy pilne.
Dużą pomocą jest wiśniowy sad
i każdy gospodarz przy domu
mieć go rad.


Małe Popaje, lipiec 1938 rok
Letni spacer

Wąziutką miedzą zieloną
między zboża niwy
zrywając rumianki
szły sobie dwie dziewczyny.

Jedna z czarnym warkoczem
z ognistym okiem cyganki
druga nieco jaśniejsza
z krótko ściętymi włosami.

Szukały niebieskich bławatków
pomiędzy żyta kłosami
szły sobie nucąc z cicha
miały już kwiaty do wieńca.

Wtem idącego naprzeciw
ujrzały ładnego młodzieńca
obie się zawstydziły
na licach zakwitły rumieńce.

Młodzieniec je przywitał
i wziął obie za ręce
i tak we trójkę szli dalej
gdzie widniał wiśniowy sad w obejściu
i duże jagody malin.


Irena Pociej (Zienkiewicz) - z prawej, w środku siostra Gienia - Wilno

Małe Popaje, sierpień 1938 rok
Żniwa

Słońce się chyliło
ku zachodowi
przyjemny chłodek
owionął pola.
Nowe siły przybywają człowiekowi
zmęczonemu przez cały dzień
z kosą lub sierpem
przy sprzęcie żyta
w którym tak pięknie
chaber rozkwita
na ścięte zboża opadła rosa.
Ostatni dziś snopek
związała dziewczyna bosa
i z sierpem na ramieniu
z rumiankiem w ręku
wracała do domu
po źdźbłach i kamieniach
wesoło uśmiechnięta
pełna uroku i wdzięku.


Małe Popaje, październik 1938 roku
Smak białego chleba

Jesienią w wieczornej porze
gdy już na błękicie
czerwieniały zorze
choć w domu nieraz była
robota pilna
wyruszaliśmy pieszo 10 km do Wilna
w towarzystwie mamy
na wieczorne nabożeństwo
do Ostrej Bramy
i ten niezapomniany
nawet po latach
smak białego chleba
do którego nas zapraszać
nie było trzeba.
Na nabożeństwie
ścisk był niezmierny
bowiem lud Wileński
w czci do Matki Boskiej Ostrobramskiej
cały czas jest wierny.
Potem wyruszyłyśmy
do domu nocą
przez las w Ańcucie
wpatrując się w ciemność
czy wilcze ślepia w lesie nie migocą.
W sklepiku na Zarzeczu
kupiła mama
spory kawał białego chleba
i podzieliła nam go sama.


Małe Popaje, 1938 rok
Choinka

Przez zasypane śniegiem pola
w mroźne zimowe popołudnie
szła dzieweczka
w marnych trzewikach na nogach
po naftę do miasteczka.
Szła uśmiechając się radośnie,
bo zostanie jej parę groszy
na zabawki choinkowe,
które lśnią w sklepiku
jak zaczarowane.
Jutro znów o parę groszy
poprosi mamę.
W wigilijny wieczór
ojciec przyniesie
ośnieżoną choinkę z lasu.
Wszyscy obstąpią ją dookoła
i ustroją zanim zasiądą do stołu,
pod obrus się położy
pachnące siano,
a po wieczerzy się sprzątnie
dopiero rano.
Młodzież wyruszy
nocą na pasterkę,
starzy wyjdą posłuchać
rozmów bydełka.
Uroczyście i cicho
ta święta noc schodzi,
w której się Jezus maleńki rodzi.


Małe Popaje, 1939 rok
Droga do szkoły

Przez zaspy i śnieżyce
nie bacząc na mróz srogi,
spieszyłam do szkoły
choć marzłam w nogi.
Piękną dróżką przez pola
i maleńki lasek,
mijając domek na rogu
i dużą stodołę,
nie opuszczałam dni w szkole
pomimo, że nie raz
musiałam iść w pole,
czy krówkę zagonić do stada,
ale znów lekcji odpuścić
nie wypada.
Więc śpieszyłam zawsze,
choć żal nieraz
duszę przenikał,
do swojej szkoły w Nowej Wilejce
imieniem Kazimierza Promyka.


Irena Pociej (Zienkiewicz) u góry z siostrami - Wilno


Małe Popaje, 1939 rok
Skowronek

Jeszcze wicher wieje
zimny z północy
i nawet mróz siwy
panuje w nocy.
Na polach topnieją śniegi
i szary dzionek.
Lecz już w obłokach
dźwięczy skowronek
maleńki ptaszek
przyjaciel rolnika,
jego śpiew duszę rolnika przenika
zazwyczaj śpiewając wysoko się wzbija
zniża lot, gdy dojrzy rolnika
gniazdko swe też przy ziemi wije.


Małe Popaje, sierpień 1939 rok
Zabawa

Przy dźwiękach patefonu,
który z gajówki
przyniósł Lonek,
urządzono zabawę.

Bawiono się wesoło,
u Ewy na salce
śmiano się i śpiewano,
wyprawiano harce.

Słoneczko już zaszło,
zajrzał księżyc złoty
lecz zabawy przerwać,
nikt nie ma ochoty.

Hela z Albertem,
już wyszła do sieni
lecz oderwać się Alek,
nie może od Gieni.

Niebieski Lonek
kręci się przy Lodzi,
że Irka patrzy krzywo
nic go nie obchodzi.

W końcu Stach z wąsikiem,
zatańczył oberka
i w stronę gdzie poszła Gienia,
jakoś groźnie zerka.

W końcu patefon,
na stale przycicha
wszyscy się rozchodzą,
każdy cicho wzdycha.


Irena Pociej (Zienkiewicz) w środku i koleżanki - Wilno


Małe Popaje, sierpień 1939 rok
Dawny wypiek chleba

Zwieziono z pola żyto
drabiniastym wozem,
wymłócono na klepisku,
drewnianym cepem obito.
Zmielono w żarnach
z ciężkim kamieniem,
zrobiono ciasto
w głębokiej dzieży
przykryto odzieniem
niech podrośnie
tymczasem po liście kapusty
ktoś bieży
trzeba położyć liście
na łopatę drewnianą
napalić w piecu
by chleb był gotów z rana.
Na kapusty liściu
pięknie upieczony,
pierwszy bochen chleba
krzyżem naznaczony.


Nowa Wilejka, 1939 rok
Wspomnienia

Piętnaście wówczas
miałam lat,
młodzieńcze marzenia,
pociągał mnie
swym urokiem świat.

Wtem okrzyk wojna!
wszędzie rozbrzmiewa,
młodzieńcze marzenia
dymem przyćmiewa.
Niemcy, okupacja,
młodzież się chowa
w podziemiach,
miasto jest nieme.

Wszędzie łapanka,
wojsko niemieckie,
trzeba się oglądać
by nie wpaść zdradziecko.
Alarmy lotnicze,
bombowców głosy,
na frontach się ważą
ludzkie losy.


Irena Pociej (Zienkiewicz) i szwagier Albert Czepukojć - Wilno

Nowa Wilejka, 1939 rok
Wojna

W piękną złotą jesień,
wtargnęły wojska niemieckie,
a był to wrzesień.
Kraj zbombardowali,
zniszczyli łany,
w niewolę poszedł lud
i żołnierz do wojny
nieprzygotowany.
Na próżno walczyli
dzielni żołnierze,
senatorowie z wrogami
zawarli przymierze.


Nowa Wilejka, 1939 rok
Bombardowanie

Mieszkańców miasteczka
obudził syren głos,
trwożnie wybiegła
do schronu dzieweczka.

Serce jej bije jak duży dzwon,
nalot nieprzyjacielski,
bombardują fabrykę
a w niej jest On.

Z wielkim niepokojem
oczekuje dnia,
czy żyje, może ranny,
może dług ojczyźnie
spłacił życiem swoim.

Blady świt powitał
pożarem fabryki,
pobiegł tłum ludzi
i groźne okrzyki.

Dzieweczce na lice
powrócił rumieniec
bo żyje młodzieniec.


Nowa Wilejka, 1939 rok
Spotkanie

„Dziewuszki, kino! kino!”
rozlega się na wzgórzu,
stoi tam żołnierz z harmonią
w radzieckim mundurze,
rozłożyli się obozem
niedaleko wsi naszej
i zapraszają na filmy radzieckie
wyświetlane na rozciągniętym
białym płótnie w szczerym polu,
a potem tańczyli „kozaka”
w nocy czołgi ruszyli
do boju.
To było pierwsze spotkanie
z wojskami radzieckimi,
zabrzmiała mi w uszach
autentyczna rosyjska mowa
i słowa jak: „towarzysz”, „sojusz”
i inne całkiem nowe,
poczułam sympatię do tych ludzi
co idą walczyć za wolność naszą
postanowiłam nauczyć się języka
i oglądając film o dziewczynie Lenie
przenika mnie wzruszenie.


Wilno, 1940 rok
Wilno

Wilno wróciło do Litwy
bez krwi rozlewu i bitwy,
można już spotkać Litwina,
potomka Gedymina.
Nad miastem powiewa chorągiew
trzykolorowa czerwono żółtozielona.
W mieście policja rosła
jak pnie dębowych konarów
bez ustanku strzeże Wilii i Ponarów.


Wilno, 1940 rok
Wilno

Niby to samo miasto,
ale jakieś pachnące obcością i grozą,
wojsko w czarnych mundurach
Żydów z łatami żółtymi naszytymi
na plecach
wiozą na wozach ciężarowych.
Niby wszystko to samo,
te same domy ulice,
lecz przestrach w oczach ludzi
i bardzo pobladłe lica.
Nie słychać polskiej mowy,
tylko szwargot niemiecki
i litewski, w Wilnie to język nowy,
ucieczki do schronów,
wycie syren echo po mieście niesie,
a w nocy słychać strzały
w ponarskim ciemnym lesie.


Nowa Wilejka, 1940 rok
Poszli

Żegnała ich gromadka
płaczących sióstr i matek,
czy powrócą jeszcze do swych
rodzin chatek.
Poszliby walczyć za drogą ojczyznę,
kto ich pocieszy w chwili
smutku i rozpaczy,
kto doda otuchy i opatrzy blizny.
Poszli z piosenką na ustach
i wrócą silni w zwycięstwo,
w cichy poranek rozlega się śpiew
na polach pustych.


Nowa Wilejka, 1940 rok
Majowe

Pomimo, iż niespokojne
były czasy owe,
po wsiach, co roku
odprawiało się
nabożeństwo majowe,
i „Boże coś Polskę” na zakończenie
piosenka była śpiewana,
choć była ona przez okupanta
surowo zakazana.
Dla młodzieży to były
okazje do spotkania i porozmawiania,
mimo że się narażali na łapanki
i utratę mienia.
Młodzież polska nie bała się
Niemca ni Litwina,
który się o swe Wilno ciągle upomina,
lecz w Wilnie jest pochowane
Piłsudskiego serce,
który Wilno tak kochał,
że miastu serce zostawił,
kraj zajął okupant,
lud polski jest zawsze
w wielkiej poniewierce.


Małe Popaje, lato 1941 rok
Tęsknota za miłością

We dnie i w nocy,
wśród łąk i pól,
w sercu swym czuję
zawsze jakiś ból.

I dziwny czegoś odczuwam brak,
jakoś mi ciężko i smutno tak,
bez ustanku tęsknota jakaś dręczy mnie
któż wytłumaczy dzieje serca te.

I jakiś głos w sercu mówi z żałością,
ja wiem, za czym tęsknisz, za wielką miłością,
za miłością taką, co jak ogień bucha
nad niczym się nie zastanawia,
niczego nie słucha.

Ty szukasz kogoś, kto by ci dał miłość
z serca, wtedy umilknie wszelki smutek, żałość,
zapanuje wesołe życie i radość.


Nowa Wilejka, 1942 rok
Wspomnienie przeszłości

Kiedy patrzę na pola i lasy
przypominam nasze dawne czasy,
kiedy patrzę na jasne niebo
serce zaczyna tęsknić do ciebie,
kiedy idę polnymi ścieżkami
i z pod nóg moich skowronek wyfruwa
dusza ma za czymś żal wielki odczuwa,
za czymś zapomnianym dalekim
i przypominam nasze wieczory
tak dawno już zapomniane
wspominam sobie rozmowy
które nie powtórzą się nigdy.


Irena Pociej (Zienkiewicz) z prawej i siostra Helena - Wilno

Wilno, 1942 rok
Miłość i wojna

Nieraz nad wszystko
ważniejsza jest miłość,
choć w sercu smutek i żałość,
warkot bombowców
nad głową,
w każdej chwili na śmierć
jestem gotowa.

Lecz myśli o nim
nie wydrze nikt z serca,
choć dusza się smuci,
ciało w poniewierce,
po przez obłok dymu
przy dźwięku min
w wyobraźni swojej
jestem zawsze z nim.

Myśl o nim pomaga
wytrwać do końca,
dodaje sił do życia,
jest jak promień słońca.


Wilno, 1942 rok
On

Cóż znaczę jemu ja,
gdy innych on ma moc,
czarujące ze swym uśmiechem
ślą zaproszenia, co noc.
I czyż mam dosyć siły,
choć on jest mi miły,
honor mi nie pozwala,
by toczyć walkę z nimi.


Wilno, 1942 rok
On wyjechał

On wyjechał w kraj daleki,
hen za góry, lasy, rzeki,
pośród obcych ludzi żyć.

Obcych ludzi, obcą ziemię,
obce niebo, obce słońce
przed oczyma swymi mieć.

Będzie tęsknił z całych sił
do rodzinnych swoich stron,
w chwili smutku i rozpaczy
będzie wspomnień wiecznie wił.

Będzie widział słońca zachód,
lecz jak inny, jak odmienny,
będzie patrzał w księżyc złoty
i umierałby z tęsknoty.

Kiedy wspomni cichy wieczór,
w który ze swą ukochaną był,
do zniesienia tej udręki
zabraknie mu sił.


Wilno, marzec 1942 rok
Miłość

Nie znać, co miłość to wyzwolenie,
nie znać, co miłość to ukojenie,
nie znać, co miłość to spokój duszy,
nie znać, co miłość to wolność, swoboda.
Miłość to udręka
i wieczna tęsknota,
miłość ci nie daje spokojnie oddychać,
miłość to bardzo ciężkie kajdany.
Nie znać, co miłość,
nie znać tęsknoty,
nie cierpieć bólu zazdrości,
a gdy pokochasz, bądź pewna wzajemności.


Wilno, październik 1942 rok
Rozłąka

Los nas rozłączył okrutny,
a czy złączy, kiedy,
to wielki znak zapytania
i czemu właśnie tak nagle,
bez słowa pożegnania
i czy spotkamy się jeszcze
w tym naszym krótkim życiu,
czy też będziemy marzyć
jeden o drugim w skryciu,
żeby nastąpił kres tej rozłące,
żebyśmy znów byli razem,
bo bardzo smutno
nic o nim nie wiedzieć,
tylko tak tęsknić i marzyć,
myśli moje pędzą za nim
w różne strony świata,
dusza moja tęskni za nim,
serce ze smutku płacze
i czekam, czekam tej chwili
kiedy cię znów zobaczę.


Wilno, 31.XI.1942 rok
Poznałam kogoś

Poznałam kogoś,
kogo bym chciała mieć zawsze
przy sobie,
bez którego nic mnie nie cieszy
i w sercu jak w grobie.
Nic więcej nie chcę, gdy on jest przy mnie,
odganiam daleko myśl o rozstaniu,
z nim mogę spędzać najdłuższe chwile
i nigdy nie mam ich dosyć,
z nim bym już mogła przejść przez życie całe
nie czując wcale zmęczenia.


Wilno, 11.1942 rok
Gdy idę tam

Gdy idę tam, serce bije smutno i radośnie,
czasami też bardzo zapłaczę żałośnie,
gdzie się podziały te szczęśliwe chwile,
czemu tak nagły był ich kres.

Tam naprawdę byłam szczęśliwa,
tam byłam z tym, kogo kochałam,
lecz już minęła ta chwila,
tam się z nim zapoznałam.

Lecz któż by przyszłość przewidział,
tam też z nim się rozstałam,
rozstanie było tak nagłe, niespodziewane,
smutek i rozczarowanie.

Gdy tam przychodzę wszystko przeżywam,
na nowo tęsknota mi serce rozrywa,
gdzie on jest teraz, czy tęskni tak samo,
czy też to wszystko przeżywa.

Gdyby wróciły te piękne chwile,
chwile najszczęśliwsze w mym życiu,
już bym ich nigdy nie puściła od siebie,
już bym nie była tak nie rozważna.

Wszystko mi teraz snem się wydaje,
lecz bardzo bym chciała przeżyć to na jawie,
lecz bardzo rzadko sny się trafiają podobne,
a nigdy się nie śnią te same.

Muszę, więc zapomnieć swój cudowny sen
i więcej o nim nie marzyć.
Gdy idę tam, sen mój staje przed oczami,
ten piękny sen mego życia.

Sen o szczęściu i miłości,
lecz muszę o nim, co prędzej zapomnieć
i więcej o nim nie marzyć.
Może się przyśnić raz kiedyś jeszcze,
wszystko na świecie może się zdarzyć.


Irena Pociej (Zienkiewicz) - Wilno. Dziecko zapewne koleżanki.


Wilno, 02.1943 rok
Tęsknota

Tęsknota to wielki ciężar na sercu,
ciężar myśli o nim,
w weselu i gwarze serce wciąż o nim
tajemnie marzy.
Przez tęsknotę czas się przedłuża,
godziny stają się wiekiem,
czekając spotkania
z kochanym człowiekiem.


Wilno, 1943 rok
Wojna

Płoną samoloty w górze,
znaczą kule dziury w murze,
na ulicy w bruku jama,
tam zabitych pochowano,
próżno szukają matki żony,
drga płacz niewieści,
oni zginęli bez wieści.


Wilno, 1943 rok
Poczta polowa

List w trójkątnej kopercie
przyniesiono dziś jeszcze,
gdy go otwieram
przechodzą mnie dreszcze.
Jaką treść chowa
biała koperta,
zła czy dobra ta wieść frontowa,
z niepokoju serce bije,
lecz jeśli napisał to znak, że żyje.
Trójkątna koperta bez znaczka
i tylko numer polowy,
długo widać krążyła,
bo zmięta do połowy,
a na odpowiedź czeka
on, żołnierz frontowy.


Małe Popaje, 03.1943 rok
Wiosna

Wiosna, ach wiosna,
wiosna powraca,
wiosna daje życie
i dni smutku skraca.

Wiosna odmładza,
dodaje siły,
wiosna niesie wesołość,
świat staje się miły.

Na wiosnę budzą się serca,
nawet tak bardzo zaspane,
przed wiosną idzie droga,
marzeniem usłana.


Małe Popaje, 05.1943 rok
Maj

Maj pachnący zielenią,
rozśpiewany, radosny,
z tęsknotą oczekiwany
kochanek wiosny,
maj w biel kwitnących
sadów spowity,
przyszedł, choć świat
żałobą okryty,
kukaniem kukułki budzi
serca drzemiące u ludzi,
maj miesiąc tęsknoty i marzeń,
przygód niepożądanych,
maj miesiąc zakochanych.
Pomimo, że wojna poza linią frontu
ludzie żyją i młodzi do kochania
mają prawo.
Pomimo, że smutno jest na świecie
tylko z miłości powstają dzieci.


Małe Popaje, 1943 rok
Gdy pachną bzy

Ten zapach mnie odurza
i także niepokoi,
w sercu się zrywa burza,
ono się czegoś boi.

Serce się boi miłości
i chociaż broni się z dala,
zakocha się z pewnością,
a potem przyjdzie zdrada.

Gdy pachną bzy
w wieczór cichy majowy,
przy mnie jesteś ty,
wyśniony i wymarzony.

Bzu krzewy się pochylą
i szum cichy uleci,
na sercu jakoś milej,
aż się chce żyć na świecie.


Wilno, 1943 rok
List

Droga moja,
przyślij zdjęcie,
pisze żołnierz frontowy.
Chcę cię mieć przy sobie
gdy idę na wroga
w pierwszym szeregu.
Twoja obecność
dodaje odwagi
i wróży zwycięstwa
pomimo, ze jesteś tylko na zdjęciu,
dodajesz mi męstwa.


Nowa Wilejka, 1943 rok
Obraz wojenny

W ogrodach pachną kwiaty,
w polu pękają granaty,
dziewczęta pobrane w łapankach
i chłopcy w partyzantce.
W powietrzu skowronek świergoce,
i bomby zapalające,
żar bije w dzień od słońca
i od płonących nocą wsi i miast
bez końca,
bez przerwy biją dzwony
na nabożeństwa i na zgony.


Mariampol, 1943 rok
W dalekim kraju serce zostało

Hen tam daleko gdzie szumią bory,
rozległe łany w polu się złocą,
i te tajemnicze tęskne wieczory,
na nieznanym niebie gwiazdy migocą.

Spokojnie szumi rzeka w dolinie,
a nad tą rzeką lud cichy pracowity
wiatr łagodnie rozwiewa jasny włos dziewczynie,
na tych włoskach jasnych wianeczek uwity.

W tym pięknym kraju mieszka młodzieniec,
łagodny, pracowity i zawsze wesoły,
czy to zajeżdża z końmi na dziedziniec,
czy w polu przy pracy z piosenką dzień cały.

On mnie zapoznał ze swym krajem cichym,
nauczył go kochać, rozumieć jego tchnienie,
cicho wieczorem, przy śpiewie słowików
opowiedział mi dzieje krajów niegdyś dzikich.

O kraju dalekim nie zapomniałam,
i w swej ojczyźnie tęskno mi za nim,
serce zostało nad wodą w borze szumiącym,
przy łanach żyta młodzieńcu marzącym.


Kowno, 28.05.1943 rok
Poszum drzew nad Niemnem

Promienie słońca prażą nieznośnie,
lecz w nurtach Niemna bardzo rozkosznie,
ciepły przyjemny piasek nadbrzeżny
i tuż, tuż za nim płynie Niemen ciemny.
Tam gdzieś w oddali malutkie dzieci,
wszystko, co żyje nad te wody leci,
a Niemen wszystkich wita z radością,
pójdź w me wody chłodne, szemrze z miłością.

A za tą wodą, którą przebrnąć trudno,
szumi tajemniczo litewski bór odwieczny,
choć szumi tajemniczo, jest uprzejmy równo
lecz w swej czarnej głębi nie zawsze bezpieczny.
I chyląc swe stuletnie omszałe konary
zbliż się, zbliż się szumi, obca przybyszko,
może zrozumiesz, choć trochę, nie wszystko
co ci zaszumi nad Niemnem dąb stary.

Ty, która nie znasz mowy naszych lasów,
i nie pamiętasz starych świetnych czasów,
ty, co rozumiesz mowę dla nas obcą,
nie wiesz, co na tych gałązkach ptaszki świergocą.
Lecz chciej zapomnieć, chociaż na chwilę,
o kraju swym dalekim, o tym, kim jesteś,
stań się na chwilę naszą mieszkanką,
staraj się pokochać te ziemie nasze.

Na pewno zrozumiesz, choć trochę, nie wszystko,
co szemrzą Niemna fale,
jakie tajemnice kryje litewski bór odwieczny,
pokochasz na zawsze naszą Litwę starą.
Nie chcesz już wracać do swych krajów rodzinnych
lecz wspólnie z naszymi mieszkankami Litwy
będziesz kochać i marzyć nad wodami Niemna,
starym borem nadbrzeżnym zwierzysz tajemnicę serca,
w cieniu ich konarów znajdziesz ukojenie.


Wilno, 04.1943 rok
Tak to niedawno

Tak to nie dawno
był razem z nami,
bez smutku, troski
w wesołości i gwarze.

Tak to nie dawno
widziałam go przecież,
a dziś tak dziwnie
pusto na świecie.

Tak to nie dawno
był on tu przy mnie,
a dziś daleko
gdzieś na obczyźnie.


Wilno, 1943 rok
Gdzie on jest teraz

Gdzie on jest teraz, co myśli, co robi,
czy wie, że u nas już pękają lody,
czy wie, że do nas już wiosna powraca,
z nią razem życie i młodość i praca.

Gdzie się znajduje, gdy słoneczko wschodzi
i wśród pól modrych skowronek zawodzi,
co robi, kiedy ciepły zmierzch zapada
i na niebie srebrny księżyc zasiada.

Co się z nim dzieje, gdy na ciemnym niebie
srebrzyste gwiazdy zabłysną
i wywołują z niedalekiej przeszłości
podobne noce w kraju ojczystym
przy boku kochanej dziewczyny.


Nowa Wilejka, 1944 rok
Pożegnanie

Ostatnie dźwięki
tanga Notturno
spłynęły z gitar strun.
Jutro zagrają
granatów jęki,
zaśpiewa sosen szum.
Pożegnalny wieczorek
przy dźwięku gitar,
smutne dziewczęta
żegnają nas.
Jutro powita
partyzancka piosenka
i tajemniczy zielony las.


Nowa Wilejka, 1944 rok
Na Dźwińsk

Czarująca noc gwiaździsta
stoję sobie na peronie
wtem znak daje maszynista
jestem już w ciepłym wagonie.

Gwar i zgiełk tutaj panuje
dym z papieros ulatuje
czystą także tu nie gardzą
śmiechy żarty aż za bardzo.

W śmiechu gwarze czas nam leci
śpiewa mówi, co kto woli
a to już i Dzwińsk się świeci
idziemy szukać taniej soli.


Zatrocze, 1944 rok
Zamek hr. Tyszkiewicza

Pałac o białych kolumnach
wewnątrz wspaniałe komnaty
niegdyś był własnością magnata
hr. Tyszkiewicza.
Obok barak podłużny
przeznaczony był dla służby.
Obecnie pałac zajęły dzieci bezdomne
które wojna rzuciła
w ten cichy zakątek kraju,
ewakuowano je z domu dziecka z Wilna.
Litwini nimi się opiekowali
wychować je na swych obywateli
było im bardzo pilno.
Po parku się snują młode dziewczyny
wychowawczynie i pielęgniarki
Polki i Litwinki
mające pod opieką kilkuletnich
chłopców i dziewczynek.


Zatrocze, 1944 rok
Zatrocze

Bezludna cisza wokół nas,
srebrzą się wody, szumi las,
tylko jasna łódź czasami,
przemknie się jezior brzegami.

Ciszy tej sennej urokiem spojone,
przemierzając bór ciemny swym krokiem,
rozmarzone patrzą w wodę,
niby sarenki dziewczęta młode.

Myśli każdej z nich lecą.
hen za te lasy i wody,
oczy niby modre gwiazdy się świecą,
serca się rwą tam gdzie jest on ten młody.

Lecz próżne są marzenia,
los twardy jest jak skała,
daremne częste serc drżenia,
i dusza tęsknoty cała.

Bezludna cisza wokół nas,
srebrzą się wody czerni las,
i nikt nawet nie zrozumie
ich w tej ciszy nocnej,
młodych serc się buntuje.


Nowa Wilejka, 1944 rok
Los Izraela

Wczoraj jeszcze byli z nami
starcy, dzieci i młodzież
w pobliskim osiedlu
schronili się przed bombami.

Dziś własnymi rękami kopali rów,
który im posłuży, jako wspólny grób,
lecz gorsi od kul są ludzie w czarnych mundurach
z literą SS, ich dzieło to śmierć i zadawanie mąk.

Odjechali nie bali się plamić krwią swych rąk
rozeszła się ziemia pod lasem
od drgających ciał
w kilka dni spaleni i w prochu wywiezieni
przy huku głośnym z dział


Zatrocze, 12.1944 rok
Marzenie

Nad cichą wodą w noc księżycową,
ze wzrokiem w dal utkwionym,
niby jagoda dziewczyna młoda,
cichy wietrzyk coś nuci i głaszcze jej włoski.

Gwiazdki wesoło mrugają śląc pocałunki boskie,
a ona stoi w dal zapatrzona,
z serca westchnienie uleci,
och czy powróci przeszłość miniona.

Czy powrócą te czasy szczęśliwe,
kiedy beztroski uśmiech kwitł,
dni ulatały wesoło i miło,
wszystko minęło tak błyskawicznie,
została sam w oddali,
snując nić marzeń ustawicznie.


Nowa Wilejka, 1944 rok
Płonący samolot

Płoną samoloty w górze,
Niemcom już ciarki chodzą
po skórze,
wycofują wojska w pośpiechu,
niszcząc po drodze wszystko
co się da dla uciechy.
Szkoły i mosty
i naszą nową szkołę spalili,
spalili fabrykę w miasteczku,
groźny okupant
ratuje się ucieczką.
Palą się w powietrzu samoloty niemieckie,
spadają na sioła,
zestrzeliwane przez artylerię radziecką,
spadając sieją przestrach
i popłoch dookoła.


Nowa Wilejka, 1944 rok
Dzień rozłąki

To było parę lat temu
a bliskie jest jakby dziś,
kochało go wtedy serce
leciała za nim myśl.
Na ustach uśmiech kwitł
wesoło było żyć,
snuło się marzeń nić.
I przyszedł los okrutny
i rozwiał wszystkie sny,
nadszedł dzień rozłąki
i przyniósł smutek łzy.
Parę już lat minęło,
a w sercu wciąż smutek tkwi,
znikł z ust uśmiech szczęścia,
kwiat nadziei zwiądł.


Małe Popaje, 1945 rok
9-ty Maja

Nikt nie zrozumie
tego uczucia
radości i wzruszenia,
z którym witały
kapitulację,
ci, co głodem przymierali
w obozach,
co w walce na froncie i podziemiach
przeżyli wojnę i okupację,
dla nich dzień 9-go maja
to powrót od progu śmierci
do życia,
to ci, do których los się uśmiechnął,
wrócili do domów,
gdzie szczęście rozkwita,
rzucili się z zapałem
w wir odbudowy kraju
i takie to piękne, że stało się
właśnie w maju.


Wilno, 1945 rok
Pokój

Cudowne słowo
po latach udręki i łez,
w dniu św. Stanisława,
zakończyła się klęską
Hitlera sława.
Maj był na świecie,
zieleniały się drzewa,
kryjąc w gałązkach liść,
wstydząc się swej świeżości
pośród ruin i zgliszcz,
lecz coraz bliżej i głośniej
okrzyk zwycięstwo rozbrzmiewa
i sztandar biało-czerwony
na gruzach Berlina powiewa.


Nowa Wilejka, 1945 rok
Maj 1945

Jak zmora, jak straszny sen,
minął złowrogi czas,
piosenka rozbrzmiewa
i w całej Polsce
biały orzeł powiewa,
wracają chłopcy,
słychać partyzancki śpiew
i delikatny wiosny wiew,
maj już zawitał
na łące nieśmiało czeremcha zakwita,
ukazują się kępki zieleni
wśród ruin,
czas wrócić do życia
ktoś mówi.


Nowa Wilejka, 07.1945 rok
Pożegnanie

Trzeci transport już odchodzi,
wszelkie nadzieje ze sobą wywozi,
więc aż na rampę przyszły spłakane,
pożegnać chłopców swych piękne panie.

Chłopakom także posmutniały miny,
choć zawsze gotowi na żarty i kpiny,
nawet Władeczek umknął cichaczem,
w wagonie się ukrył i cicho płacze.

Alek się także przez łzy uśmiecha,
Janek omdlewa prawie z rozpaczy,
bo swojej Ewy już nie zobaczy,
Ziutek zostaje, dziewczętom na pociechę.


Małe Popaje, 1945 rok
Rozstanie

Och jak ciężkie będą chwile,
gdy ty będziesz stąd o milę,
gdy się zmieszasz w tłumy ludzi,
nikt ci wspomnień nie obudzi.
Pozostały nam wspomnienia,
co się wciąż snują za nami,
nie pomogą nic westchnienia,
bo już nic tu nikt nie zmieni,
nadszedł kres cichej radości,
w sercu żal i smutek gości.


Małe Popaje, 1946 rok
Żegnajcie strony rodzinne

Żegnaj mi Pociejówko,
żegnajcie wzgórza
i laski olchowe gdzieśmy bawili się
w podchody i urządzaliśmy majówkę.
Żegnaj chato rodzinna
wiśniowym sadem otoczona,
pachnąca latem jaśminem
i zasypana śniegiem zimą.
Wyjeżdżam w nieznane,
na stare polskie ziemie
po wojnie odzyskane.
Co tam mnie spotka?
Nie wiem.
Wszystko tam będzie inne,
będę tęsknić do wszystkich
i nie zapomnę Wilna.


Łuczany, 1946 rok
Ziemie odzyskane

Ziemie odzyskane
legendarne Prusy,
gdzie krzyżaków
stare zamki,
gdzie kopie kruszyli
dawni rycerze,
kobiety nad wodami
tłukły paździerze,
tu są ścieżki i ślady
Kmicica i Chowańskiego,
bory pamiętające
Witolda łowy
i Radziwiłłów biesiady,
knieje nieprzebyte
w których polował Jagiełło
poniszczone wsie i miasta
to dzieło Hitlera.


Wilkasy, 1946 rok
Zostaliśmy tu

Zostaliśmy nad jeziorem
mazurskim,
które urzekło nas
i ten opodal szumiący las,
sosny rosnące na wzgórzu,
zostaliśmy my tu Wilnianie.
Przyjechaliśmy na prastare
Ziemie Odzyskane
pozostawiając za Wiliją swe mienie,
odtąd naszą siedzibą są Wilkasy
otoczone zewsząd mazurskimi lasy,
u błękitnych jezior wód
pozostał pracowity
Wileński lud.


Wilkasy, 1946 rok
1 Maja

Cała wieś pięknie ustrojona
wyszła na pierwszo-majowy
pochód
ustrojono konie w gałązki
zielone
wozy umajono
pojechali długim szeregiem
do miasteczka
na pierwszo-majową
wycieczkę.
Po powrocie czeka ich
zabawa w świetlicy
gdzie się zbiorą wszyscy
dzieci, młodzież
i rodzice
aby uczcić ten dzień
uroczysty
w wyzwolonym kraju
Jeszcze Polska nie zginęła
wszyscy zaśpiewają.


Grafika Ireny Zienkiewicz


Wilkasy, 1946 rok
Sianokosy

Zapachniało pięknie skoszone siano
zajechały wozy z drabinami
dziewczęta z grabiami w rękach
w ustach ich brzmiały piosenki
i brzęk pszczółek unosił się nad łąką
na której niedawno kwitły
polnych kwiatów pąki.
Zgrabiono pachnące siano
załadowano fury
a już na niebie
napłynęły chmury.


Wilkasy, 1946 rok
Zapoznanie

W niezbyt ciepły wieczór,
dziewiątego maja,
nasza czarna Irka, Antka zapoznaje,
nieznanego młodzieńca, omyłkowo
bierze za brata,
a już wkrótce potem on się do niej swata,
spotykają się w kościele lub też na „majowym”
i mówią sobie i o tym i owym,
czas spędzają mile przy dźwiękach harmonii,
a gdy Antka nie ma, Irka myśli o nim.
Już nawet ludzie we wsi gadają,
że oni chyba strasznie się kochają.
Wkrótce przyjeżdża Jaśka z pod Łomży
i Antka z Irka nic już nie łączy.
Ale nie przeszedł i tydzień cały,
Antek siedzi u Irki, mówi o kochaniu.
Przeminął roczek, drugiego połowa,
u naszego Antka spoważniała głowa.
Staje się oszczędny, pannie nie buntuje,
ze swą czarną Irką żenić decyduje.
Z tego powodu plotek bardzo wiele,
a 8-mego sierpnia u Irki wesele.


Wilkasy, 1946 rok
Gdy pachną bzy

Ten zapach mnie odurza
a także niepokoi,
w sercu się zrywa burza,
ono się czegoś boi.

Serce się boi miłości
i chociaż broni się z dala,
zakocha się z pewnością,
a potem przyjdzie zdrada.

Gdy pachną bzy w wieczór cichy, majowy
i przy mnie jesteś ty wyśniony, wymarzony,
bzu krzewy się pochylą
i szmer cichy uleci, na sercu jakoś milej
aż chce się żyć na świecie.


maj 1946 rok
Wilkasy

Za górami, za lasami
kryje się wioska zwana Wilkasami.
I do tej wioski nasz Józek z Antkiem
śpieszą codziennie wieczorem i rankiem.
Antek wydeptał ścieżki, drożynki
od najdroższej Jasi do kochanej Irki.
Józek od jednej do drugiej połazi,
lecz serce jego ciągle przy Kazi.
W każdą niedzielę harmonii dźwięki
zwołują do miejsca wszystkie panienki.
Antek wygrywa polki oberki,
Józek już stroi „oczko” do Werki.
Dzidzia stroskana w kąciku siada
i już do siebie Bronka przywabia.
Ten czarny Janek to flirciarz wielki
już się zakochał w Jadzie maleńkiej.
Florek przyszedł do Wilkas
aby znaleźć kwiat szczęścia
ale sobie nie znajdzie
gotowej do zamęścia.


Wilkasy, 1946 rok
Mazurskie jeziora

Białe żagle
na wodzie
i rybackie łodzie,
wzgórza porosłe lasami,
jelenie i dziki między konarami.
W nadbrzeżnych zaroślach
kaczuszki się kryją,
na środku jeziora
łabędzie się myją
i moc złotych rybek
mieni się w wodzie,
nad wodami mewy,
brzegiem czapla brodzi.


Wilkasy, 06.1946 rok
Od pierwszej chwili

Od tej pierwszej chwili,
gdy ja cię ujrzałam,
głęboko w serce
wrył się obraz twój.
Pomimo, że wówczas
wcale nie myślałam,
że kiedyś może ty będziesz mój.
I snułam marzenia
o szczęściu i tobie
gdy słońce wschodziło
i o zachodzie,
myśli me ciągle przy twej osobie,
lecz myśli te niepewne,
jako mgła na wodzie.


Wilkasy, 1946 rok
Świetlica

We wsi Wilkasy ludność mieszana,
Lubelszczyzna, Łomża, przeważa Wileńszczyzna,
dużo wesołej młodzieży chętnej do pracy,
pracowaliśmy wesoło przy stertach zboża,
które wymłócone, konie do wsi wożą.

W niedzielę rano szliśmy do kościoła,
a po południu zabawa wesoła.
Pływaliśmy łódką wokół jeziora,
śpiewając przy tym piosenki wesołe,
wieczorem szliśmy potańczyć
przy dźwiękach harmonii
w licznym towarzystwie
dziewcząt i chłopaków.

Przy śpiewie słowików zapachu piwonii
tańczyliśmy beztrosko
w tę letnią noc małą
wreszcie musieliśmy przestać
bo na niebie dniało.


Wilkasy, 1946 rok
Wieś

Wilgotny poranek od rosy,
rumienią się zorza wstające,
już cicho brzęczą kosy,
złocą się łany szumiące,
wieś kwieciem lipowym pachnąca,
głosami rozbieganych dzieci
i śpiewem ptaków drżąca,
wieś spracowana, dająca chleb miastu,
rękami spękanymi
wiejskiej niewiasty.


Wilkasy, 1946 rok
Spółdzielnia

Najpierw był mały sklepik prywatny,
w nim sól, cukier, mąka, słodycze dla dziatwy.
Wkrótce powstała Gminna Spółdzielnia,
której członkiem założycielem byłam z innymi.
Co ludzie gromadą nie uczynią?
Otworzyliśmy sklep spożywczy w Wilkasach,
w którym także byłam pierwszą sprzedawczynią.
Potem powstała Gminna Rada Narodowa,
sklep tekstylny i Ośrodek Zdrowia.
Tak się rozwijała nasza wieś powoli,
znikły niewymłócone sterty
nie było niezaoranej roli.


Wilkasy, 1946
Młodzież w Wilkasach

Pracowaliśmy wesoło przy stertach zboża,
które wymłócone do wsi konie wożą
w niedzielę rano szliśmy do kościoła
a po południu zabawa wesoła.
Pływaliśmy łódką wokół jeziora
śpiewając przy tym piosenki wesołe.
Wieczorem szliśmy potańczyć
przy dźwiękach harmonii
w licznym towarzystwie
dziewczynek i chłopaków.
Przy śpiewie słowików,
zapachu piwonii,
tańczyli beztrosko
w tę letnią noc małą,
wreszcie musieliśmy przestać
bo na niebie już dniało.


Wilkasy, 1946 rok
W Wilkasach

W Wilkasach wesoło,
panienki są żwawe
tak, że w niedzielę
jest ruch jak w Warszawie.
A więc na wieczór,
gdy jest już szarzej,
śpieszy do Wilkas
Straż Kolejowa,
chłopcy cywilni
i marynarze,
tylko te Jaśki
złoszczą się strasznie
i dziewczętom
psoty robią nieznacznie,
to Werci Józek
u nich, jako gość,
to Irce Antka
odbijają na złość.
Pysznią się bardzo
swoją urodą,
zaprowadzić chcą w Wilkasach
nowoczesną modę,
pudrują twarzyczki,
usteczka malują,
śmieją się z dziewczynek,
chłopaków szanują,
lecz Wilkasy uwagi
na nie, nie zwracają,
wesoło się bawią
i ciągle śpiewają.


Irena i Antoni Zienkiewiczowie - Wilkasy


Wilkasy, 1947 rok
Wieczorek taneczny

Antek z harmonią usiadł na ławie,
Norbuś już poszedł dać znać o zabawie,
i wkrótce wszystkie Wilkaskie panienki,
mają wesołe uśmiechnięte minki.

Ta Irka z góry zachodzi do Janki,
ot tak zwyczajnie jak dobre koleżanki,
zaraz nadbiega druga Janka z Ireczką,
i naturalnie wstąpią do Kazieczki.

Kazia głowę podnosi z nad roboty,
skrzywia się smutno, nie ma ochoty,
pochyla głowę i myśl jej się mąci,
bo ciągle marzy o swoim Tomciu.

Gdy harmonia zagrała walca skocznego,
nie było do tańca chłopca żadnego,
Zygmuś nie tańczy, gdy w głowie nie szumi,
Bolkowi się nie chce, Staś bez Tereski nie umie.

Witek do tańca nie ma ochoty,
bo za swoją Ziutą umiera z tęsknoty,
Smutno się jakoś zapowiada zabawa,
ale na wszystko znajdzie się rada.

Wkrótce przychodzą „drugie” Wilkasy,
i robią wiele szumu, hałasu,
i jeszcze większy okrzyk jak grom,
przychodzi Heniek z Mietkiem, jeździli do Wron.

Dalej zabawa idzie normalnie,
aż nasz Antek grając zmęczył się formalnie,
chłopcy prowadzą go na „ jednego”
dają zapalić „Mazura” mocnego.

Wraca muzykant pokrzepił siły,
i dalszy nastrój zabawy jest miły,
czas już do domu, któraś krzyknęła,
z wesołym śmiechem wszyscy się żegnają.

Chłopcy za dziewczętami się oglądają,
bo żaden nie chce wracać sam do domu,
dziewczęta zazwyczaj uciekają,
po kryjomu


Wilkasy, 1947 rok
Miłość

Miłość jest chciwa i zawsze zazdrosna,
żądna pocałunków i nocy miłosnych.
Miłość jest uparta dąży do celu,
choć jej na przeszkodzie staje osób wiele.

W miłości zakochani nie znają końca
i tylko czują, że jest gorąca.
Miłość jest podejrzliwa, boi się zdrady,
bo gdy ona przyjdzie nie ma na nią rady.

Miłość jest twarda jak ten dąb stary,
kto szczerze kocha zawsze jest stały.
Miłość jest śmiała i nigdy nie zginie,
kto naprawdę kocha nie zlęknie się czynu.

Miłość jest piękna jak cudowny kwiat,
na miłości przecież oparty jest świat.


Wilkasy, 1947 rok
List

Piszę do ciebie parę słów,
po latach może spotkamy się znów,
dziś jest skończone między nam,
wiem, lecz odejść nie mam siły,
wiem najsłodsze się sny prześniły,
trudno mi będzie bez ciebie żyć,
dziś jeszcze chcę łudzić się i śnić,
jednak nic już nie pomoże,
tak musi być,
bo w sercu już nie ma nic,
czy pamiętasz jak wierzyliśmy w to,
że nasza miłość przezwycięży czas,
cóż, że spotkałam cię kiedyś na drodze,
dziś los cię wzywa,
dziś mówisz odchodzę.


Ślub Ireny Pociej i Antoniego Zienkiewicza - kościół św. Brunona - Giżycko, 1948


Wilkasy, 1948 rok
Nowa droga życia

Skończyło się wesołych
piosenek śpiewanie,
wieczornych ptaków świergotów
słuchanie.
Niespodziewanie wkroczyłam
na nową drogę życia,
nowe obowiązki
trzeba wypełniać należycie.
Jak ptak złapany
w sidła
trzepoce skrzydłami,
tak dziewczyna
jest związana
małżeństwa przysięgami.
Małżeństwo jak los
na loterii wygrany,
nie wiesz, jaki się okaże,
ten twój najmilszy wybrany.


Wesele Ireny i Antoniego Zienkiewiczów - Wilkasy, 1948


Wilkasy, 12.1948 rok
Minęły złote sny

Minęły złote sny,
pozostał smutek i łzy,
co było wesołe radosne,
stało się teraz smutne
nieznośne.
Jak po dniu jasnym,
nastaje noc, tak znika
miłości czarowna moc.
Ja mu wierzyłam
w szczerości swojej,
on się naśmiewał
z naiwności mojej,
za miłość, tęsknotę,
za szczere oddanie,
miałam smutek
rozczarowanie
i najczęściej zdradę.


Wilkasy, 1950 rok
Wychowanie dzieci

Matkę płacz dziecka
budzi o świcie,
nigdy się nie może
wyspać się należycie,
każdy krok dziecka
śledzi nieustannie,
od dni w kołysce
aż po wiek dojrzały,
czy biegnie do szkoły
czy z zabawy wraca,
matka zawsze na dziecko
oczy obraca.
Dzieci są największą
troską i radością,
przez całe życie matka
otacza je miłością,
nieraz walczyć musi
dla nich o kawałek chleba
i pracować ciężko,
lecz wychować dzieci
na ludzi uczciwych potrzeba.


Irena i Antoni Zienkiewiczowie z trzema synami (Władek, Antek i Gienek) i córką (Anna) - początek lat 50. - Wilkasy

Wilkasy, 1950 rok
Polskie kwiaty

Najpiękniejsze są kwiaty polne
rozsiewające woń świeżą dookoła
i każdy kwiatek osobno
ma w sobie tyle uroku
a najbardziej pachną o zmroku
kwitną wszędzie
na polu przy drogach
i są skromniejsze
od tych w ogrodach
po przekwitnięciu zamieniają się w zioła
które potem zbierają ludzie z sioła
polny kwiatek to symbol naszych pól
z tych kwiatów czerpie nektar
polskich pszczółek rój.


Wilkasy, 1955 rok
Sierpniowa burza

Sierpniowa burza
gwałtowna i silna
jak tylko taka burza
być powinna
z trzaskiem piorunów
i silną wichurą
wzniosła przed sobą
huragan kurzów
lunęła deszczem
i sypnęła gradem
z każdą minutą
wzmaga się jeszcze
drzewa się gną w konarach
i kłaniają
niby przed królową panią
niektóre wichura wyrwie
z korzeniami
i rzuci w ofierze
przed tą straszną panią
Lecz już na niebie ukazała się tęcza
na znak, że niebo
z ziemią się zaręcza
I cisza panuje jak była
przed burzą
cały świat zapachniał
jaśminem
i dziką różą.


Wilkasy, 1960 rok
Po żniwach

Już po żniwach,
pusto na polach.
Gdzie były szumiące zboża,
smutne ugory.
I przepióreczka nie ma gdzie się skryć,
w otwartym polu musi żyć.
Nie ma bławatków i kąkoli
coraz smutniej, jesień idzie powoli


Wilkasy, 1960 rok
Płynie czas

Upływa szybko życie i młodość,
tak szybko leci czas,
za rok, za dwa, za kilka,
już babcie będą z nas.
Młodzi zastąpią nas,
bo nasze młode lata
już upłynęły w dal,
pozostawiając wspomnienia
i przeszłości żal.
Świat się zmienia,
trzeba z żywymi naprzód iść,
jak w starej piosence
po życie sięgać nowe,
a nie z dawnych wspomnień wieńcem
uparcie stroić głowę.


Wilkasy, 1960 rok
Praca w komitecie rodzicielskim

Pomimo że miałam
w domu już pięcioro dzieci,
jeszcze się trudniłam
pracą w rodzicielskim komitecie,
lubiłam występować w kółku amatorskim,
jeździć po powiecie
ze sztuką aktorską.
W szkole i w przedszkolu,
chętnie się udzielam,
obowiązki domowe
ze społecznymi dzielę.
Na zebraniach chętnie
piszę protokoły,
może się przechowa
w szkolnym archiwum, który?


Wilkasy, 1965 rok
Ścięte drzewa

Ścięto stare wiekowe drzewa,
już nie szumią liśćmi,
wiatr przez konary nie powiewa.

Stare wiekowe drzewa ścięto,
co one widziały i przeżyły,
nikt z nas nie pamięta.

Nie szumią gałązkami,
samo niebo w górze nad nami,
smutne jak by bliskich zabito.

Po pięknych drzewach
pozostawiono przestrzeń odkrytą
i tylko pnie bieleją.

Zdziwione, że stały się
nagle tak małe,
nad nimi smutne wiatry wieją.


Grafika Ireny Zienkiewicz


Wilkasy, 1965 rok
Domki Bydgoskie

W cichej zatoczce
przy jeziorze Niegocin
w Wilkasach,
znajdował się ośrodek
domków Bydgoskich,
gdzie pracownicy
z zakładów rowerowych,
przebywali na wczasach.
Co dwa tygodnie
zmieniał się turnus,
ogromny autokar
przybywał z Bydgoszczy do nas.
Wesoło się pracowało
w ośrodku nad jeziorem,
wieczorki zapoznawcze
odbywały się wieczorem.
Co dwa tygodnie
żegnaliśmy już znajomych,
aby nazajutrz powitać nowych.


Wronka, 1967rok
Grzyby

Pod sosenkami, na skraju lasu,
gdzie jarzębiny falują czerwienią,
po ciepłym deszczu, meszkiem przykryte,
wyrastają grzyby jesienią.
Rosną różne, białe, brązowe,
na cienkich korzonkach i grubych,
ale nie wszystkie są zdrowe,
szczególnie jeden tak pociągający,
w czerwień ubrany, najbardziej trujący.
Najlepiej, więc brać do koszyka,
z brązową główką borowika.


Wronka, 1967 rok
Pierwszy śnieg

Spadł śnieg i puchem
okrył zagony,
przykucnął nad miedzą
zajączek zdumiony,
powąchał, polizał,
ale zające śniegu
nie jedzą.
Choinki i świerki przystroiły śniegiem
swoje igiełki,
stoją całe w bieli niby panienki,
cały świat przykryty
białą pierzynką,
trudno będzie ptakom
o ziarna kruszynkę.


Wronka, 1967 rok
Listopad

Rozpłakał się deszczem
listopad,
ostatni na ziemię
liść z drzewa opadł.
Po niebie się snują
ołowiane chmury,
pada śnieg szary,
śniegiem przeplatany.
Smutno i pusto,
umilkły ptaki,
dzień beznadziejny,
smutny nijaki.


Wronka, 1970 rok
Nocny malarz

Na szybach wymalował
pąki białych róż
i paproci liście
szronem uiskrzone
drobniutkie kwiatki
i ogromne kiście.
Cudowny ten malarz
maluje bez pędzla
i nie używa wielu barw
maluje na biało
i srebrzy szronem
nad ranem drzew czarnych
jest mało
Wszystkie stoją w srebrnych
koronach
wysmukłe w białych szatach
wiatr lekko kołysze warkocze brzóz
pięknie umalowane na biało przez mróz


Wronka, 1970 rok
Zimowy wiatr

Rozszalał się wicher północny,
śniegiem sypie,
ze złości deszczem zapłacze,
i dmie z całej mocy,
i śnieżna zamieć po polach goni,
z miejsca na miejsce śnieg zmiata,
hula szaleje świszcze, po lesie lata.


Wronka, 1972 rok
Jesień

Babie lato nad rżyskiem,
drzewa w złotych koronach,
pola pachnące kartofliskiem,
jesień bogata w plony,
smutna odlotem ptaków,
tracą liście klony.
Poranne mgły wilgotne,
świeżo zaorana ziemia,
sosny pod lasem samotne,
kwitnące wrzosy,
głosy splątanych żurawi,
grzyby w kroplach rosy,
Jesień piękna bogata,
oddając bogactwo plonów
w duży wieniec splata.


Wronka, 1972 rok
Cichy wieczór

Cisza nad wodą
w wieczornej porze
dumają drzewa
przeglądając się w jeziorze.

Woda stoi cicho
w lustro się zmienia
bo w zmąconej nie dojrzy
drzewo swego cienia.

Ucichł głos ptaków
umilkły szuwary
nad brzegami wody
duma dąb stary.

Usypia swym szumem
wszystko dookoła
tylko hen w lesie
puszczyk zawoła.


Wronka, 1972 rok
Poetką nie jestem

Poetką ani artystką nie jestem
tylko mam taką niespokojną duszę
i swe przeżycia wierszem
wypowiedzieć muszę.

Czasami zabawię się w malarza
i namaluję polskie pejzaże
lub jakieś kwiatki na poduszce
czy też różyczki na kufelku z uszkiem.

Bluzeczki chusteczki czy też serwetki
robię na drutach albo szydełkiem
lub wiersz napiszę wspomnienia z młodości
o polach i lasach o życiu własnym
te prace mi dają wiele radości.


Wronka, 1972 rok
Listopad

Wiatr bezlitośnie szarpie,
ostatnie liście z drzew,
rumieni się na skarpie,
odarty głogu krzew.
Listopad wieje wiatrem,
i nieraz sypnie śniegiem,
nad ranem przymrozek siwy,
warzy ostatnie niwy.
Pod stopy idących się ścielą,
różnobarwne liście,
brzozy z dala się bielą,
czerwienią się jarzębin kiście.
Listopad szary ponury,
przegnał ptaki za morza,
i coraz bledsze zorze,
jesień coraz smutniejsza.
Coraz bardziej szaro,
na myśl o pożegnaniu,
coraz częściej zalewa się
deszcz łzami.


Wronka, 1972 rok
Zima

Biało-czarne brzozy,
przy drodze przykucnęły,
oszronione łozy.
Wrony siadają
na wierzchołkach drzew,
umilkły ptaki,
nie widać mew.
Śnieg biały prószy
na pola i lasy,
dla zwierzyny polnej
idą ciężkie czasy,
koronę jarzębiny,
sikorki obsiadły
i zmarznięte jagódki
ze smakiem objadały.


Wronka, 1972 rok
Droga do pracy

Pociąg z wielkim łoskotem
mnie minął,
wiatr rozwiał kłąb czarnego
dymu,
w oddali światełka w miasteczku
migocą,
do pracy 4 km idzie się nocą.
Na świecie postęp, krążą
satelity,
odkryto tajemnice gwiazd,
księżyc zdobyty,
na wiejskich drogach nadal
furmanki,
nieznane są autobusów
przystanki.
W letnie upały, jesienne deszcze
do szkoły, do pracy
chodzi się 4 km pieszo jeszcze.


Wronka, 1972 rok
Noc

Zmieniony cały świat,
ciemność głęboka dookoła,
na niebie gwiazdy,
mrugają wesoło.

W ciszy nocnej utonął las,
umilkły ptaki i zwierzęta,
tylko wiatr wieje cały czas,
w ogrodzie pachnie mięta.

Miasto nie śpi w nocy,
pracują trzecie zmiany,
świat w techniki mocy,
a dzieci śpią bez mamy.

Wieś śpi spracowana,
by wstać wcześniej od słońca,
piosenka śpiewana przy pracy,
popłynie w dal bez końca.


Giżycko, 1973 rok
Słodka wytwórnia

Przystanek Niegocin,
przy nim wieś Wilkasy,
opodal szumią
mazurskie lasy,
wstęga Łuczańskiego kanału
ją owija,
pachnąca aromatycznie
wytwórnia się rozwija,
szumią maszyny,
taśmy płyną,
Giżyckie wyroby na cały kraj
słyną.
Mała fabryczka chleba,
z przed piętnastu laty,
obecnie w dużą wytwórnię,
przeobraziła się od tamtej
daty.


Wronka, 1973 rok
Wiatr

Zerwał się o północy,
dmuchnął świsnął
i próbując swej mocy,
zawirował w krzewy, wrzosy,
porozwiewał brzozom włosy,
wzbił się w górę
i deszczową przygnał chmurę,
rozkołysał drzew konary,
gdzie drzemały sobie wrony,
pognał w pole na pastwisko,
gdzie spokojnie spało psisko,
aż lunęła chmura deszczu,
z nią w powietrzu tańczy jeszcze,
aż się chmura rozgniewała,
mokrym deszczem go oblała.


Irena Zienkiewicz z lewej z ojcem Józefem Pociejem i siostrą Heleną


Sztynort/Radzieje, 1973 rok
Śmierć ojca

Włożyli go do srebrno-szarej trumny
leży tam spokojnie
uroczysty i dumny.
Wokół obstąpiła go rodzina w żałości,
on leży jakby nie wiedział,
że wkrótce będzie w grobie.
Odszedł od nas w zaświaty,
zmęczony pracą rolnika,
już nie wróci z pola do chaty.
Nie wyjdzie z koniem w pole,
nie będzie siać i orać,
nie spojrzy już na rolę.
Pochowali go na cmentarzu,
w miasteczku Radzieje,
choć w ziemi Wileńskiej,
pochowani są inni Pocieje.


Wronka, 1973 rok
Pejzaż polski

O urokach polskich pól,
o lasach szumiących,
o łąkach kwitnących,
o wieczornej zorzy
przy zachodzie słońca
i o blasku księżyca
można pisać bez końca.
Z polskiej wsi pejzaży,
można i należy
tworzyć piękne obrazy.


Wronka, 1973 rok
Idzie jesień

Pociemniały leśne pola,
wiatr wieje od jezior z północy,
coraz wcześniejsza wieczorna zorza.
Klucz żurawi odleciał za morza,
delikatnie się barwią liście
w kolory jesieni.
Coraz więcej złota, brązu i czerwieni,
jesień już maluje pola i lasy,
gdzieśmy spędzali urlopy i wczasy.


Wronka, 1973 rok
Noc

Noc cały świat zmienia,
człowiek się może przestraszyć
nawet swego cienia.
Niewinny szum gałązek w dzień w lesie,
w nocy każdy szmer daleko echo niesie.
W dzień z przyjemnością się idzie przez las
nocą jakieś strachy ciągle gonią nas.


Wronka, 1973 rok
Ruiny

Zapewne dworek był niegdyś szlachecki,
pamiętający jeszcze czasy niemieckie.
Na dziedzińcu rosną jeszcze modrzewie,
może i róże tam były? Kto wie?

Kamiennym murem otoczony
opodal las rośnie zielony.
Na ogromnej stodole gniazdo bocianie,
boćki, co wiosnę przylatują na nie.

Wojna zniszczyła budynek mieszkalny,
stoją ruiny dowód naturalny.
Na ich widok smutek człowieka ogarnia.
Niegdyś ludzie tu mieszkali,
dziś stoją resztki muru bezradnie.


Wronka, 1973 rok
Złota jesień

Drzewa w złotych koronach, okryte purpurą,
błękitne niebo przykryło się chmurą,
klucze żurawi lecą za morza,
i coraz bledsza wieczorna zorza.

Na polach króluje złota jesień,
i pełno pracy na miesiąc wrzesień,
coraz więcej złotych liści,
brązowych kasztanów, jarzębin kiści.

Na polach przędza babiego lata,
którą misternie pajączek przeplata,
wszędzie kolory brązu czerwieni,
żaden malarz nie dorówna jesieni.


Wronka, 1973 rok
Jodła w zimie

Stoi na skraju lasu
jodła stara,
śnieg i szron z gałęzi zwisa
niby kotara,
pod śniegiem zielone igły
i gdzie niegdzie
szyszka brązowa,
a w dziupli pod konarami,
wiewiórka się chowa.
Stoi i dumna jodła sędziwa,
ile to już lat i zim przeżyła,
kiedyś była z niej jodełka mała
ile to burz nawałnic
i nawet kilka wojen widziała


Wronka, 1973 rok
Droga zimą

Gwiazdki na niebie wesoło migocą,
a mnie jest smutno, bo muszę iść nocą.
Idę po torze kolejowym z trwogą w duszy,
bo ścieżka dalej i śniegiem zasypane pobocze,
gdy pociąg nadjeżdża skaczę w zaspy po uszy.


Wronka, 1973 rok
Zimowy wiatr

Rozszalał się wicher północny,
śniegiem sypie,
ze złości deszczem zapłacze,
i dmie z całej mocy,
i śnieżna zamieć po polach goni,
z miejsca na miejsce śnieg zmiata,
hula szaleje świszcze, po lesie lata.


Wronka, 1974 rok
Bój

Nad brzegiem jeziora
pośród starych drzew,
stoczyli walkę łabędzie
przy okrzyku mew.
Bój był krwawy
na życie i śmierć,
bo całe jezioro
tylko jedna para chce mieć.
W boju zginął
łabędź „przybysz”
ojciec rodziny,
pozostała wdowa z dziadkami licznymi.
Czubate czaple po wodzie
człapiące,
współczują łabędzicy,
kryją ją z dziećmi
w szuwary szumiące.


Wronka, 1975 rok
Brzózki bliźniaczki

Dwie białe brzózki
jeden wiatr kołysze,
tulą się do siebie
gałązkami się głaszczą.
Wyrośnięte z jednego korzenia,
dwie siostry bliźniaczki,
jednakowo pną się w górę,
przez duże krzaczki.


Niegocin, 1975 rok
Zmiana krajobrazu

Zielono było wszędzie,
stał młody dąbek
i rzucał jesienią w kapturkach żołędzie.
Musiał zginąć, bo stał na skraju
kopalni piasku.
Ścięto małe brzózki bliźniaczki
wyrośnięte z jednego korzenia,
bo przeszkadzały w budowie ogrodzenia.
Padł młody kasztan pełen
kolczastych kulek.
Powstała Wytwórnia „Suporeksu”
Krajobraz się zmienił, nie ma dąbka
na wzgórku, nic się nie zieleni,
padły drzewa jak kłosy po dotknięciu kosy.
Dookoła kopalnia piasku,
słychać tylko odgłosy
z wytwórni „Suporeksu”.


Wronka, 05.1975 rok
Echo „tamtych” lat 

Jak echo wciąż powraca
wspomnienie tamtych lat,
najpiękniejsze lata młodości
i liczby groźnych dat.
Echo niezapomnianych dni
wciąż odbija się w nas,
młodzieńcza miłość
w okrutny wojny czas
Smutne echo naszej młodości,
głosy syren, strzały w lesie,
niezapomniane grozy chwile
pomimo, że upłynęło lat tyle,
echo wspomnienia wciąż nam niesie.


Wronka, 1975 rok
Cichy wieczór

Cisza nad wodą
w wieczornej porze,
dumają drzewa
przeglądając się w jeziorze.

Woda stoi cicho
w lustro się zmienia,
bo w zmąconej nie dojrzy
drzewo swego cienia.

Ucichł głos ptaków
umilkły szuwary,
nad brzegiem wody
duma dąb stary.

Usypia swym szumem
wszystko dookoła,
tylko hen w lesie
puszczyk zawoła.


Małe Popaje, 1975 rok
Dawne ścieżki

Dawne ścieżki zarosły,
małe krzaki w duże
olchy wyrosły.
„Wielka góra” zmalała,
nie imponuje.
Dzisiejszej młodzieży,
nikt nie rozpala tam ognisk.
Nie ma podchodów,
ni święta wiosny.
W dawnym miejscu
wesołych zabaw,
niby gaju świętym,
panuje uroczysta cisza
i wspomnienia.


Wilno, 1975 rok
Spotkanie po latach

Istniejesz i pociągasz
jak dawniej,
Wilno miasto
mojej młodości.
Urokiem Góry Zamkowej,
z widokami
na plac katedralny.
I Wilia płynie
jak dawniej,
spiesząc w fale Niemna,
w dzień i gdy panuje
nad Wilnem
noc ciemna.


Giżycko, 1975 rok
30 lat po wojnie

Poczerniały porozstawiane
białe krzyże brzozowe
wśród pól,
w sercach matek
do dzisiaj tkwi ból,
kwitną łany na ziemi
użyźnionej krwią poległych
w walkach z przed 30 lat.
Dzisiejsze babunie
to dziewczęta z tamtych lat,
pełniące ważne funkcje
na liniach frontu
i piszące listy w trójkątnych kopertach
z numerem poczty polowej.
W pamięci wszystkich ożywa
tragiczny wrzesień 1939 rok,
gdy groźny w skutkach
wyraz wojna
wszyscy słyszą, co krok.


Wronka, 1976 rok
Przedwiośnie

Śniegi stopniały,
na polach szaro,
z koron drzew w lesie,
opadł szron biały.
W południe ciepły wiatr wieje,
umknęły w dal na północ
zimowe zawieje.
Słońce wcześniej wstaje
i rzuca promienie,
które ogrzewają zamarzniętą ziemię.
Wesoło szumią na pagórku sosny
w powietrzu płynie
ciepły zapach wiosny.


Wronka, 1976 rok
Księżyc

Zgasły już zorze
noc zapada,
na ciemnym niebie
pan nocy,
srebrny księżyc zasiada
i sypie iskrami płomieni,
w najciemniejszy skrytek ziemi
i świeci tak jasno przejrzyście.
Nic nie skryje się
przed jego obliczem,
na wylot prześwietli
nawet przez liście.
Przez noc zgłębi wszelkie ziemi
tajemnice
z rana cicho odpłynie,
z uśmiechem na licach.


Wronka, 1976 rok
Maj

Nadeszła wiosna,
zazielenił się gaj,
zaśpiewał słowik,
na świecie maj.
Ostrożnie bociany,
stąpają po łące,
gdzie już zakwitły fiołki pachnące
i żółte kaczeńce świecą w zieleni,
od niezapominajek
łąka się mieni.
Wieczorem koncert żabi,
nad staw słuchaczy wabi,
kukanie kukułki,
rozlega się w gaju,
najpiękniej na świecie
to jest właśnie w maju,
bo maj jest radosny wiosną,
i pierwszomajowym świętem,
polski maj.


Wronka, 03.1976 rok
Powrót ptaków

Śniegi leżą na polach
i panuje mróz,
powróciły ptaki
z za dalekich mórz.
W marcowym słoneczku,
skrzydełka grzeją
i świat cały ożywiają
swym śpiewem.
Człowiek, choć mądry
o drogę zapyta,
ptak nie pytając
do gniazda zawita.


Wronka, 1976 rok
Kwiat życia

Życie ludzkie to kwiat
szybko przekwitający,
najpiękniejszy, gdy
z pączka się rozwija
i wydobędzie najpiękniejsze barwy,
listkami się okryje,
lecz wkrótce przekwita
i piękność kwiatu przemija
i ludzka młodość więdnie
jak kwiat,
a życie jest chwilą
co szybko przemija.


Wronka, 1976 rok
Czajka

Nad łąką wciąż czajka kołuje
daleko nie odpływając
gniazda pilnuje,
bez przerwy kwil... kwil... kwil
rozlega się wokoło
czy wieczór już na łące
czy dopiero świt.


Wronka, 1976 rok
Polne kwiaty

Najpiękniejsze są kwiaty polne
rozsiewające woń świeżą dookoła,
i każdy kwiatek osobno
ma tyle uroku,
a najbardziej wszystkie pachną o zmroku,
kwitną wszędzie,
na polach, przy drodze,
są skromniejsze od tych w ogrodach,
po przekwitnięciu zamieniają się
w zioła.


Warszawa, 1976 rok
Wolę ciszę

Zamiast tłocznych ulic,
polne ścieżki wolę,
wokół jasna przestrzeń
i szumiące pole.
Ten gwar wielkomiejski,
tłoczne tramwaje,
nie zamienię na spokój wiejski
i zielone gaje.
Wolę przejść pieszo
przez doliny góry,
stąpać po kamieniach
i oglądać chmury.


Wronka, 06.1976
Noc Świętojańska

Noc świętojańska
ziołami pachnąca,
ognikami świecąca
na łąkach kwitnące rumianki,
i tajemniczy paproci kwiat
zakwitający w życiu raz,
zaczarowany cały świat
nieznane uczucia budzi w nas,
dziwne uczucie szczęścia i lęku
przynosi świętojańska noc,
las pełen dostojnego wdzięku
dający wrażeń moc,
i legendarny kwiat paproci
przynoszący szczęście w miłości,
a będący w samej młodości.


Giżycko, 05.1977 rok
1 Maja

Trzepocą na wietrze
zmoczone deszczem
chorągwie biało-czerwone,
między nimi sama czerwień,
godło ludzi pracy
i niebieska z białym
gołąbkiem pokoju.
O to święto pierwszo-majowe
walczyli nasi dziadkowie,
dążyli ojcowie w pracy i znoju.
My czcimy
dziś święto pierwszego-maja
pracą i wesołą piosenką,
idziemy wszyscy w pochodzie,
w wolnej ojczyźnie
z transparentami w rękach.


Wronka, 1977 rok
Maj miesiąc wiosny

Znów przyszedł maj
i okrył się zielenią,
nad wąskim strumykiem
kaczeńce się mienią,
maj ze śpiewem słowików
i kukaniem kukułki,
wiosna zajrzała nawet
w miejskie zaułki,
wieczór majowy koncert żabi
nad stawem,
głosy powracających żurawi
stojące na gniazdach bociany,
ugór świeżo zaorany
to obraz polskiej wiosny,
zielony i radosny.


Wronka, 1977 rok
Sklep

Pociągi nadal
pędzą z łoskotem
i ja jak dawniej
podążam ich tropem.
Dźwigając siatki
i kosz załadowany
bo sklep we Wronce
jest zlikwidowany.
Z tego wynika,
że spółdzielni GS w Giżycku
nie stać na opłacenie
w sklepie robotnika.
Po wszelkie zakupy
czy kilogram chleba
4 km do Wilkas
maszerować trzeba.
Tak się przedstawia
troska o człowieka
i nic dziwnego
że wieś Wronka narzeka.


Wronka, 1977 rok
Lato

Słońce, upał, lato dookoła,
przy drogach na polach rosną
pachnące zioła,
na polach bujnie łany się złocą,
już u żniwiarzy kosy migocą,
w lasach koncentrują słowiki nocą,
od dojrzałego zboża
idzie zapach chleba,
by go jeść zimą
latem ciężko pracować trzeba.


Wronka, 1977 rok
Lato

Rozpaliło się słońcem lato
pozłociło łany,
wszędzie zieleń i kwiaty,
świerszczyk w zbożu
cyka wesoło.
I sady pachną
gdzie wiśnie i jabłonie,
przy samej ziemi
truskawka zapłonie
W ogródku przed domem,
zapachniała mięta,
dziewczę zrywa płatki rumianku,
czy on jeszcze pamięta.


Wilno, 1977 rok
Wilno

Ta sam wąska ulica,
stara brama i bruk kamienisty,
czas chyba stał w miejscu,
tylko ludzie tworzyli historię
i zmieniali lica.
Długie lata mnie tu nie było
i nie ma teraz,
jestem przelotem jak ptak,
spoczęłam przy Ostrej Bramie.
Wspominam chwile
z młodości minione,
patrzę wokoło te same domy,
te same drzewa, kościoły,
tylko twarzy nie ma znajomej,
nie ma towarzyszy z lat
młodzieńczych,
jeżeli gdzieś są, to w latach
podeszłych.


Wilno, 1977 rok
Wilno

Obco się czuję w tym kraju,
który opuściłam przed laty,
choć poznałam ścieżki
i pochylone chaty.

Obco się czuję na rodzinnej ziemi,
choć słońce sady znajome rumieni
mimo, że spędziłam dzieciństwo
i prawie młodość.

Wróciłam po wielu długich latach
i chcę znaleźć kogoś?
Byłam niegdyś współwłaścicielką
tych ziem i gospodarzem lasów i łąk.

Ptaki mnie witały
co rano świergotem,
co się z nimi działo, gdy wyjechałam,
nic nie wiem o tym.


Wronka, 1977 rok
60-lecie rewolucji

Był niegdyś człowiek,
co mu troski ludzi
były bliskie,
za to cenił go lud.
Wiara w niego pomogła znieść
trudy walki i klęski i głód,
że przyjdzie dzień zwycięstwa,
nie było zwątpienia.
Do niego szedł każdy
co miał w sercu żal,
a jego myśli
wybiegały w dal.
Jasną i słoneczną
zmianę w ustroju społecznym
widział konieczną,
człowiek o mądrym spojrzeniu
szarych oczu,
na imię miał Lenin.


Wronka, 1977 rok
Brak komunikacji

Nie piszę do Suwałk
nie piszę do Warszawy
zwracam się do was w Giżycku
towarzysze kochani.
Chodzi o podłączenie
wsi Wronka do linii MPGK,
4 km drogi odcinek ten ma,
ewentualnie uruchomić
przystanek PKP.
Dlaczego inni mają
a tylko my nie?
W Giżycku autobus
przystaje, co krok,
ja z Wronek do Wilkas
chodzę 4 km już dwunasty rok.
Przez pięć lat chodziłam
do pracy na wczasy
i wracałam nocą
przez pola i lasy.
Już przez siedem lat
wydeptałam ścieżkę
z Wronek do WPC (ciastkarnia),
do szkoły też pieszo
idzie nieraz dzieciarnia,
układaniem wierszy
skracam sobie drogę.
Lecz lata lecą,
nogi „wysiadają”
już dłużej nie mogę.
Więc proszę bardzo
w imieniu wsi całej,
o zainteresowanie się
tą naszą sprawą.
Abyśmy powitali wesoło
Nowy 1978 rok
i żebyśmy przystanek
mieli od domu o krok.


Wronka, 1977 rok
Święto zmarłych

Szeleszczą różnobarwne
liście spadające,
czuwają nad mogiłami
krzyże stojące,
zaroił się park zmarłych
od postaci żywych,
zapaliły się znicze
kwiaty zajaśniały,
o święcie zmarłych
żywi pamiętają,
bo na tym świecie
wszyscy umierają.


Wronka, 1977 rok
Białe chryzantemy

Biała i złocista
smutna chryzantema
przypomina zawsze
tego, kogo nie ma.
Białe chryzantemy
to jesienne kwiaty
które dzieci niosą
na grób mamy i taty.
Biel chryzantem pokrywa
w dniu zmarłych
cały cmentarz prawie
nie znajdziesz mogiły
bez gałązki choćby małej
białej chryzantemy.


Wronka, 1977 rok
Las w zimie

Mróz pozcinał jeziora
i rzeki
zimny wiatr wieje z północy
dalekiej
las cicho marzy w półśnie
zimowym
otulony śniegiem szronem
uiskrzony.
Jodła na skraju lasu
niby królowa
w słońca promieniach
skrzą się igiełki niby drogie kamienie
cały las dumny uroczysty
w srebrzystej szacie się mieni.


Wronka, 1977 rok
Noc wigilijna

Nadeszła noc wigilijna
cisza na dworze
niebo usiane gwiazdami
zaczyna rozmawiać
bydło w oborze
Nawet w mysiej norze
do myszki po ludzku
mówi myszka
ludzie zaś warcząc do siebie
jak zwierzęta
zasiedli do kieliszka.


Wronka, 1977 rok
Święta

Przed świętami zakupy
sporo bieganiny
w święta goście
i Marcinka chrzciny.
Przy obiedzie goście
nie jedli bigosu
wypili wódkę
narobili chaosu.
Szczególnie Rysiek
za dużo rozrabiał,
a Janek śpiewał
i trzeźwego udawał.
Władek wypił kilka
kieliszków duszkiem
poszedł na górę
nakrył się kożuszkiem.
Antek po pracy
wypił cztery kielichy
i poopróżniał
wokół siebie michy.
Przy zapalonej choince
Kolendy śpiewali
natomiast przy filmie
wszyscy drzemali.


Wronka, 1978 rok
Droga do domu

Ciemność przede mną
i ciemność za mną,
pośrodku błotnista ścieżka,
jakieś szelesty w dzikich zaroślach
i nikt tu blisko nie mieszka.
Mały lasek w nocy może się wydać
siedzibą dawnych zbójów z bajki,
w dzień można ujrzeć pod lasem sarenki
i nad łąkami czajki,
w nocy dziwnie szeleszczy trzcina,
w ciemną noc mżystą duchy przypomina.


Wronka, 1978 rok
Wiosna

Wczesnym rankiem
obudził rolnika
skowronka śpiew,
czas oglądać pługi
szykować ziarno na siew.
Dzisiaj już nie skrzypi
stary żuraw u studni,
po równej drodze
nowy traktor dudni.
Już nikt nie wychodzi
parą siwków w pole,
tylko po dawnemu
boćki stoją na stodole.


Wronka, 1978 rok
Skowronek

Jeszcze wiatr wieje zimowy
z północy
i nawet mróz siwy panuje
w nocy,
na polach topnieją śniegi
i szary dzionek,
lecz już w obłokach dźwięczy
skowronek.
Maleńki ptaszek, przyjaciel
rolnika,
jego śpiew duszę ludzką
przenika,
zazwyczaj śpiewając wysoko
się wzbija,
zniża lot, gdy dojrzy w polu
rolnika,
gniazdko swe tuż przy ziemi wije.


Wronka, 1978 rok
Wiosna

Zapachniało wiosną
i świeżą zielenią,
szare ugory poczerniały
przeoraną ziemią,
skowronek się wzbija
w niebo wysoko
nad rolnikiem, który orze
glebę głęboko.
Wrony wybierają tłuste pędraki,
od wioski idą z obiadem dzieciaki,
słońce świeci jasno, ale nie pali,
taki dzionek każdy rolnik pochwali.
Powiał odurzający zapach
czeremchy od łąki,
gospodarz ze smakiem spożywa
kluski z własnej mąki.


Wronka, 1978 rok
Polna grusza

Pośrodku łanu żyta
stoi polna grusza,
deszczyk ją kąpie
słoneczko osusza.
Pod nią w życie kwitną
maki i kąkole,
przyjemnie pod nią posiedzieć
i popatrzeć na pole.
Szczególnie latem,
gdy brzęczą pszczółki
i grusza jest okryta kwiatem.
Jesienią smutne są pola,
ścięto szumiące łany,
przekwitły maki i kąkole.
Tylko grusza jeszcze piękniejsza,
w gałązkach dojrzewają owoce,
a każdy listek inną barwą migoce.


Wronka, 07.1978 rok
Powrót z Wilna

Znów byłam tam,
gdzie ciągnie mnie
tęsknota sama,
gdzie kościół św. Kazimierza
patrona Litwy
i Święta Ostra Brama.
Chodziłam po ścieżkach młodości
gdzie zamek Gedymina,
stara katedra w tym roku
na 40-lecie Litwy,
pięknie odnowiona,
stąpałam po dróżkach
udeptanych moją nogą,
wiele ścieżek znikło,
zastąpiono je szeroką,
asfaltową drogą.
Biegnące wśród parowów,
wyschły niektóre litewskie ruczaje,
ale nie zaginęły prastare
ludu wileńskiego obyczaje.
Kościoły przepełnione
są wiernym ludem,
Wilno odnowione, rozbudowane
istnieje przez wieki,
niby chronione jakimś cudem.


Wronka, 1978 rok
Mija jesień

Tak szybko znikły
kolorowe liście,
minęła jesień złota
na polach szaro i mgliście.
Zaczyna się jesienna słota,
idzie listopad
zimny kapryśny.
Wiatr wieje coraz częściej z północy,
na niebie czarne chmury
i siwy przymrozek w nocy,
jeszcze jarzębiny czerwienieją.
Pośród resztek liści w lesie,
odleciały ptaki, nie słychać świergotu,
tylko smętne zawodzenie wiatru,
leśne echo niesie.


Wronka, 1978 rok
Poetką nie jestem

Poetką nie jestem
ani artystką,
tylko mam taką
rączkę złotą
i każdą chwilę spędzam z robotą,
bluzeczki chusteczki
czy serwetki,
wykonuję na drutach
albo szydełkiem.
Czasami zabawię się w malarza
i namaluję polskie pejzaże,
lub jakieś kwiatki na poduszce,
maki, róże czy bławatki
lub wiersz napiszę,
wspomnienie z młodości,
o polach i lasach,
o życiu własnym,
te prace mi dają wiele radości.


Wronka, 1978 rok
Dar życia

Życie to dar niepowtarzalny
i trzeba go oszczędzać
żyć trzeba powoli.
Napawać się radością życia
spokojnie przeżywać
troski i zmartwienia.
Nie tracić zdrowia na ciągłe
pomnażanie mienia.
Dążyć do celów ważniejszych
wzbogacać wiedzę
nie marnować talentu
na nieważne cele
nie marnować zdrowia
w walce z sąsiadem o miedzę.
Życie jest chwilką
co szybko przemija
więc trzeba żyć powoli
ale uczciwie.


Giżycko, 1978 rok
Cmentarz radziecki

Leżą tu w polskiej ziemi,
za którą krew przelali
przykryci zieloną darniną,
leżą przystojni dorośli
i też dziecinnie mali,
wielu z nich poległo
jako żołnierz nieznany.
Nie zdążyli listu napisać
do żony lub mamy,
leżą cichutko zmęczeni walką
słuchając śpiewu polskich słowików.
Na pięknym cmentarzu
w polskiej ziemi z dala od swojej ojczyzny,
z dala od zgiełku i krzyku,
śpią radzieccy żołnierze, piękni i uroczyści,
ptaki nad nimi śpiewają,
ludzie szepcą pacierze.


Wronka, 03.1979 rok
Marzec

Pięknie wygięty
od wichrów pień brzozy,
bez przerwy marcowy
wiatr buja
warkoczem drzew,
które stoją bez liści
nieosłonięte zielenią,
ale już szumią radośnie
w gałęziach czując wiosnę.
Wiatr wieje coraz silniejszy,
niebo poszarzało od chmur,
które wiatr przygnał
hen z dalekich gór.
Deszcz zaczął padać
zimny i mokry
poczerniał śnieg na polach
sople od dachu zaczęły odpadać.
Wiatr już wieje
coraz cieplejszy zima ustępuje
rozpływa się w kroplach deszczu.


Wilkasy, 1979 rok
Zaczarowany pałac

Nad małym jeziorkiem
stoi gmach wielki
oświetlony setkami okien.
W nocy światełka
odbijają się w wodzie
tworząc zaczarowany
pałac podwodny.
Niby zatopiony w jeziorze,
otoczony parkiem
starych drzew.
Wieczorem hukanie puszczyków
niesie wiatru wiew.
Lecz w tym pałacu
system trzyzmianowy,
to w Wilkasach „Polam”
wytwarza sprzęt oświetleniowy.


Praca, 1979 rok
Noc na dyżurce

Zmiana się skończyła
wszyscy się rozeszli gdzieś o północy
została sama portierka
na resztę nocy.
Na dworze noc ciemna
w lesie huczy sowa
ona czuwa sama jedna
tylko z telefonem.
Nieraz spóźniony przechodzień
do bramy zapuka
czasami śpieszy do domu
nieraz przygód szuka.
Portierka czuwa do rana
oka nie zmruży.


Praca, 1979 rok
Bufet

Czy są bułeczki?
Czy jeszcze nie ma
pani Ireczki?
Już są rogale
i garmażerka
więc doskonale, będzie wyżerka.
A co do picia?
tylko coca-cola
pomimo, że wszyscy
oranżadę wolą.
Za parę godzin znowu pytania
jakie na obiad
dziś będą dania,
czy pojechała, czy już przywieźli,
bo jak się spóźni
nie będą jedli.
Nieraz samochodu
nie ma na żądanie
i się przeciąga na obiad czekanie.
I ani na chwilę
pani Irenka
nie może opuścić swego okienka.


Wronka, 1979 rok
Wiosna

Jeszcze szare pola
zapachniały wiosną,
w chłodnym ciemnym lesie
już sasanki rosną,
wesoło szpaczek gwiżdże na dachu,
minęła sroga zima
nie ma już strachu,
bociek zaklekotał
na swojej stodole,
nie długo traktory
już wyruszą w pole.


Wronka, 1979 rok
Żniwa

Leci żar z nieba
w szeregu stanęły kombajny
do zbioru tegorocznego
chleba
szumią nieścięte jeszcze
zboża dookoła
żniwiarzom pot spływa
z rozgrzanego czoła
w górze nad polami
dźwięczy skowronek
zapowiada się upalny
pracowity dzionek
zawarczały kombajny
padają kłosy
zboże się sypie w
podstawione wozy
zalśniły pługami traktory
na polu zamiast łanów
czarne ugory
gdy wieczorna zorza
legnie na trawie
i spać polecą krzycząc żurawie
uznojeni żniwiarze
spokojnie spożywają
zasłużoną wieczerzę.


Praca, 1979 rok
Praca portierki

Zamęt powstał w całym zakładzie,
przy kontroli stwierdzono wynoszenie
ciastek w czekoladzie.
Za dni kilka
znów jedna osoba „wpadła”
a cała wina
na portierki spadła.
Więc powstają dyżury,
z dyrekcji kontrole,
nie do pozazdroszczenia
są portierek dole.
Skontrolować samochód,
przeszukać kieszenie,
bez przerwy pilnować
zakładowego mienia.
I bez przerwy słyszą
przycinki o sobie,
za co im płacą, one nic nie robią?


Wronka, 1979 rok
35-lecie

35-lecie Ludowej Ojczyzny,
już w miastach czas
zagoił blizny,
polne krzyże zamienili
w pomniki,
i postawili w Warszawie
pomnik Niki.
I coraz mniej już ludzi,
uczestników walk
już za lat kilka nikt
wspomnień nie obudzi.
Nowe pokolenie wzrasta w dobrobycie,
bez wojny i okupanta
ma całkiem inne życie.


Zjazd rodzinny Zienkiewiczów - Wronka, 1979 lub 1980


Wronka, 1979 rok
Lato we Wronkach.

Mały domek stojący na skarpie
przy torze,
za wsią hen z boku
wesołością i gwarą rozbrzmiewa w tym roku.
Zaczęło się od Antoniego,
przez cały dzień dwa akordeony
grały na całego.
Potem zjawili się goście z Płocka
i przy biesiadzie zeszła cała nocka.
Tosiek samochodem przyjechał z Sandomierza,
wkrótce za nim Tereska z dziećmi do Wronek zmierza.
Nie zdążyła się nimi odbyć majówka,
już w progu domu zjawiła się Hajnówka.
Ewa z Płocka wpadła na krótko,
bo chciała po jeziorze popływać jeszcze łódką.
Marek z Małgosią śpią pod namiotem,
Tomek przed domem bawi się kotem.
Gienek z Jankiem pojechali pontonem na ryby,
babki w domu szykują grzyby.
Dziadek Antoni wciąż poburkuje,
że w tym domu drzewa nikt nie piłuje.
Halina z Tereską nakleiły na makacie kota,
dla wszystkich w domu jest u nas robota.
Posiedzieć nie da mała Monika,
a Marcin z Gosią wciąż na tory znika.


Wronka, 1979 rok
Po wakacjach

Przeminęły wakacje
opustoszał na skarpie domek
do domu odjechali Małgosia i Tomek
Marcinek sam wygląda przez płot.
Do pradziadka oddany został
nawet Tomka kot.
Wszyscy pojechali do pracy do domu
nikt nie chodzi na ryby.
Na harmonii grać nie ma, komu
lato minęło nie ma w domu gwaru.
Wieczorem tylko kilka osób
zasiada wokół samowara
dni coraz krótsze
wieczory długie.
Zaczynamy z Tereską
robić włóczki sweterki


Wronka, 1979 rok
Babie lato

Niewidzialny pajączek
nieustannie pracuje,
na polach misternie
białą nić snuje.
Każde ździebełko opłata,
na gałązkach zawiesza
małe firaneczki,
wszędzie można ujrzeć białe niteczki.
Gdy wiatr złośliwy
pozrywa i porozwiewa
białą nić, co pola oplata,
to już wiemy,
że się zbliża
koniec babiego lata.


Wronka, 1979 rok
Idzie jesień

Już pierwsze złote
liście na drzewach,
odlatują bociany,
wiatr chłodny w swych powiewach,
ścięte są złote zboża łany,
czernieje ugór świeżo zaorany
już na wykopki.
Rolnicy maszyny szykują,
sprzątają resztki zboża z pola,
znikają ostatnie maki i kąkole.
Wieczorem słowik w gąszczach nie śpiewa,
zimna rosa, wiatr chmury
deszczowe powiewa
i gwiżdże jesienne piosenki
po łozach,
świerszcze umilkły, listki czerwienieją
na brzozach.
Pod lasem rozkwitły piękne liliowe wrzosy,
o wschodzie słońca lśnią pąkami
w kropelkach rosy.
W polu można ujrzeć rolnika,
przy sprzęcie buraka cukrowego,
w dzisiejszej nie pewnej pogodzie,
trzeba się śpieszyć by potem mieć w zagrodzie.
Smutna już bez liści stoi osika.


Rynek w Giżycku, 1979 rok
Choinki

Pachnące żywicą
zielone choinki,
przywieziono już
z dalekiego lasu.
Gwarno i uroczyście
na ogromnym placu targowym.
Dzieci mają zdumione minki
skąd ten las w mieście?
Te drzewka mają klujące igiełki
każdy chce kupić,
powstał zgiełk wielki.
Kupioną choinkę niosą dumnie do domu,
gdzieś na piętro wysoko,
zawieszą bombki
i łańcuszek kolorowy.
Potem zasiądą do wieczerzy,
do przykrytego
pachnącym sianem stołu,
gdy pierwsza
gwiazdka zabłyśnie,
przełamią się opłatkiem
i uroczysta cisza zapanuje
na ziemi dookoła.


Wronka, 1979 rok
Jezioro w zimie

Stanęła zdumiona
zamarznięta woda
nie może się ruszyć
choć płynąć umie.
Dziwnie szeleszczy
trzcina oblepiona lodem,
wiatr hula i wyprawia
harce na lodzie.
Rybacy nie łowią
teraz ryb niewodem,
nad jeziorem się snują
zimowe chmury.
I coraz to sypią śniegiem,
zasypane już grubo jeziora
i pola i łąki,
ale już wiosna się zbliża,
niedługo przylecą skowronki.
Promienie słońca śnieg stopią
i z lodu wyzwolą wodę,
zapluszczą znów rybki w wodzie,
rybacy zapuszczą niewody.


Wronka, 31.12.1979 rok
Nowy rok

Szybko mijają
ostatnie godziny,
wesoło płynie czas,
wśród szelestów sukien
i uśmiechów pań,
wśród balów sylwestrowych
i hucznej biesiady,
stary rok opuści cicho nas.
I przyjdzie nowy 1980-ty,
jaki będzie ten rok?
rok Olimpiady?


Wronka, 01.1980 rok
Pada śnieg

Śnieg pada i pada,
przygniótł swym białym
ciężarem choinki,
gdzie w nocy na ich wierzchołkach
hukają sówki.
Po białym puchu brną dzieci,
Krzysio i Kasia, które przyjechały
do babci na ferie zimowe z Hajnówki.
Śnieg pada i pada,
przysypał dróżki.
Płowa sarenka przebiegła nad torem,
zobaczyła dzieci, znikła
w szarych zaroślach pod borem.
Śnieg pada i pada,
przysypał już kuropatwy i zajączki,
mignęły ośnieżone
jelenie rożki.
Śnieg pada dalej puszysty i biały,
pod białym puchem
skrył się świat cały.


Grafika Ireny Zienkiewicz


Wronka, 01.1980 rok
Przygoda

Powiał w styczniu
wiatr wiosenny,
śnieg zaczął się topić,
dzień był mglisty i senny
i choć była
nieodpowiednia pora (roztopy na drogach)
Tereska z Kasią wybrały się po zakupy
do miasta,
nie było ich do wieczora.
Babcia uśpiła Monikę i Marcina,
wiatr świstał na dworze,
babcia krzątała się koło komina.
Krzysio czując się pokrzywdzony
siedzeniem w domu,
ze złością rzucił w kąt bambosze,
ubrał się w kurtkę,
nic nie mówiąc nikomu
pobiegł w stronę jeziora,
babcia za nim gubiąc kalosze.
Zafalowała ośnieżona trzcina,
Krzysio popatrzył na wodę zamarzniętą,
miał wracać do domu.
Wtem ujrzał babcię od deszczu zmokniętą
i razem wrócili do domu po rozmokłym śniegu
babcia powoli, Krzysio biegiem.


Wronka, 1980 rok
Po feriach

Śnieg jeszcze pada i pada,
zima się nie skończyła
tylko minęły już ferie,
dzieci wracają do szkoły w Hajnówce.
Nie chcieli iść pieszo po śniegu,
babcia miała dyżur,
pomachali jej rękami
jadąc w taksówce.
Wiatr znów wieje
zimny z północy,
babcia idzie sama do pracy
ścieżką przy torze,
nieraz wraca nocą,
latem to wujek babcię
wozi na motorze.


Wronka, 1980 rok
Babcia

Dzisiejsze babcie,
to nie babunie
z tamtych lat
z wystającymi kosmykami
siwych włosów z pod czepka
lub chustki,
piastujące potomstwo
swego dziecka,
dzisiaj siwych babć
prawie nie ma,
bo każda często
odwiedza fryzjera.
Obecne babcie mają
konferencje, stanowiska
i nie pilnują tylko domowego ogniska
mają zebrania ważne narady
i najczęściej w stołówkach jadają obiady.
A wnukom już żłobek babcię zastępuje,
już tylko chwilowo
babcia wnukom piastuje.


Wronka, 1980 rok
Dzień powszedni

Ile uroku ma każdy
powszedni dzień,
pomimo trosk i trudów
mimo, że czoło owiewa
smutku cień.
Takie zwykłe dni,
tworzą historię
i narodów dzieje.
Każdy zwykły dzień,
choć mija bezpowrotnie,
jest zapisany
w ludzkiej pamięci,
bo w tych zwykłych
dniach szarych,
dzieją się rzeczy niezwykłe
i niezapomniane.
Z radością witamy
każdy zwykły dzień
i nie dajmy, aby go
owionął najlżejszy
smutku cień.


Srokowo, 1980 rok
Portret babuni

Twarz zdobią głębokie bruzdy
i drobna zmarszczek siatka,
biało siwe włosy okalają głowę,
wokół ust błądzi uśmiech niewinny
jaki ma stara matka.
Od gniewu czoło już się nie chmurzy,
cała postać spokojna
jak niebo po burzy,
tak po burzy życia,
która nią targała.
Wiele przeżyła, wiele przecierpiała,
teraz serce babuni jest przepełnione,
uczuciem wielkim
do wnuków tych dorosłych
i tych jeszcze maleńkich.


Srokowo/Radzieje, 12-14.02.1980 rok
Pogrzeb babci

Biel śniegu
i kwiaty.
Śnieg skrzypi pod nogami
szaro srebrna trumna
pokryta kwiatami
niedługo spocznie tam
gdzie ojca pochowano przed laty.
Wykopany już grób
otoczyła rodzina w żałobie.
Ze smutkiem w sercu i łzami w oczach
odprowadzono babcię Zofię w tę ostatnią drogę.
Droga życia matki – babci Zofii była najeżona cierniami,
przeżyła dwie wojny,
wychowała pięcioro dzieci,
które z kolei obdarzyły ją wnukami i prawnukami.
Ścieżka życia babci Zofii
już się skończyła, nagle się urwała.
Dusza uleciała w przestworza
pozbyła się ciężaru ciała.
Pogrzeb się odbył
w rocznicę ich ślubowania.
Niech leżą sobie spokojnie w ziemi
i niech Bóg da im
wieczne odpoczywanie.


Wronka, 1980 rok
Marzec

W nocy mróz
do 20 stopni,
wiatr po polu śnieżną
zamieć goni.
Dziś 25-ty marzec
„zwiastowanie”
a tu nawet nic nie słychać
o bocianie.
Co prawda w dzień
topią śnieg promienie słońca,
ale gdzie ta wiosna?
zimy nie widać końca.
Małe skowronki pomarzły w śniegu,
sanie toną w białym puchu
mknąc w szybkim biegu,
wiosna i sanie?
W baranich kożuchach,
jeszcze chodzą panowie
i lisich czapkach panie.


Wronka, 03.1980 rok
Zimowy poranek

Zimowy poranek,
idę do pracy sama
dróżką bez końca,
przez oszroniony
w pięknej zimowej szacie las.
Niebo się już różowi
bledną cienie,
idąc oglądam
piękne zjawisko przyrody,
zimowy wschód słońca,
wracam przy blasku księżyca
lub ciemnej mgle nocnej,
w dzień spotykam sarenki,
w nocy straszą sowy huczące.


Wronka, 1980 rok
Dzień powszedni

Dzień 3.03.1980 roku.
Zaczęłam w nocy o godz. 00.00
Pełniłam dyżur w W.P.C.
w czasie obchodu hukanie sowy
straszyło mnie.
Nad ranem rozszalała się wichura,
śnieg zaczął sypać, to ci dopiero
i sypał do rana.
O 6-tej przychodzi zmiana.
Po pracy poszłam do przychodni
odnowić kartę zdrowia,
przy okazji wstąpiłam do fryzjera,
zbliża się dzień kobiet 8-go marca,
choć zima nie ustępuje śnieg sypie
jak z garnca.
Następnie pojechałem do Giżycka
i załatwiłam sprawy wszystkie.
Wracałam o 10-tej przez biały puch do domu
kolejowym torem.
Wichura szalała, śnieg sypał w oczy,
powstały zaspy na dróżce
pod borem.
Brak komunikacji, brak sklepu
spożywczego (tam gdzie mieszkam),
bardzo utrudnia życie
dnia powszedniego.
Po przybyciu do domu godz. 11-ta
poszłam trochę pospać
z wnuczkiem Marcinkiem,
Monika się bawiła,
kot spał za kominkiem.
Następnie praca
przy inwentarzu domowym
i w kuchni się zająć trzeba
i tym i owym.
Nareszcie „kawkę” sobie zrobiłam,
oglądając film „Świerszcz”
z wnuczkami się pobawiłam.
19.30 spać poszły dzieci.
Przyrządziłam kolację,
jak ten czas leci
i naszykowałam sobie
ręczną robotę.
W teatrze T.V. sztuka Jarosława Iwaszkiewicza
p.t. „Maskarada”
obejrzeć mam ochotę.
I tak dzień zleciał
szary powszedni.
Czasami wesoły, czasami nieprzyjemny,
każdy zapisany w ludzkiej pamięci.
Te dni szare tworzą historię
i narodów dzieje.
Witajmy je z uśmiechem,
a będą udane,
miejmy nadzieję.
I z prozy dnia powszedniego
poezji znajdziemy choć odrobinę,
ona rozjaśni prozę życia
i wszystkie dni będziemy
mile wspominać.


Wronka, 1980 rok
Marzenie

Chciałabym wrócić tam
do lat dziecinnych,
gdzie dach gontami kryty.
A na wiosnę dom cały,
w biel kwitnących wiśniowych
sadów był spowity.
Chciałabym wrócić tam,
gdzie zboża przecina
wąska wstęga miedzy,
pod miedzą tymianek
i dzikie róże siedzą.
Chciałabym ujrzeć latem,
falujące na polu żyto
i tą dolinkę, gdzie gryka
pachnąca zakwita.
I te dzikie powoje,
oplatające kartofliska,
wszystko to chciałabym dotknąć
i zobaczyć z bliska.
Odurzająca woń jaśminu
obok bez szczepiony,
krążące przed burzą jaskółki
i ogromne piwonie przy domu.


Wronka, 1980 rok
Wiosna

Wiosna w tym roku przyszła
mocno spóźniona,
nad zmarzniętą ziemią
rozpostarła swe ciepłe
pachnące majem ramiona.
Zaświergotały wesoło ptaki
w lesie,
pod stopami miękka
trawa zielona.
Wiosna, wiosna przybyła
radośnie echo niesie!


Wronka, 04.1980 rok
Wielkanoc

Powiał cieplejszy
wiatr od południa
zaświeciło kwietniowe słońce
stopniał śnieg
leżący na polach od grudnia.
Nad wodą się rozwinęły
wierzbowe kocanki
na stole obok baranka
wielkanocne pisanki.
„Zmartwychwstanie”!!!
grób boży się odkrył
bez ludzkiej pomocy.
Na świecie uroczyście
świąteczno-wiosennie
na skrzydłach
Wielkanocy.


Wronka, 04.1980 rok
Wiosenna burza

Wyszłam z domu
świeciło pięknie kwietniowe słońce
pachniało wiosną
świergotały ptaki
zajączek skubał trawkę po kryjomu.
Wtem niebo zasnuło się
czarną chmurą
dmuchnął lodowaty wicher z północy
zimny taki
niosąc ze sobą śnieżną wichurę.
Świat cały stał się zimny ponury.
Pomimo, że byłam ciepło ubrana
zmarzłam okropnie
śniegiem zostałam zasypana.
Już myślałam, że wiosna
ucieknie pod strzechę
usiądzie przy kominku
starych bajek posłucha.
Ale wiosenny wiatr
wierny sługa swej pani
przyleciał z pomocą
i z całej siły dmucha.
Pomagał mu w tym
mazurski stary wicher.
Wspólnie śnieżycę przegnały.
Wyjrzała z chaty uśmiechnięta wiosna
świat znów zajaśniał cały.


Wronka, 1980 rok
Wróci maj

Znów, jak co roku
powróci maj
zazielenią się drzewa
zakwitną białe i liliowe bzy
powrócą bociany
i jaskółki do gniazd
wiosna wróciła do wiosek i miast.
Tylko do mnie nie wrócisz
nigdy Ty,
który leżysz w obcej ziemi
pod niebem pełnym
obcych gwiazd.
Pozostałeś z innymi
na polu chwały
Cóż z tego, że kwitną bzy
życie bez ciebie
już mnie nie nęci
pozostałeś na zawsze
w mym sercu i pamięci.


Wronka, 1980 rok
Maj

Już świeżą pachnącą zielenią
pokryły się łąki
Pod jeszcze szarą miedzą
uwiły gniazdka skowronki
W obudzonym ze snu zimowego
zielonym gaju
kukułeczka kuka
nie ma swego gniazdka
więc cudzego szuka.
Na polu zatacza kręgi
duży jastrząb płowy
na pewno jest głodny
na młode zajączki
więc urządza łowy.
Na gałązce ostrzegawczo
zagwizdał szpaczek
w głęboką szarą bruzdę
skrył się szaraczek.


Wronka, 1980 rok
Ziemia

Każdego poranka widzą cię inną,
to uśmiechasz się radośnie
promieniami wschodzącego słońca,
to jesteś otoczona
tajemniczą mgiełką
lub deszcz cię łzami oblewa.
Naraz wichry szaleją
i miotają drzewami.
Wiosną pachniesz świeżą zielenią,
latem jesteś spalona słońcem
i pachniesz różnymi ziołami,
zbożem i świeżym chlebem.
Jesienią unosi się pod niebem
zapach pieczonego ziemniaka,
nad zaoraną rolą
i biała nitka babiego lata
oplotła już całe pola.
Zimą śpisz spracowana
pod białą pierzynką śniegu,
nad tobą szumi
srebrzona mrozem sosna.
Śpisz snem spokojnym
nasza ziemio
aż cię obudzi znów wiosna.


Mazury, 1980 rok
Mazurskie jeziora

Obudziły się mazurskie jeziora,
zafalowała przezroczysta
jasno-niebieska woda,
zaszumiała niespokojnie
zeschła trzcina,
znikły lody,
sezon letni się zaczyna.
Zabieliły się żagle
na jeziorze Niegocin,
w szuwarach nurkują
kurki wodne,
na wysokiej sośnie
zadomowił się bocian.
Kormorany poleciały
już na swoją wyspę,
nad brzegiem jeziora
rozbili namiot zmęczeni turyści,
pod mazurskim niebem
spokojnie się wyśpią.
Para łabędzi pływa
uroczo po jeziorze,
Niegocin to jakby mazurskie morze.
Leśny lekarz dzięcioł
wciąż w korę stuka,
pod drzewami rój wczasowiczów
grzybów, jagód szuka.
Lato w pełni na Warmii i Mazurach
choć pogoda zmienna,
wiatry zimne wieją,
nieraz deszcz pada,
niebo całe w chmurach.
Ale bywają i dni słoneczne,
można się opalać
i kąpać w jeziorze bezpiecznie.


Wilno, 1980 rok
Odwiedziny u zmarłych

Zaszumiały cicho
stare ciemne olchy
przy starym cmentarzu
gdzie spoczywają
już trzeciego pokolenia prochy
uroczysta cisza
czuje się obecność zmarłych
stare groby praojców,
porosłe mchem kamienie nagrobków
i małe polne bratki
zakwitły na grobie
nie dawno pogrzebanej matki
cisza i spokój udziela się
odwiedzającym
stoją na straży krzyże
i kwitną na grobie kwiaty
przypominają tych
co żyli przed laty
stare drzewa dumają i szemrzą
jakby liśćmi szeptały
za zmarłych pacierze.


Wronka, 08.1980 rok
Letnia noc

Noc letnia sierpniowa
duszna bezsenna,
przepojona zapachem
dojrzałego zboża.
Wiatr cicho usnął
na gałęziach drzew,
nie drgnie nawet liść.
Świerszcze głośno cykają
w polu
w sadzie opadł cicho
dojrzały wiśni kiść.
Ta noc letnia gwiaździsta,
jest pełna marzeń świetlistych,
po niej nastąpi chłodny
poranek mglisty.


Irena Zienkiewicz i Robert Zienkiewicz - Wronka, 1979 lub 1980


Wronka, 08.1980 rok
Deszczowe lato

W całym kraju niedokończone żniwa
deszcz ciągle pada,
wszędzie nadmiar wilgoci,
na polu leży podmoknięta niwa.
Wszędzie powodzie
lub oberwanie chmur,
rzeki z brzegów występują,
choć chroni je gruby mur.
Same klęski żywiołowe,
brak letniej słonecznej pogody,
tylko w naszej „słodkiej” wytwórni
zabrakło wody.
Sprowadzono majstrów z Grudziądza,
którzy dali termin dosyć długi, do grudnia,
w tym miesiącu mają oddać
do użytku nową studnię.
Tymczasem w całym kraju
po opóźnionej wiośnie,
deszczowe lato, trudne czasy,
ceny wzrosły, lud odpowiedział
strajkiem na to.


Wronka, 1980 rok
Pożegnanie lata

Już odeszłeś od nas
pachnące ziołami lato.
Nie będzie cię w kłosach,
nie będzie cię w kwiatach,
nie będzie cię w lesie
ani w szumiącym gaju,
nie będzie cię nawet
już w Polskim Radiu.
Odeszłeś w dal siną
w gronie jaskółek
żurawie odlatując
zamknęły cię kluczem swym.
Wiatr rozwiał włosy
brzozom płaczącym,
niebo zapłakało
jesiennym już deszczem.


Wronka, 1980 rok
Przemiany

Sypią się wnioski i postulaty,
wpływają projekty nowe
i starej daty.
Strajkują w zakładach
całe załogi,
bardzo trudno jest trafić
ze złych
na dobre drogi.
Wtem powstał Niezależny
Związek „Solidarność.”
W nim obrona
spraw pracowniczych,
poczucie prawdy,
zwycięska pewność.


Wronka, 1980 rok
Wrzesień

Sprzątnięto już z pola kłosy pszenicy i żyta,
czerwienią się listki polnej gruszy,
pod nią liliowy wrzos już zakwita.
Wrzesień, słoneczko niżej już świeci,
rolnik patrząc w górę
przykrywa oczy spoconymi rękami,
poleciały boćki,
sznur żurawi odleci niebawem,
coraz smutniej na polu,
umilkł słowik w lesie,
tylko hukanie sowy
wieczorem leśne echo niesie.
Traktory na polach
dokonały już podorywek,
nie musi już ciągnąć pługa
legendarny siwek.


Wronka, 09.1980 rok
Łany złociste

Znikły z pól łany złociste
żyta i jęczmienia,
krajobraz powoli
w jesienny się zmienia.
Pod sosnowym lasem,
błysnęło koparki
ostrze stalowe.
Powoli płynie jastrząb,
król polskich pól,
rzucają nim duże skrzydła płowe.
Ludzie biorą się za wykopki
pomimo, że z wielkim trudem
zebrali w tym roku swe snopki.
Wiją się na polu z ognisk,
niebieskiego dymu smużki
i smakowitego pieczonego ziemniaka,
woń unosi się w powietrzu.
Przygrzało mocno jesienne słońce
zabrzęczały wesoło małe złote muszki.
Zalśniły na leszczynie
dojrzałe brązowe orzechy
wiewiórka skacze po gałązkach
z uciechy.


Wronka, 1980 rok
Jesień

Przybyła leśną dróżką
usłaną różnobarwnymi liśćmi,
suknia z przędzy babiego lata
lśniła srebrzyście.
Witały ją przydrożne liliowe wrzosy
i piękny dojrzały głóg
zdobił jej włosy.
Jarzębina podarowała
najpiękniejsze korale,
aby jej służyły na jesienne bale.
Wiatr strącił dojrzałe
orzechy z leszczyny,
wzięła je do ręki
złożyła na gałązce buczyny.
Cały las zaszumiał uroczyście
na powitanie jesieni,
a wiatr jesienny po lesie
zatańczył zamaszyście.
Poszła jesień uśmiechnięta
dróżką leśną przez wrzosowiska,
aby pracy rolnika
przypatrzeć się z bliska.


Wronka, 1980 rok
Imieniny

Dzień pełen kwiatów,
uroczysty,
życzenia od rodzinki
i osób bliskich,
dużo zdrowia, spełnienia
marzeń osobistych.
Każdy w kalendarzu
posiada ten dzień.
Niech go nie mąci
żaden smutku cień.


Wronka, 1980 rok
Były czasy

Były czasy,
kiedy się nie zmarnowała
żadna okruszyna jadła,
każdy podnosił okruszynę,
która jemu spadła.
Co kiedyś jedli na święta,
dziś mają pod dostatkiem
na co dzień.
Ale tego nikt już nie pamięta.
Obecnie ludzie stali się
mięsożerni.
Co za czasy, żaden dzień,
nie mija bez kiełbasy.
Od samego rana, lub od północy,
zajmują kolejki, stoją marzną w nocy,
kłócą się w sklepie o każdą kość.
Kiedyś mięso jedli raz w tygodniu
i każdy miał dość.
Co za czasy, brak jest wszystkiego.
Kolejki po cukier i olej
niedługo zabraknie chleba
powszedniego.


Wronka, 1980 rok
Marcinek

Zwinny jak szczygiełek
buzia mu się nie zamyka
od rana w każdy kąt się wciśnie
jak mały wróbelek.
Niepostrzeżenie na dwór
się wymyka
za nim obowiązkowo
idzie też Monika.
Naraz krzyczą i piszczą
aż w uszach dzwoni
trudno ich nieraz
zagonić do spania.
Marcin w rękach wciąż trzyma
dziecinne karty do grania.
Babcia zagraj ze mną
kładzie karty na stołek
przy tym uparty jest
niby mały koziołek.
Do babci do dziadka
włażą na kolana
ich głosiki dźwięczą
od samego rana.


Wronka, 11.1980 rok
Początek zimy

Niespodziewanie zima
zaczęła się od listopada,
zimny wiatr wieje i śnieg już pada,
pod śniegiem znikły buraki cukrowe,
nawet część ziemniaków
zebrać nie zdołano.
Zamiast przyjść z pomocą rolnikom,
strajki urządzano.
W Polsce od wieków
ludność dzieli się na stany,
pomimo demokracji i socjalizmu
są robotnicy i „pany”.


Praca, 1980 rok
Święta w pracy

Na okres Bożego Narodzenia
polecono palaczom
nie przerywać palenia
i dotrzymywać towarzystwa
portierkom
które też pełnią w święta dyżur
choć chciałyby w wigilię
pójść do kościoła na pasterkę.
Flisak krzyknął Matko Boska!
Nie będę mógł nawet
wyjść na wioskę!
ni z kolegami wypić kielicha
tylko przez święta
do kotłowni będę koks czarny spychać.
Kutnik też zawarczał z cicha
niech porwie licho!
Jak to w czasie świąt
nie wypić alkoholu
tylko grzebać w tych przebrzydłych
piecach powoli.
Laskowskiemu wypadła ranna zmiana
więc po południu,
mógł być sobie panem.


Wronka, 1980 rok
Święta

Skończyło się bieganie i w długiej stanie kolejce,
wszyscy poszli powitać pana w stajence.
Gdy ujrzeli dzieciątko na sianku leżące,
zaśpiewali polską kolędę
bardzo pięknie brzmiącą
i postanowili, że w kolejkach czasu
marnować nie będą.


Wronka, 1980 rok
Czas przeszły

W młodości żyje się
dniem dzisiejszym,
nie patrząc w przyszłości dal.
W późniejszym wieku,
przeszłość się widzi
i lat straconych żal.
W młodości nieraz
stroje zabawy,
lub nawet miłość płocha
zagłuszą cel prawy,
chęć zdobywania wiedzy,
później się okazuje, co i kogo
trzeba było kochać,
czego się trzymać,
w co wierzyć.


Giżycko, 1980 rok
Szpital

Szpital to miejsce,
z którego czasami się nie wraca
pomimo, że lekarstwo przynosi ulgę
i cierpienie skraca.
Szpital to lekarze i siostry
w białych fartuchach
i brzęk chirurgicznych narzędzi,
budzących grozę w sercu,
niemiłych dla ucha.
W niedzielę krewni chorych odwiedzają,
jedne zarazki przynoszą, drugie zabierają.
Szpital to ostatnie miejsce
każdego człowieka,
młody choruje od leżenia
i nudów, (gdy zdrowie się polepszy),
stary na śmierć czeka.
Najlepiej, więc jak najdalej
trzymać się od szpitala,
chyba, że ktoś złamie nogę
lub komuś serce nawala.


Wronka, 1980 rok
Zimowy zmierzch

Wczesny zimowy
zmierzch już zapada,
z dalekiego lasu
wypełza nocna ciemność
i cicho się skrada,
wkrótce zapadnie
na ziemię całą,
otoczy wysokie drzewa
i gałązkę małą.
Niedługo wszystko utonie
we śnie głębokim,
gdzie niegdzie tylko zajaśnieją
światełka z okien.
Nie zawsze jest noc ciemna,
czasem księżyc srebrny
jasno zaświeci,
idąc drogą nawet widać,
jak ptak do gniazda leci,
lub zajączek skulony
śpi sobie pod miedzą,
w nocy można ujrzeć dużo
o czym inni nie wiedzą.


Wronka, 31.12.1980 rok
Nowy Rok 1981

W tym roku przyroda
nie przystroiła się
w biel zimową
na powitanie Nowego Roku,
tylko spłukała się z jesiennych kurzów
zimowym już deszczem.
Stary spracowany rok
odchodzi w dal bezpowrotną,
unosi się w białe obłoki.
Na srebrnym promyku księżyca
spływa Nowy Rok,
z teką spraw bieżących
przy boku.
Niepostrzeżenie wśród
balów Sylwestrowych,
wystrzałów szampana,
wejdzie w towarzystwo ludzi
beztrosko rozśpiewanych.
Pierwszego stycznia o północy,
wśród licznych toastów
i uścisków dłoni,
życzeń serdecznych,
rozpocznie swe panowanie
rok odnowy 1981.


Wronka, 1981 rok
Ropa w Polsce

Zazwyczaj nieprzyjemny
jest zapach ropy
i przykre robi wrażenie,
ale odmienne uczucie
wzbudziła ropa
w polskiej ziemi.
Polska ropa zapachniała
na kraj cały,
niby fiolki i róże,
będzie pomocą
w kryzysie gospodarczym,
zasłynie w Europie,
jeżeli złoża okażą się duże.
Ropa! W Polsce ropa,
bogactwo naturalne,
zjawiła się niespodziewanie
w tak krytycznym czasie,
aby służyć pomocą
wzburzonej polskiej masie.


Wronka, 1981 rok
Urok zimy

Cudowna cisza nocna,
nie drgnie nawet pyłek szronu.
Drzewa stoją nieruchome,
niby wykute z białego marmuru,
okryte strzępami welonu,
nocny cud, zimowy urok.
Żadna panna młoda w stroju weselnym,
nie dorówna piękności tym drzewom.
Stoją tak brzozy i klony,
zadumane w półśnie zimowym,
otulone przez śnieg i szrony,
wzbudzając zachwyt i podziw u ludzi.
Majestatyczne w tym stroju,
czekają aż wiosna je zbudzi.


Wronka, 1981 rok
Wolne soboty

Wolne soboty, gdy panuje w kraju
kryzys gospodarczy,
kiedy się liczy każda godzina
wydajnej pracy,
wolna sobota w obecnym stanie,
w zło się obraca.
Wszystkie wolne soboty
zgubne są dla państwa,
korzystne dla tych
co nie chcą pracować,
nie lubią dobrej roboty,
innym krajom swym próżniactwem
chcą zaimponować.
Wolne soboty
wszyscy do nich
prawo mają,
ale niestety,
nie wszyscy korzystają.
Nie w każdej pracy
można pozwolić sobie
na wolną sobotę,
na przykład rolnik, kto za niego
zrobi robotę?


Wronka, 1981 rok
Luty

Zamieszki na świecie,
w kraju stan strajkowy,
poplątał się w przestworzach
układ pogodowy.
Luty w tym roku przyszedł
zapłakany deszczem,
na drodze plucha,
wiatr z południa wieje,
mróz zimy nie słucha.
Zazwyczaj mróz tęgi,
śniegiem skrzy się luty
i pyta zawsze czy masz ciepłe buty?
I pędzi na saniach
z wichrem północnym.
A dzisiaj gdzie są zimowe zawieje?
Ni to zima ni wiosna,
deszcz w lutym pada,
a marzec może spyta
czy masz dobre buty.
Matka Boska Gromniczna,
pośród śnieżnej zamieci,
odganiała niegdyś palącą się świecą
wilków stada.
Dziś, gdy nie ma
w lutym śniegu,
mówić o tym
nie wypada.


Wronka, 1981 rok
Moje wiersze

Te wiersze są proste,
nierymowane
nieukładane.
Myśli płynące
prosto z serca,
na papier spisywane,
aby przeczytało to
drugie pokolenie.
Są oparte na własnych przeżyciach,
prawdziwych uczuciach,
z dawnych lat wspomnienia.
Czas tak szybko mija,
zmienia się świat,
niech te kartki przypomną
zdarzenia z minionych lat.
Gdy przyjdzie czas,
nadejdzie zegarmistrz
w płaszczu purpurowym,
inni będą czytać
te kartki,
na których się pisze
i o tym i o owym,
nadal będzie istniał świat
i młodzieży beztroskiej
rozwinie się
kwiat.


Wronka, 1981 rok
Rozterka

Są chwile, że chciałabym
od niego jak najdalej,
nawet pójść w zaświaty,
choć nie wiem na pewno,
czy tam kwitną kwiaty.
Zatrute mam życie,
jego obecnością.
Zmarnowane lata,
które mogły być twórcze
i samą radością.
Nie ma żadnej nadziei na rozstanie,
przyziemne myśli, chęć tylko
jedzenia i spania,
przytłoczona jestem
ciężarem obcości,
tracę myśl górnolotną
w jego obecności.


14.02.1981 rok
Rocznica

Pamiętam ten dzień,
w którym ujrzałam
majestat śmierci.
Nie czułam, że łzy
mi z oczu płyną,
jedna myśl była we mnie,
człowiek z prochu powstał
i w proch się obróci,
niebo i ziemia przeminą,
ale słowa Boże nigdy nie przeminą.
I stałam jak wryta,
przede mną biała matka
tknięta całunem śmierci,
żałobnym czarnym szalem okryta,
ten dzień na zawsze będzie w pamięci,
pozostał mi tylko „Anioł Pański”
ta odwieczna za zmarłych
modlitwa.


Wronka, 1981 rok
Przemijanie

Tak bardzo krótkie
jest ludzkie życie,
ludzie umierają jak kwiaty,
już tak wiele bliskich mi osób
odeszło od nas w zaświaty.
Śmierć jest okrutna,
nie litościwa,
choć mówią, że sprawiedliwa,
lecz bardzo często
matka umiera pozostawiając dziadki,
maż pijak zostaje przy życiu
i z domu wynosi ostatki,
lub nieraz dziecię niewinne
odbierze matce płaczącej,
nieraz człowiek nagle umiera
dobrym zdrowiem cieszący.
Śmierć nie litościwa,
zimna biała, nikt nie wie,
kiedy dotknie kosą nędznego
ludzkiego ciała.


Wronka, 1981 rok
Dzień Kobiet

Święto Kobiet
na całym świecie
tych białych i kolorowych
piastujących wysokie urzędy
i tych pielących grzędy.
Tych starych już spracowanych
i młodych rozpoczynających życie.
Święto tych wszystkich kobiet
mężczyźni powinni
uczcić należycie.
Każda z nich marzy o kwiatku
choćby o jednym raz w roku
bez tego kwiatka
Dzień Kobiet nie miałby
swego uroku.


Wronka, 1981 rok
Przedwiośnie

Wiosenny poranek,
obudził się duży jastrząb
z szarym skrzydłem
płynie zataczając szerokie koła.
Słońce już wstało,
cofają się otaczające je mgły,
skowronek dźwięczy
gdzieś pod chmurami,
tylko w polu nie widać ludzi.
Coraz chłodniejsze wiosny
na Mazurach,
wiatr chłodny ze wschodu
i niebo w chmurach
pomimo, że niedługo
na świecie maj,
śnieg jeszcze prószy
nie zieleni się gaj.


Wronka, 1981 rok
Post wielki

Post wielki, Męka Pańska,
przypomina chwile z dzieciństwa,
co piątek w kościele
droga Krzyżowa.
Dziś obowiązki i praca,
daleko do kościoła.
Wielki Post, przedwiośnie,
bulgocące strumyki
topniejącego śniegu na drogach.
Dziś czasy się zmieniły,
odnowa „Solidarność”
objęła wszystkie miasta i sioła,
ludzie wycofują się z partii,
wracają do kościoła.
Wielki post, okres smutny i radosny
bo już niedługo wiosna
i baranek Wielkanocny.


Praca, 03.1981 rok
Niepokój

Chorągwie, chorągwie!
biało-czerwone,
zwiastujące uroczyście
święto narodowe,
budzące radość w sercu.
Obecnie, gdy widzę
chorągwie biało-czerwone
u bram swego zakładu pracy,
zwiastujące proklamację
strajku ostrzegawczego,
serce zamiera z trwogi,
chcę do domu wracać.
Niepokój i smutek,
niepewność dnia jutrzejszego.
Panno Święta Jasno-Górska,
wyciągnij swe dłonie
i uspokój wzburzoną jak fale Bałtyku,
wśród burzy naszą ojczyznę.
Aby rolnicy w spokoju
mogli siać chleb,
którego w Polsce zabrakło.
Kraj jest jak okręt osiadły na mieliźnie
z narodem, który ma nerwy napięte
jak żagle, co lada chwila
mogą trząsnąć, a okręt wicher
zagoni na bezdroża.


Wronka, 1981 rok
Powrót

Od Białegostoku
wielkie przepełnienie,
weszłam do pociągu
z cichym westchnieniem,
smutno się jakoś
bez Kasi wraca,
pobyłabym dłużej,
gdyby nie praca.
Chodząc po dróżkach
polnych i leśnych,
gdzie czasem hukają sówki,
idąc do pracy i wracając
do domu,
będę wspominać nie mówiąc
ni komu,
że smutno mi jakoś
i tęskno do Hajnówki.


Wronka, 1981 rok
Wiosna

Już powróciły
czajki na łąki,
płyną łabędzie,
wzbiły się w niebo skowronki.
Przybyła wiosna z wiosennym wietrzykiem,
ostrożnie stąpa po zaschłej,
zmarzniętej jeszcze trawie,
w górze nad nią kluczem żurawie,
już powróciły do kraju z za morza.
Wiosna stoi i patrzy
aż zgaśnie wieczorna zorza,
pod jej ciepłym spojrzeniem
i wonnym oddechu,
budzi się cała przyroda do życia,
już wiosna wróciła
krzyczy leśne echo.


Wronka, 1981 rok
Dom rodzinny

Wiosną spowity
w białego bzu kiście,
latem otaczają go
śliwy i dojrzałe wiśnie.
Jesienią złote liście
dzikiego wina
oplotą go dookoła,
w ogrodzie zakwitną jesienią kwiaty i zioła.
Zimą śnieg przykryje
go białą pierzynką
po dach
aż do komina.
Do tego domu
przez całe życie się wraca,
w dzieciństwie ze szkoły,
czy później z pracy.
Gdy z falą życia
trzeba płynąć w dal
i dom opuścić rodzinny,
to zawsze jest żal.
Do niego się wraca
po każdej życia burzy,
nawet po wielu latach
z dalekiej podróży.
Zawsze jest w naszej
pamięci
ten dom w bzu
białego kwiatach.
Nawet, gdy powstanie
już drugi dom
i dzieci w nim dorastają,
o domu rodzinnym
każdy pamięta,
wszyscy do niego wracają.


Praca, 1981 rok
Dozorca

Dozorca to jakby
kundel przy bramie,
musi być czujny, być
na każde wezwanie,
mieć kilka par uszu,
oczu przynajmniej sto,
by wiedzieć i słyszeć,
czy pojechał autobus,
czy wyjechał, kto?
Pilnować musi mienia zakładowego,
przy opuszczaniu zakładu
obszukać każdego.
Nie mamy wolnych sobót,
ani nadliczbówek,
w miesiącu wypracowujemy
ponad 30 dniówek.
(ponad 240 godzin)


Giżycko, 1981 rok
Niedziela Palmowa

Przepełniony kościół,
tłum wiernych przed kościołem,
różnokolorowe palmy
wzniesione wysoko,
lud otoczył kościół półkolem,
bogato ustrojone
palmy z miasta
i świeżo urwane skromne kocanki
trzymane w ręku
wiejskiej niewiasty.
Wszyscy czekają na poświęcenie
przez kapłana palm,
pochyla się las różnobarwny,
jak niegdyś na powitanie
Jezusa w Jeruzalem.


Wronka, 1981 rok
Mazurski diabeł

Za złe sprawowanie,
skazano mazurskiego diabła
na wygnanie.
Wyleciał z piekła
zawstydzony i wściekły,
poleciał do lasu.
Zaszumiały groźnie drzewa
zagwizdał wiatr leśny,
z piekła cię wygnano?
Bierz się do roboty
w lesie, nie trać czasu.
Widziano we wsi
diabła kłobuka,
jak w ludzkich osiedlach
schronienia sobie szukał.
Może się zaangażował do pracy
w karczmie przydrożnej,
będzie podlewał w kielichy,
smażył kiełbaski na rożnie.


Wronka, 1981 rok
Z przyrodą na sam

Najlepiej się czuję
sam na sam z przyrodą
w czeluści ciemnego lasu,
lub obserwując łabędzie
nad jasną wodą.
Wśród pól szerokich
wdychać odurzający
zapach łubinu
i zrywać na miedzy
pąki gorzkiego
dzikiego kminu.
Patrzeć na pływające
po niebie obłoki,
zrywać białe rumianki,
czuć zapach ziół
i dzikiej róży o zmroku.


Wronka, 1981 rok
Rola

Ziemio nasza, rolo czarna,
zapachniałaś wiosną,
już oczekujesz na wysiew ziarna.
Niedługo okryje cię świeża zieleń,
będziesz piękną, pachnąca.
Niegdyś ziemio byłaś cenioną
więcej niż złoto,
każdy lgnął do ziemi,
może nie zawsze wydasz
plon pożądany,
pomimo twej chęci i ludzi spracowanych.
Dzisiejsza aura nieraz figle płata,
zimą jest wiosna,
chłody w środku lata,
lub deszcz bez przerwy ciebie obmywa,
słońce niemiłosiernie piecze
aż uschnie lub wymoknie niwa.
Kiedyś więcej potów w ciebie wlewano,
dlatego to bardziej byłaś ceniona,
bardziej kochana.
Dziś maszyny, traktory
ułatwiają pracę,
lecz kogo tylko oświeci nauka,
ucieka do miasta
lekkiej pracy szuka.


Wronka, 1981 rok
Maj

Nareszcie ciepłe dni,
zaświeciło słońce,
rozśpiewały się w gaju ptaki,
kukułka zakukała
pięknie i długo,
przelatując z drzewa na krzaki,
zwiastując długie i ciepłe lato,
zbiór plonów bogaty.
Słońce wstaje coraz wcześniej,
mgła szybko opada,
owocowe drzewa
już mają kwiaty,
w ogrodzie przy domu
rozkwitły czereśnie.
Może też ludzie
przestaną strajkować,
siać zamęt w kraju,
wezmą się do uczciwej
wydajnej pracy,
pokażą, co potrafią
jeszcze Polacy.


Wronka, 1981 rok
Poranek majowy

Czyste wonne powietrze
pachnące majem,
zbudzona wcześnie kukułka
radośnie kuka w lesie,
przez szumiące żyto
i pachnące łąki
daleko echo niesie.
Promienie słońca grzeją łagodnie,
błyszczą krople rannej rosy
na liściach konwalii.
Dojrzałe trawy chylą się pokornie
od wiatru podmuchu,
radosny piękny
ten ranek majowy.
Pszczółka „Maja” wlazła w sam
środek ogromnej kwitnącej piwonii,
śmignęła jaskółka do gniazdka
z gliny pod stropem,
gwiżdżą wesoło szpaki na dachu,
nad łąką cicho zakwiliła czajka,
ujrzała jastrzębia,
skryła się w suchej kępie mchu,
rozpoczął się pierwszy dzień
urlopu, piękny niby bajka.


Wronka, 06.1981 rok
Po urlopie

Szybko minął urlop
i dni piękne majowe,
czas wracać do pracy,
wakacje skończone.
Do codziennej pracy,
codziennej wędrówki,
obok starej jodły
i przy starej gruszy
chodzę już przeszło lat 10
lecz czy to, kogo wzruszy?
Bardzo lubię chodzić
tą wąską dróżką wśród pól,
wdychać latem woń kwiatów,
a jesienią ziół.
Odpoczęłam sobie
przez miesiąc urlopu,
odwiedziłam krewnych,
mam za sobą też
wiele domowej roboty.


Wronka, 1981 rok
Wspomnienie o Wilnie

Znów tęskno mi tam,
gdzie Wilija płynie
u stóp Góry Zamkowej
księcia Giedymina.
Chciałabym być tam w Wilnie,
gdzie w wąskiej uliczce święta Ostra Brama,
a w centrum miasta lśni Katedra Biała.
Chciałabym ujrzeć pagórki zielone
i ciemne olchy rosnące
w głębokim parowie,
czuć zapach łubinu
rosnącego pod lasem,
wdychać pachnące żywicą powietrze
sosnowego lasu,
widzieć błękitny dymek
z dawnego ogniska domowego.
Wilno nasze stare miasto polskie,
miasto Piłsudskiego i Mickiewicza
i miasto moje, moje Wilno,
do którego wracam myślą i sercem,
a które teraz na obczyźnie.
Z Wilnem mnie łączą
więzy młodości,
tam przeżyłam wojnę i okupację,
tam wyrosłam i snułam marzenia
o przyszłości.


Wronka, 07.1981 rok
Droga

Po jednej stronie
bujne kłosy żyta
i złoci się jęczmień wąsaty.
Po drugiej na wpół spalony od pioruna
pień wierzby rosochatej.
Kwitnące po rowach
polne maki czerwone,
i białe rumianki,
kłujące osty w trawach zielonych.
Droga biegnie
przez pola i sioła,
przez gaj wysmukłych
brzózek białych.
Obok ciemnego lasu
pełnego malin dojrzałych,
biegnie hen przed siebie
do dalekiego miasta.
Po drodze idzie zmęczona,
z koszykiem nabiału
i dzbankiem jagód w rękach,
w wełnianej chustce na plecach
wiejska niewiasta.


Wronka, 07.1981 rok
IX nadzwyczajny zjazd PZPR

Oczekiwany z napięciem
przez naród
IX nadzwyczajny zjazd partii
budzi nadzieję lepszej przyszłości
i koniec kryzysu
Może nastanie w narodzie jedność,
gdzie wspólnie z partią
będzie działał Niezależny Zawodowy
Związek „Solidarność”
Może nareszcie będzie
Odnowa
Lud dojdzie do głosu
powstanie prawdziwa
Polska Ludowa.


Wronka, 1981 rok
Zmiana

Zmiana losu ludzkiego
jest nieraz bardzo dziwna
Mieszkam od lat na Ziemiach Odzyskanych
w dawnych Prusach Wschodnich
ale nie przestaję tęsknić
do swego, rodzinnego Wilna.


Wronka, 25.07.1981 rok
Wesele

Był lipiec, dzień duszny upalny,
od zachodu szedł odgłos burzy,
lecz coraz więcej osób
otacza przy torze kolejowym
domek nieduży.
Zjechali się krewni
niemal z całej Polski,
nie zabrakło też sąsiadów
z pobliskiej wioski.
Zagrała muzyka, wstrzymały
się samochody.
Para młodych witana
przez rodziców chlebem i solą,
weszła już na schody,
dziatwa sypnęła na nich kwiatami,
w zamian obdarowana została
dużymi cukierkami.
Panna młoda Krystyna,
w pięknej różowej sukni powłóczystej,
pan młody Władysław,
podkręcił wąsa zamaszyście,
zaczęła się weselna uczta uroczysta,
przy zastawionym suto
wszelkim jadłem stole,
nie zapomnieli też nasi gospodarze o napojach.
Wkrótce też śmiechy i gwary powstały,
wznoszono toasty na cześć młodej pary,
już piąte to z kolei i chyba ostatnie
w tym domku wesele,
z tego powodu zebrało się osób tak wiele.
Zagrała muzyka,
panie zaśpiewały pięknie wesoło,
poszły pary w tany na dziedzińcu dookoła,
bawili się wesoło bez chwili wytchnienia,
słonko już wzeszło, nie czuli zmęczenia.


Wronka, 08.1981 rok
Zamęt

Znowu zamęt niepokoje,
nie chcę demonstracji ulicznych,
wolę nie dojeść.
Znowu gotowość strajkowa
pomimo, że zboża na polu dojrzałe,
do zbioru gotowe,
już był niby spokój,
okazał się pozorny,
znów lud się wzburzył,
nie godzi się na zbyt małe racje żywnościowe,
taki piękny sierpień,
mogłoby być w życiu wiele radości.
Niepokój znów gości w sercach Polaków,
o byt jutrzejszy, o wytrzymałość rodaków,
przez wiele lat męczył nas okupant,
teraz męczą jedni drugich,
brak artykułów pierwszej potrzeby.
Żyje spekulant.


Wronka, 08.1981 rok
Lato

Lato, choć piękne
ku końcowi się zbliża,
nocne już chłodne słoneczko
wcześniej się zniża.
Żniwa na polach
padają dorodne kłosy,
wszędzie pracują kombajny
nie widać żniwiarzy bosych.
Lud na wsi pracuje
szczerze w pocie czoła,
uciekają spłoszone przepiórki,
świerszcze cykają wesoło.
Zbierają chleb z pola
by go dać miastu,
w miastach strajki i manifestacje,
zapomnieli o starym polskim przysłowiu
że „bez pracy nie ma kołaczy.”


Wronka, 09.1981 rok
Jastrząb

Codziennie go widzę z rana
nad siwymi mgłami,
w blasku wschodzącego słońca
krąży nad polami.
Widzę go o zmroku
gdy wracam do domu,
drogą polną.
Z rozłożonymi szeroko skrzydłami,
płynie sobie wolno
jastrząb płowy, król polskich
ptaków polnych.
Siedzibę ma w konarach
lipy rozłożystej,
płynie na swych skrzydłach
po niebie przezroczystym,
odpoczywa nieraz na
jodle wieczystej.


Wronka, 09.1981 rok
Urodziny

W cichą noc wrześniową,
przymrozek siwy
ubielił trawy,
i zmroził piękny róży herbacianej kwiat.
W małym miasteczku,
w pokoiku na piętrze,
mała istotka przyszła na świat.
Świat taki sam
nic się nie zmieniło,
w jednej rodzinie trzecie dziecko przybyło,
i dziadkom 10-ty wnuk z kolei płci żeńskiej.
Od tego dnia mamy
zaszczyt posiadać 5 wnuków i 5 wnuczek.
Aby tylko był pokój,
partia się nie kłóciła z „Solidarnością”
życie mogłoby być szczęściem i samą radością.


Praca, 1981 rok
Nocne czuwanie

Za oknem noc wrześniowa,
cicho spadają kolorowe liście,
pachną wrzosy,
księżyc oświeca ziemię przejrzyście.
W tę noc wrześniową,
czuwają na różnych stanowiskach
i w różnych krańcach Polski
„Marki Nocne.”
Mając przed sobą, lub marząc
o szklance czarnej kawy
mocnej,
czekają na ten miły
dźwięk „Sygnałów Dnia”
tylko w słuchaniu
tej audycji,
mają nagrodę za nocne czuwanie
i pracę.


Wronka, 09.1981 rok
Wiatraki

Wiatraki piękne, mazurskie wiatraki,
stoją na wzgórzu u brzegu wód,
gdzie trzcina i tataraki.
Wiatraki piękne, mazurskie wiatraki,
mimo silnego wiatru,
nie machają skrzydłami,
uważane są za zabytki.
Wtuliły się cicho pomiędzy
starymi olchami.
Niegdyś spełniały rolę niemałą,
dawały ludności kaszę
i mąkę pszeniczną białą.
Czasy się zmieniły, przyszły postęp i odnowa,
wiatraki zastąpiły młyny wodne,
elektryczne, parowe
i aby piękne mazurskie wiatraki
nie zaginęły marnie,
niektóre z nich przemieniono
na kawiarnie.


Wronka, 10.1981 rok
Październik

Piękny październik
cały w kolorowych liściach,
oplątany przędzą babiego
lata,
sługa polskiej złotej jesieni,
co wieniec plonów splata.
W słoneczny dzień październikowy
chciałabym być wysoko na wieży
i malować ten piękny
świat,
świat bajecznie kolorowy
złoty – brązowo – purpurowy.
Malować kwitnące
w ogrodzie chryzantemy złociste
i róże herbaciane mówiące
o jesieni i rozstaniu.
Żółte nagietki, pachnące goździki,
malować te barwy październikowe
złotej jesieni, wdychając
woń tych kwiatów,
słuchając polnych Świerszczów muzyki
i być wysoko daleko od ludzi,
podziwiać z wysoka świat,
złociste chryzantemy
i herbacianej róży piękny kwiat.


1981 rok
Święto Zmarłych

Deszcz na Wszystkich Świętych,
zjawisko prawie niespotykane,
przeważnie jest już mrozik
i słońce jasno świeci.
W tym roku ludzie tulą się pod parasolami,
auta błotem ochlapane.
Pomimo to, cmentarze toną
w bieli chryzantem,
blask bije od zniczy,
bez przerwy, bez końca,
idą wciąż tłumy ku bramie cmentarza,
dziecię za ojcem pacierz
za zmarłych powtarza,
deszcz nie ustaje, jeszcze się wzmaga.
Chyba się święci w swym dniu rozpłakali
deszczem łez, Boga o pomoc błagają,
a zmarli śpią cicho,
deszcz po pomnikach spływa,
obojętnie biel chryzantem
czy czerwień róż je okrywa.
Leżą, czekają dnia zmartwychwstania,
dnia sądu wiecznego,
kiedy się skończy kara wygnania,
nastąpi ludu z Bogiem pojednanie.


Wronka, 1981 rok
Marzenie fantastyczne

Chciałabym mieszkać
samotnie, wysoko na wieży
z wysoka oglądać świat
otoczony mgłą,
obserwować ptaków odloty
i jak się rozwija kwiat.
Jak zajączek drżący
pod miedzą leży,
nad nim zwisa
jastrząb szary.
Widzieć cały świat z wysoka,
wziąć do reki pędzli pęk
i na płótnie utrwalić,
ten świat piękny i już stary,
żyć z dala od ludzi
w świętym spokoju,
mieć czas tylko dla siebie
i nigdy się nie nudzić.
Być na wieży wysoko
i malować świat,
to moje marzenie
niespełnione od lat.


Wronka, 1981 rok
Rozterka

Szczęśliwa jestem
nie czując ciężaru krzyża,
który dźwigam już od wielu lat,
przy nim tracę spokój
i myśl twórczą.
Tracę czas na pracę bezwartościową,
mijają dni i godziny
bez życia w duszy,
czuję się jak ptak w ciasnej klatce,
nie mogę rozwinąć skrzydeł.


Wronka, 1981 rok
Deszczowa chmura

Płynie po niebie czarna chmura
niby straszny smok,
leci coraz szybciej nie skręca w bok.
Słońce się skryło, pociemniał
świat cały,
ptaki skryły się w gniazdach,
pod miedzą zajączek mały.
Wiatr chmury goni,
wzdyma się kurzawa,
wygięła się w parku ogromna agawa.
Wreszcie wezbrana chmura lunęła
grubymi kroplami,
skryli się ludzie pod topolami.


Wronka, 1981 rok
Wiewiórka

Z sosny na sosnę
z dębu na dąb,
skacze ruda wiewiórka w lesie,
w łapkach, to szyszkę, to orzech niesie,
chowa to w dziupli
spróchniałej jodły,
zimą śnieg okryje las,
nie będzie pamiętała
orzeszki brać skąd.


Wronka, 1981 rok
Sójka

Przyleciała wczesną zimą,
do karmników kolorowa sójka,
zobaczyły to sikorki, zaczęła się bójka,
na cienkim druciku wisi smaczny kąsek,
nadleciała chmara wróbli
a zimy dopiero początek,
zaszczebiotały żółtobrzuszki sikorki,
dla nas ta słoninka.
Spojrzał na ptaki kot bury
uśmiechnęła się minka,
białoboka sroka skradła
duży kawał od słoniny skóry,
a w okienku z za firanki
wyjrzały dwie główki,
oczka w nich się zaświeciły
na ten wspaniały widok.


Grafika Ireny Zienkiewicz


Wronka, 1981 rok
Niepokój

Niepokój i trwoga ogarnia serce,
smutno jak przed odlotem ptaków,
pomimo słońca szaro na świecie.
Małe zajączki znalazły siedzibę,
opuszczają stare gniazdo,
nad którym pozostanie
tylko czarny kruk,
którego krakanie dosięga dna serca
i nic więcej, szum drzew
i wycie wieczorne wiatru w kominie,
w pokoju czuwa samotnie babcia
i pisze smutne wiersze.


Wronka, 11.1981 rok
Miniony rok

O roku, ów roku zamętu,
strajków, kolejek,
roku negocjacji, niezliczonych posiedzeń,
roku Zjazdów Partii,
Zjazdu „Solidarności”
roku niespełnionych nadziei.
Czekali ludzie, po nocach śnili
o butach na zimę,
o pełnych w sklepach półkach marzyli,
czekali na „Odnowę”
która nie przyszła.
Obecnie obojętni na nic nie czekają,
o roku smutny
prawda, prawda na wierzch wyszła,
o roku niespełnionych marzeń.


Wronka, 1981 rok
Stan wojenny

Z obojętności wyrwał naród
stan wojenny,
jak bomba zapalająca
w latach czterdziestych,
spadła ta wieść na kraj
cały znękany,
poszło wojsko na mosty,
w domu zostały żony spłakane,
gadź milicyjna,
zmilitaryzowane zakłady pracy,
na szarówkę trzeba
do domu wracać.
Kontrola dokumentów
w tramwaju, na drodze,
ludzi w serca ukłuła srodze
wojna bez wojny,
okupacja bez wroga.


Wronka, 1981 rok
Zima

Bezkresna biel śniegu
bez śladu żadnego
jak okiem sięgnąć żadnej ścieżki małej
można zginąć w tej pustyni białej,
tylko czarny tor kolejowy
i stara jodła przysypana
śniegiem do połowy.


Wronka, 12.1981 rok
Święta

Święta z choinką i świerkami,
ale bez nastroju świątecznego,
miejsca przy stołach świecą pustkami.
Niejedna matka oczekuje syna,
dziecko w kołysce nie zna ojca.
Stan wojenny, nie znaleźli Polacy
wspólnego języka,
nie rozumieją rodzinnej mowy,
może im bliżej będzie jakiś
język nowy, obcy.
Stan wojenny,
groza powiała przez pola,
jaka będzie wiosna?
czy będzie zaorana rola?


Wronka, 1982 rok
Biednemu w oczy

Biednemu zawsze
wiatr w oczy,
kamienie pod nogi,
każdy pogardza
człowiekiem ubogim.
Niejeden biedak
ma w sercu złoto,
a żaden bogacz
nie posądza go o to.
Bogaty w swym
zaślepieniu
nie spostrzega biedaka,
biedny zawsze zawczasu
w potrzebie bogacza.


Wronka, 1982 rok
Ciemne dno

Jestem pogrążona
w nicości,
otoczona niby białą mgłą,
pusto w głowie,
brak myśli jasnych,
wszystko jakby
ciemne dno.


Wronka, 1982 rok
Stare drzewa

Ścięto stare drzewa
rosnące przy drodze,
wiekowe topole, jesiony i klony,
podobno bezpieczeństwu pojazdów
zagrażały one.
Ścięto naszą białą brzozę
wygiętą od wiatru,
rosnącą przy bramie.
Pusto i smutno,
została tylko
karłowata łoza
i drobne krzaki olchowe,
które nie zastąpią nigdy
dostojnie pięknych
starych drzew.
Giną pomniki przyrody
i piękno natury,
zniszczone nie odrodzą się
po raz wtóry.


Wronka, 03.1982
Wiosna

Wiosna to młodość
nadzieja i radość,
pola pachnące
świeżą zielenią,
kwilące nad łąką czajki,
nad strumykiem
pod lasem,
niebieskim oczkiem
mrugają niezapominajki.
Poważny bociek
na żabki poluje,
w pobliskich krzewach
gnieżdżą się ptaki,
wieczorem słowik
pięknie wyśpiewuje.
Wiosna na świecie
i wiosna w sercach
młodzi i starzy są zasłuchani
w pięknych ptasich koncertach.


Wronka, 04.1982 rok
Przyroda

Piękna przyroda,
cały zielony świat,
stoi przed ruiną.
Niedługo świeżość wód
i zieleń lasów zginą,
ludzie o tym nie myślą
i jeszcze sami przyrodę niszczą.
Czas najczęściej spędzają
przy telewizorach,
zamiast wędrować
po lasach i borach
i wdychać czyste powietrze,
póki jeszcze jest,
zanim świat nie obejmie
ekologiczny kres.


Wronka, 1982 rok
15-ty Maja

15-ty maja
św. Zofija kłosy rozwija,
a ledwo rozwiną się
zielone pączki i liście,
nie kwitną jeszcze jabłonie,
nie bieleją wiśnie.
W dzień słonko zaświeci,
trochę roślinki ogrzeje,
w nocy siwy przymrozek
i wiatr od północy wieje.
Przeminął chłodny kwiecień
i maj smutnie przemija,
nie bieleją sady,
bez się nie rozwija,
jedynie ptactwo
cieszy się życiem
świergocąc wesoło pod dachem,
gwizd młodych szpaków
odbija się dźwięcznym echem.


Wronka, 05.1982 rok
Wiosna

Wiosna, choć mocno spóźniona,
przyszła
i szybko zaczęła ubierać się
w zieleń.
Zakwitły w sadach śliwy
i jabłonie,
delikatny zapach, jak kolor
białoróżowy
unosił się w powietrzu
i świat stał się piękniejszy,
rozkwitły także bzów krzewy,
zapachniało wszędzie
wiosną i majem,
kukułka wesoło kuka
przelatując nad gajem.


Wronka, 06.1982 rok
Boże Ciało

Boże Ciało, święto czerwcowe,
ale deszczowo i chłodno,
pogoda marcowa,
jeden dzień słoneczny
a kilka deszczowych,
przycichły ptaki,
skryły się do gniazd,
burze i ulewy w nocy,
nie ma gwiazd
tylko błyskawice,
a deszcz w potoki
zamienia ulice.
Nadchodzi czas urlopów
i wakacji szkolnych,
a tu nie ma słońca
ani dni upalnych.


Giżycko, 1982 rok
Kanał Łuczański

Od świtu po ciemną noc,
mkną lekko po falach
Łuczańskiego kanału
przeróżne łodzie, statki i kajaki.
Dorośli ciekawie rozglądają się
dookoła,
piszczą z radości dzieciaki,
dostojne drzewa dumają
nad wodą,
Gdyby tak mogły opowiedzieć
co widziały w swym długim
życiu,
ile przemian przepłynęło
wraz z wodą przez wieki
Giżycki kanał
kusi żeglarską przygodą.


Wronka, 07.1982 rok
Wakacje na wsi

Czyste powietrze
woda las
wschody i zachody słońca
pachnące zioła i kwiaty
wokół nas.
Któżby usiedział
w mieście
gdy w cieniu ciepła
stopni trzydzieści
przyjemnie jest w taki upał
zamoczyć się w jeziorze
wystraszyć dzikie kaczki
w trzcinie
popatrzeć jak biały
łabędź tak pięknie płynie
o świcie widzieć
białe mgły
okrywające jeziora
i jak kula słoneczna
zanurza się w wodzie
przed wieczorem.
Po zachodzie słońca
obserwować szare
obłoczki na niebie
usłyszeć czajki piskliwe
wołające na siebie.
Wrócić do domu
gdy już komary
krew piją
i pomyśleć, że znów jeden
dzień pięknych wakacji
minął.


Wronka, 03.1983 rok
Wiosna

Szarą swą suknię wiosna
przybrała odrobiną zieleni.
Na głowie jej wieniec
z pierwiosnków i przebiśniegów
się mieni.
Stąpa nóżką jeszcze w trzewikach
chłodna jesień sługa zimy
siwy mróz pełza jeszcze po polach
i nieraz wiatr północny
ze śniegiem zawita
w południe wyjrzało słoneczko
para uniosła się nad polami
przerzedły siwe mgły
uśmiechnęła się ciepło wiosna
jestem tam słoneczko.


Wronka, 1983 rok
Szczęście

Przegrywa w życiu człowiek
uczciwy, lecz często nieśmiały,
nie umie iść przebojem i roztrącać
łokciem.
Nie potrafi wziąć szczęście,
które samo mu do rąk idzie,
nawet, gdy nieraz darzy cię
uśmiechem.
Nawet, gdy skinie ręką,
nie podejdzie do niego,
będzie cierpiał w milczeniu
i tak całe życie
pozostanie w cieniu.


Wronka, 12.1984 rok
Chora noga

Całymi dniami
w domu sama siedzę,
nigdzie się nie ruszam,
bo mam w gipsie nogę.
Chodziłam do pracy
kilometrów parę
i żadna noga mnie
nie bolała.
Gdy przestałam pracować
zabrakło weny,
zaczynam chorować,
smutno i nudno,
towarzystwa żadnego,
nawet wiersze się nie układają,
brak widoku lasów
i pól przy wąskiej dróżce.


Wronka, 1984 rok
Styczeń

Po dłuższej chorobie na nogę
wróciłam do pracy,
z czego wszyscy byli zadowoleni
i ja sama też,
noga, co prawda jeszcze mi dokucza,
ale dalej się pracuje, bo każdy
czuje się wartościowany.
To właściwie jest ostatni już rok
pracy przed emeryturą.


Wronka, 1984 rok
Luty

Przez śnieg i mróz chodzę
z tą swoją chorą nogą do pracy,
gdy mam zmianę nocną,
jeżdżę autobusem z Wronek o 15-tej,
nieraz przyjeżdżam nim z rana,
ale trzeba iść aż do Wilkas 1 km drogi,
no, ale zawsze bliżej do Wilkas niż
do Wronek.


Wronka, 1984 rok
8 Marzec

W tym dniu mieliśmy
akademię z udziałem dyrekcji
dostaliśmy prezenty, kwiaty
i mnóstwo życzeń,
miałam w tym dniu
dyżur nocny.


Wronka, 8.03.1984 rok
Dzień Kobiet i wiosna

Dzień Kobiet i wiosna,
na świecie i w sercu,
już się złocą wierzbowe
kocanki.
Z pod śniegu wyglądają
zdumione sasanki,
na szarym wiosny kobiercu.
Dzień Kobiet i wiosna,
zaświeciło słońce radosne,
zapachniało kwiatami dookoła,
na biurkach, w tramwaju,
w domu i w szkole,
wszędzie kwiaty, kobiety
dziś mają.
Dzień Kobiet i wiosna,
wieść leci radosna
przez świat cały,
zajaśniały twarze,
rozkwitły uśmiechy.
Każda kobieta, stara
czy młoda,
otrzymała raz
w roku swój kwiatek,
tulipan, goździk lub
bratek.


Giżycko, 19.03.1984 rok
Imieniny

Było dość chłodno
tego wieczora,
lecz solenizantki Józefy,
zebrała się gromadka spora.
Przynieśli kwiaty,
składano życzenia,
śpiewano piosenki,
ożyły wspomnienia.
Była sąsiadka Aniela,
miła kobietka,
mówiła niewiele,
nie dawał jej dojść do słowa
mąż Henryk „Wspaniały”
co błyskał swą inteligencją
w nietrzeźwym stanie,
sam się wywyższał,
a poniżał panie
mówiąc głupie baby,
co wy tam wiecie,
ja to byłem na
Wileńskim Uniwersytecie.
Recytował wiersze Mickiewicza
i Puszkina.
Na wieść, że jedna
z nas pisze własne wiersze,
zrzedła mu mina
i masował ją Gałczyńską.
„Wołga, Wołga” śpiewano
i „Praszczaj lubimyj gorod”
nie zabrakło piosenek także
litewskich
i polskich z dawnych
lat młodości.
Helenkę za piękny głos
Ordonką nazwano.
Józia, zwana Brygidką
gości częstowała,
ale na drzwi wejściowe
dość często spoglądała.
O 22-giej Kazik powraca
w wesołym nastroju,
staje zdumiony
na środku pokoju.
Chwiejnym krokiem
podchodzi do żony
i obecnym gościom
oddaje ukłony.
Lecz pora już późna,
sąsiedzi się pożegnali
i poszli we dwoje.
Panie się ułożyły spać
w przyległym pokoju,
ale nie myślą o spaniu,
tylko o następnym w maju
u Heleny spotkaniu.


Wronka, 03.1984 rok
Poranek

Gęsta biało-szara mgła
poranna,
przykryła piękny krajobraz
mazurski.
Przenika kości chłód
i wilgoć poranka.
Niebo zaróżowiło się
na wschodzie,
obudziły się ptaki,
zanurkowały dzikie kaczki
w cicho stojącej wodzie.
Wychyliło się słońce
purpurą oblane,
wróżące mróz i wiatr
i wnet przykryło się chmurą
chcąc pospać jeszcze
by znów ukazać się
już nieco bledsze,
rozjaśniały mazurskie
widnokręgi.
W powietrzu już czuć
zapach wiosny,
zaszumiały radośnie
stojące na wzgórzu sosny.
Duży jastrząb rozłożył
skrzydła
i popłynął na łowy
zataczając coraz
szersze kręgi.
Mgła uniosła się
i znikła
odsłaniając cudowne widoki
jeziora, drewnianą łódź i postać
rybaka nikłą.


Wronka, 1984 rok
Kwiecień

Poszłam z Marcinkiem na spacer
na pola. Świat cały w pączkach
i barwach, w powietrzu pachnie wiosną.
Nie idziemy po oziminie, okrążamy pole
i z naręczem bazi wierzbowych
wracamy szczęśliwi do domu.


Wronka, 1984 rok
Kwiecień

Krążą ptaki nad stodołą,
po podwórku dzieci
biegają już z golą głową.
W palmową niedzielę
pójdziemy święcić palmy,
bazie i rózeczki zielone.
W maju, gdy trawka wyrośnie,
wygonimy święconymi łozowymi rózeczkami
bydełko w pole.
Spadł deszczyk kwietniowy,
zapachniało świeżością,
zazieleniły się zrudziałe
po zimie
czupryny wierzb przydrożnych,
wyprostowały się skurczone łozy
i obsypały się zielonymi
baziami,
bazie wszędzie, bazie szare, zielone,
złote i robaczkowate.


Wronka/Węgorzewo, 1984 rok
Festyn w Węgorzewie

Wyszłyśmy na drogę
z rana z Moniką
czekamy Ryśka,
wiatr zimny wieje
i chłód przenika.
Po drodze mamy
samochodu awarię.
Przybyliśmy do Węgorzewa,
wszędzie błoto,
ale jest gwarno.
Na stołach arcydzieła
twórców ludowych,
kwiaty, palmy, pisanki,
pierniki miodowe.
Przez ulice miasta
idzie tłum młodzieży,
musi utopić do wody
Marzannę.
Następnie występy, tańce,
konkursy, nagrody.
Nie byłam do końca
tej imprezy wesołej,
skręciłam nogę,
musiałam wracać
do domu, co prędzej.


Węgorzewo, 15.04.1984 rok
Spotkanie ze sztuką ludową

Na placu w Węgorzewie
powitały twórców ludowych
dostojne palmy,
zagrała ludowa kapela.
Stały już ubrane
do topienia „Marzanny”.
Czułam się trochę
wśród tych twórców
zagubiona.
Po raz pierwszy byłam
na kiermaszu twórców,
uczestniczyłam w konkursie
i oglądałam wystawę
zdumiona.
Jednak są złote ręce
i talenty prawdziwe,
parę razy do roku
zbierają swej sztuki żniwa.
Odbył się konkurs palm
pisanek, kwiatów i słodyczy,
było też wiele
innych eksponatów.
Najlepsi dostali
nagrody,
inni wyróżnienia,
najwięcej twórców dostało
dyplomy
z podziękowaniem za pracę
i na pocieszenie.


Wronka, 04.1984 rok
Brzoza

Codziennie ją widzę
u swego okna,
piękną i okazałą.
Niedawno, zimowy
wiatr smagał
jej nagie gałęzie.
Obecnie jest wiosna,
brzoza zakwitła.
Przyszła wiosna,
uśmiechnęła się
do zmarzniętej brzozy
i otuliła ją
miękkimi pachnącymi
baziami,
brzoza zaszumiała
wiosennie, radośnie
wpiła się mocniej
w ziemię korzeniami.


Grafika Ireny Zienkiewicz

Wronka, 04.1984 rok
Bazie

Przyszła już wiosna
i przystroiła wierzby
w szaro-złociste bazie,
pachnących fiołków
w ciemnym lesie
nie ma na razie.
Boćki upatrują koła na gniazdo,
piękne bazie robaczki
zwisają z każdej gałązki,
a między listkami są
zielone pączki.
Wieczorem wiatr usnął
za mazurskim jeziorem,
wieczorna cisza panuje,
usnęły na gałązkach bazie,
brzoza czuwa i wspomnienia
wielokrotnie ze swego
życia snuje.


Wronka, 1984 rok
Maj

Odszedł już kwiecień
płacząc z żalu
rzęsistym deszczykiem,
pozostawił świat
piękny jak poezja,
cały w delikatnych
pączkach drzew i krzewów.
Maj nadszedł radosny
w świeżej zieleni,
z majowym wietrzykiem
przeleciał się po kraju
wszystkie pączki
w kwiaty zamienił
i bielą okrył
w sadzie śliwy,
rozkoszował się zapachem
fiołków i kwitnących brzóz,
zakukała kukułka,
maj był szczęśliwy.


Wronka, 15.05.1984 rok
Maj

Noc majowa, śpiew słowików,
cudownie kwitną jabłonie.
Poszłam w obchód, nad kanałem
kwitnie odurzająca czeremcha,
przypomina mi dawne czasy,
1946 rok, w którym zapoznałam go
i wszystkie nieszczęścia
spadły na mnie.


Wronka, 26.05.1984 rok
Maj

Idę do pracy godz. 5.50 rano
świat cały w kroplach rosy
od nocnego deszczu,
nogi mam mokre od mokrej trawy
przy ścieżce, piękna majowa zieleń,
kukanie kukułki, pohukiwanie
okolicznych gołębi i najróżniejsze
głosy śpiewających ptaków.
Coś w tym roku nie widzę
swego jastrzębia pływającego,
z dużymi skrzydłami, czyżby zginął?
Dzień pracy minął monotonnie
byłam cały dzień sama,
słuchałam radia i robiłam serwetki.


Wronka, 1984 rok
Maj

Wszelkie pączki przeistoczyły się już
w listki i kwiaty,
maj swoją kochankę – wiosnę
ustroił w biel kwitnących sadów,
w girlandy pachnących jabłoni.
I te piękne noce majowe,
noce zakochanych
ze śpiewem słowików.
Z widokiem białych jabłoni,
stojących niby panny młode
w ślubnych strojach.
Cały świat piękny
jak poezja,
a nad nimi groźba wojny
nuklearnej.


Wronka, 1984 rok
Podróż z Łodzi

Noc, miasto zalane
światła powodzią,
opóźniony pociąg przybył 0.50
na dworzec kolejowy w Łodzi.
Stoję zmieszana w tłum ludzi,
który mimo mej cierpliwości
zaufania nie budzi.
Pociąg ruszył, stoję w korytarzu
w wielkim tłoku,
czuję tylko czyjeś łokcie
przy boku,
w pół do szóstej, do Olsztyna
pół drogi,
w końcu usiadłam
w wagonie duszno,
puchną mi nogi.
Wysiadłam na stacji M. Sterławki
i pieszo doszłam do swej chatki.


Wronka, 1984 rok
Podróż do Hajnówki

Do Hajnówki podróż
nie była męcząca,
w Białymstoku miałam
długie czekanie,
więc pojechałam autobusem
na miasta zwiedzanie.
Nie ujrzałam nic nowego
to samo, co w innych miastach
kolejki do butów, cukierków
i ciasta.
W Hajnówce byłam
dwa dni, trzy noce
i znów czekam na stacji
w Białymstoku.
O wiele szybszą podróż by się
okazała,
gdyby pociągi szczególnie
pośpieszne się nie spóźniały.


Wronka, 1984 rok
Ostatnie dni maja

Tak to nie dawno
przybył do nas maj.
Młodziutki, uśmiechnięty,
nieśmiały,
otworzył delikatnie pączki
krzewów i kwiatów,
łąki i pola przykrył w bujną
zieleń,
sam wydoroślał,
tak szybko minął
jak cudny pachnący sen,
posmutniał, przy rozstaniu
zapłakał dużymi kroplami
deszczu
i pozostał z nami tylko
do północy.
Pozostawił nam słowika
i kukułkę w gaju.
Ale idzie już czerwiec
i międzynarodowy
dzień Dziecka.
Więc trudno, żegnaj nam
kochany maju.


Wronka, 1984 rok
Czerwiec

Lato z deszczem,
bez przerwy pada,
nie ma dnia bez deszczu.
Na niebie chmury,
słońce się skryło,
będzie padać jeszcze.
Tak pięknie kwitły
kwiaty i zioła,
teraz wszędzie wilgoć,
wszystko ocieka wodą
dookoła.


Wronka, 1984 rok
9 czerwca

Pomimo całego uroku pięknego
czerwca, źle się czuję, ostatnio
boli noga w uszkodzonym miejscu
i w kolanie, drętwieją ręce,
dziś jeden palec całkiem
mi zesztywniał, a roboty
w domu i ogrodzie pełno.
Marcin z Moniką u mnie
nocowali a stary, co dzień
prawie wraca z zakupów pijany,
muszę pieszo chodzić do pracy.


Wronka, 07.1984 rok
Urlop we własnym krajobrazie

Urocze jezioro Tajty,
zadumane olchy,
cichutko szumią sosny,
wierzby i łozy zanurzone w wodzie,
wilgotne mchy od rosy.
Para łabędzi płynie
na wodzie i łódź rybacka
kołysze się drewniana,
wyjrzała czapla z za trzcinowych
pałek,
nurkują dzikie kaczki,
bociany zaklekotały.
Na wzgórzu się złoci
dorodny łan żyta,
za żytem znów górka
i lasek jałowcem pokryty.
Między gajem brzozowym
leśna polanka,
sarenka spokojnie się pasie,
mignęły jelenia rogi między
leszczynami.
Wtem przybyli na plażę
obcy wczasowicze
z psem, namiotami
i innymi rzeczami,
zakłócili spokój,
wydeptali łany,
pościnali młode brzózki
i sosenki na ogień,
powstało spustoszenie i bałagan.
Poszliśmy, więc miedzą
między rumianki
i pęki dzikiego kminu,
obok żółto kwitnącego łubinu
do sosnowo-brzozowego lasu
na maliny.
Wróciliśmy, gdy zmierzch
zapadał.
Jezioro przykrywała do snu mgła
a słońce przykryte chmurką
chowało się za mały lasek
i górkę.
W lesie zahuczał puszczyk,
łódź nadal kiwała się na wodzie,
rybak łowi ryby przy każdej
pogodzie.
Tak mijał urlop w mazurskim
krajobrazie,
cicho było i pięknie
pogoda sprzyjała nareszcie.


Wronka, 1984 rok
Wycieczka w las

Poprzez pachnące
białe rumianki
i żółto kwitnące łubiny,
szliśmy z Moniką,
Marcinem i Maćkiem
do sosnowego lasku,
podszytego kłującym jałowcem
na różowe świeże maliny.
Nie było ścieżki żadnej,
więc Marcin torował
nam drogę.
Małemu Maciusiowi
już bolała noga,
więc na skraju lasu
odpoczęliśmy nieco.
Znaleźliśmy parę maślaków,
malin było nie wiele.
Wracaliśmy brzegiem jeziora,
gdzie stała
łódź rybacka.
Powietrze było
czyste i wonne,
z trzcin wyleciała
kwacząc dzika kaczka
znienacka.


Srokowo, 13.10.1984 rok
Wesele Marioli
czyli
Ostatni rodzinny zjazd
w Srokowie

Piękną polską jesień
pokropił deszczyk,
powstała słota,
z koron drzew opada już
purpura i złoto.
Krętą szosą asfaltową,
nad brzegami mazurskich wód,
jedziemy na panny Marioli
Pociejówny ślub.
Kamil śpiewa weselne piosenki,
Arek miejscowości szuka
na mapie,
pomaga mu w tym Renata.
Przez Pozedrze, Silec
i Sztynort Duży,
pędzi Rysiek swym fiatem
nie omijając kałuży.
Zmierzch jesienny zapadał
już, dookoła, kiedy
trafiliśmy w Srokowie do kościoła.
Pięknie oświetlony kościół
jest przepełniony.
Przed ołtarzem stoi
młoda para skupiona.
Odbywają się zaślubiny
ostatniej panny
z rodu Pociejów.
Po zaślubinach
młodej parze wręczano kwiaty
życząc wiele szczęścia i radości
na nowej życia drodze.
Następnie poszliśmy
do domu weselnego,
do biesiadnej sali,
bo wszyscy byli głodni
i zmarznięci srodze,
duzi i mali.
Zjechało się kilka familii,
gości bardzo wiele, bo to
przecież u Pocieja
ostatnie wesele.
Przybył z Płocka
starszy brat,
przybyli sąsiedzi,
drużbanci i swat.
Andrzej i Jola ze Szczecina,
która swego ojca
Władka Pocieja bardzo przypomina.
Wnuczka Heli, Ula przy mamie siedziała
Ale wnet sobie chłopaka
fajnego poderwała.
Wznoszono za młodą parę
toasty, śpiewano wiwaty.
Była też Gienia z Łodzi
z wnuczką Małgorzatą.
Olek podpił sobie i wywijał
dziwne obertasy.
Tadeusz z Heńkiem politykowali,
chcąc na swój sposób
zmienić te dziwne czasy.
Byli też krewni ze strony bratowej
Karolewscy, Choińscy i Kędziorowie,
a także rodzina pana młodego.
I choć niby kryzys,
głodu w Polsce nie ma,
stół się ugina od jadła
wszelkiego,
brząkają kielichy, widelce i noże,
na półmiskach obok szynki
królują węgorze.
Wszyscy jedli i pili,
przy dźwiękach wesołej orkiestry
wesoło się bawili
do rana białego,
brakowało tylko Antoniego.
Mariola ze swym mężem Adamem
do każdego stołu przysiadali
i z każdym mile rozmawiali.
Po oczepinach zdjęła swą suknię
ślubną białą
i w poczet młodych mężatek się wpisała.
Nazajutrz podzielone na dwa obozy
śniadanie, wkrótce po nim
serdeczne pożegnanie.
Tak się odbyło Marioli wesele,
ostatni zjazd rodzinny
w tak licznym gronie,
który odbył się 13-go
października w miasteczku
Srokowie.


Wronka, 1984 rok
Łabędź

W piękną mazurską
złotą jesień,
poszliśmy nad brzeg
jeziora Tajty.
Po jeziorze pływał
samotny, szary,
piękny łabędź.
Nie uląkł się naszego
widoku,
podpłynął zupełnie
blisko
jakby oczekując poczęstunku,
nie mieliśmy
nic do jedzenia,
było nam przykro.
Nazajutrz nie ujrzeliśmy
pięknego łabędzia.


Wronka, 1984 rok
Jesień

I znowu, jak co roku
coraz krótsze lato,
jesień jakaś smutna
i krótkie dni.
Już kolorowe liście
na drzewach,
jesienny wiatr
chłodny w swych powiewach.
Tak jak wiosna i lato,
szybko mija życie.
Nie ma czasu zatrzymać się
i pomyśleć przez chwilę.
Czas goni, czas mija,
dnie znikają niby
liście z drzew.


listopad 1984 rok
Święto Zmarłych

Złota polska jesień
doprawdy była piękną,
zatrzymała się
do Wszystkich Świętych,
jakby chciała też
na grobach przyklęknąć.
Takiej pięknej pogody
na Święto Zmarłych
dawno nie było,
lśnią kwiaty, jarzą się znicze
na grobowcach i mogiłach,
cmentarze się rozrastają
do rozmiaru miast,
chyba już tyle jest zmarłych
co na niebie gwiazd.


Wronka, 1984 rok
Listopad

Otulony płaszczem
z gęstej mgły,
przyszedł listopad
ponury i zły.
Listopadowy wiatr zrywa
ostatnie liście kolorowe,
odleciały bociany i żurawie,
jesienny wiatr w lesie
drzewa wygina,
w nocy huczy sowa.


Praca, 8.12.1984 rok
Zmiana dzienna

Dzisiaj mam zmianę dzienną,
ruch, samochody, telefony,
kontrolować i mieć czujność
na wszystko. Praca przebiega
spokojnie, normalnie,
bez zakłóceń.
Patrzę na młode dziewczęta
i zazdroszczę im, że mogą
tak spokojnie pracować i uczyć się,
jeżeli chcą, przychodzą do
pracy ładnie ubrane, umalowane.
A my? Kiedyś na zabawę
nie miałyśmy, w co się
ubrać, a pracy nie było tak
jak dziś. Nasza młodzież
była przepełniona troską o byt,
dzisiaj jest inne życie.


Praca, 14.12.1984 rok
Towar w kiosku

W kiosku był towar, wygoda,
można w pracy zrobić zakupy.
Przez cały dzień widzę jak czerwone
autobusy migają mi przed oczami.
Koleżanka też przyjechała czerwonym,
a ja teraz mam sama iść w nocną
ciemność zimową?
Przez 14 lat chodziłam,
obecnie trochę się boję.
Jednak coś tu nie tak jest urządzone,
w mieście bez przerwy kursują autobusy,
po wsiach trzeba kilometry
przemierzać pieszo.
Nie poszłam do domu,
pojechałam do córki do Giżycka.


Wronka, 1984 rok
Gwiazdka

Piękna mazurska jesień
trwała aż do gwiazdki.
Na Boże Narodzenie
śnieg lekko przykrył szare pola,
świat cały zajaśniał,
widać taka Boża wola,
biały puszek coraz gęstszy
z nieba leci.
Do św. Mikołaja zmówienia
na zabawki, prośby o łyżwy,
wysyłają dzieci.


Praca, 24.12.1984 rok
Noc wigilijna w pracy

W tym roku, chociaż nie po raz pierwszy,
wypadł mi dyżur w wigilię świąt
Bożego Narodzenia. Trochę było mi
smutno, byłam całkiem sama,
tylko z radiem, wysłuchałam
pasterki i tak noc powoli zeszła.
Przed pójściem do pracy
w imieniu Mikołaja rozdałam
dzieciom prezenty.


Wronka, 25.12.1984 rok
Boże Narodzenie

Mieliśmy trochę gości, właściwie
Tosiek ze swoją rodziną no i Tereska
ze swoją, u nas źle grał telewizor.
Poszliśmy na bajki i film
do Tereski, tam trochę też
wypiliśmy i przyszliśmy do domu.


Wronka 31.12.1984 rok
Sylwester

Byłam niewyspana po nocnym dyżurze.
Z rana byłam jeszcze po zakupy w Giżycku,
potem trochę się zdrzemnęłam.
Przyszedł Marcin, robiliśmy z nim ciasto,
ale nam się nie udało.
Wieczorem poszłam do nich posiedzieć,
u nas był zepsuty telewizor.
„Stary” nie chciał iść.
Po mile spędzonym z dziećmi
wieczorze poszłam spać,
obudziłam się w 1985 roku.


Wronka, 1.01.1985 rok
Nowy Rok 1985

Nowy Rok 1985
przystroił gałązce białe
szaty z białego śniegu,
przybył z obłoków
uroczysty dostojny,
wziął berło od Starego Roku,
rozpoczął panowanie.
Nowy Rok pogodny
zbiór będzie dogodny,
tak mówi przysłowie.
Rozpoczął panowanie
ze śniegiem i mrozem
powyżej dwudziestu stopni,
chyba zawarł na początku roku
układy,
na co my biedni ludzie nie mamy
rady.


Wronka, 1.01.1985 rok
Nowy Rok 1985

Śnieg lekko przykrył szarą ziemię,
na wschodzie różowieje świt
i światło bije od Giżycka.
Idę do pracy wczesnym
rankiem w ten Nowy Rok,
ciesząc się z pięknej zimowej pogody
i myśląc, że jestem już zaraz
o jeden rok starsza, za jakieś
dwa miesiące przejdę już
na emeryturę.


Wronka, 1.01.1985 rok
Po świętach

Minęły święta,
Nowy Rok objął
panowanie nad światem,
rozpoczęły się codzienne dni,
pełno spraw zwyczajnych
z pozoru drobnych
lecz ważnych,
z których składa się
los ludzki zimą i latem.
Styczeń wypadł
mroźny,
jeziora skute lodem,
ciężko zwierzątkom w lesie,
ludzie muszą pomóc,
by nie zginęły z głodu.


Wronka, 2.01.1985 rok
Zlodowaciałe drzewa

Stoją nieruchomo,
tuląc wzajemnie
nagie gałązki,
stoją sztywne,
oszronione na biało,
niby posągi natury
w srebrnych
uiskrzonych mrozem
koronkach,
cudownie wyglądają
nocą
na tle ciemnego nieba.


Praca, 2.01.1985 rok
Dyżur nocny

Wczoraj przenocowałam
w Giżycku u Hanki.
Nie wyspałam się zbyt dobrze,
ale bólu głowy z rana nie miałam.
Po śniadaniu porobiłam trochę
skarpety Renacie,
trochę poskładałam bielizny
po praniu.
O 13-tej pojechałam z Arkiem
do fryzjera,
on miał do szkoły na 14-tą.
Wstąpiłam do Władka,
u nich była Hela, wypiliśmy kawę.
Potem poszliśmy do Heli,
zjadłam trochę obiadu.
Odwiedziłam jeszcze Brygidkę
i w optymistycznym nastroju
przyjechałam do pracy na godz. 18-tą.
W ten pierwszy powszedni dzień
Nowego Roku,
praca przebiegała bez zakłóceń,
zrobiłam jedną serwetkę,
posprzątałam stołówkę
i wpisałam parę słów do pamiętnika.
Ciężko jest pracować nocą,
bo spać nie wolno.


Wronka, 1985 rok
9 styczeń

Nocowałam w Giżycku.
Trochę są męczące te noclegi
nie w swoim domu, chociaż u córki,
to mimo wszystko jestem trochę skrępowana.
18-go mamy w Giżycku
wystawę dawnych ozdób choinkowych.
Zrobiłam łańcuch, trochę wisiorków
ze słomki, muszelki i papieru
a także trochę wycinanek.


Wronka, 1985 rok
13 styczeń

Idę do pracy z rana,
mróz ponad 20 stopni,
zima zapanowała
na Mazurach nie na żarty.
Szósta rano, jeżeli jest ciemno,
mróz zlepia powieki,
świat cały w mroźnej mgle.
W pracy transport miał koks,
potem trochę porobiłam robótki.
Dzisiaj znów jadę rano,
do Lewandowskich.


Wronka, 1985 rok
16 styczeń

Mróz około 24 stopni, jest jeszcze
prawie noc, idę do pracy rano,
dziwnie wyglądam, jako kobieta
około 60 lat, idąc samotnie
pustą dróżką nad torami,
otulając policzki i marznąc,
w ręce, bo nie mam
ciepłych rękawic.


Wronka, 1985 rok
17 styczeń

Zdenerwowałam się i kupiłam
sobie ciepłe rękawiczki z jednym
palcem i futrzaną czapkę.
Nie będę marzła. Mąż siedzi
w domu i nie oszczędza węgla
bo mówi, że musi mieć ciepło w domu,
a ja po polu mam chodzić goła?
W tym miesiącu dostałam trochę
większe pobory, dałam Marcinowi
2 tys. na węgiel, żeby nie zmarzł.


Giżycko, 1985 rok
18 styczeń

Wystawa w Domu Kultury w Giżycku
dawnych ozdób choinkowych,
biorę w niej udział.
Otrzymałam Dyplom z wyróżnieniem,
przede wszystkim za długi łańcuch
ze słomki, papieru i dziko
rosnącej rośliny.
Było wesoło, występowało
kilka zespołów z Jasełkami.
Na obiedzie byliśmy
w restauracji „Wodnik”.


Praca, 1985 rok
19 styczeń

Wstałam z dużym bólem głowy,
po wypiciu kawy, która mi pomogła,
poszłam na przystanek, bo nocowałam
w Giżycku i pojechałam do pracy na dyżur.
Byłam 24 godziny, gdyż koleżanka
prosiła, by ją zastąpić.
Dyżur przebiegł bez zakłóceń.


Wronka, 1985 rok
20 styczeń

Wróciłam po dwóch dniach
nieobecności, „stary” wyprawił kazanie,
że nie wróciłam na czas, dzień przedtem,
gdy mu mówiłam, że nie wrócę to był
pijany i nic nie pamiętał.


Wronka, 1985 rok
23 styczeń

Musiałam Tereskę puścić na zabawę,
posiedziałam z dziećmi, poczytaliśmy
sobie. Ona wróciła taryfą i ja tą samą
do pracy. W pracy bez zmian,
śpiąca jestem po nocnym dyżurze.


Praca, 1985 rok
28 styczeń

Dostałam na przeszkolenie
nową pracownicę.
Nie byłam zadowolona
bo nie lubię w pracy być
w czyimś towarzystwie.
Byłam z nową trzy zmiany
w tym jedną nocną.
2 lutego ma pełnić służbę
samodzielnie. Wszystkie te nowe
są bardzo ciężko kapujące
i musimy się z nimi męczyć.


Praca, 1985 rok
1 luty

Znowu mam dyżur nocny,
czuję się swobodnie, jestem sama,
wczoraj nocowałam w Giżycku u Hanki,
potem pochodziłam po mieście,
zrobiłam trochę drobnych zakupów.
Miałam pracować już tylko luty,
tymczasem z ZUS-u z Augustowa
przysłano pismo, że mi brakuje 8 dni
pracy do 20 lat i o ile teraz pójdę na
emeryturę będę miała o 10% mniejsze
pobory, więc postanowiłam jeszcze
popracować.


Praca, 1985 rok
3 luty

Niedziela, jestem w pracy.
Wyszłam 5.50 z domu, dmuchał
wiatr północny tworząc na dróżce
zaspy, było jeszcze ciemno.
W pracy z rana pracowali mechanicy,
w radio wspominali jak 40 lat
temu zlikwidowano kata Warszawy
Kuczerę, opowiadali ludzie, którzy
brali w tym udział.
Tak to wszystko było niedawno
a jednak dawno, 40 lat.
Teraz przed nami wisi groźba
wojny nuklearnej, czyli zagłada
świata i ludzkości, oby do tego
nie doszło.


Wronka, 1985 rok
Drzewa w zimie

Drzewa pogubiły
swe barwne
kolorowe szatki,
zima je w biel
ubrała,
na gałązkach leżą
delikatne śniegu płatki,
mróz posrebrzył szronem,
wyglądają dostojnie
i dumnie,
jakby damy z królewskiego
dworu.


Wronka, 1985 rok
Zbliża się rozstanie

Tak szybko minęły
te 14 i pół lat,
pracowało się uczciwie
nie oglądając wstecz,
nie licząc godzin i dat.
Teraz tak nagle się rozstać
i przekreślić te dni,
nie potrafię tego,
będzie przykro mi.
Przez te lata wydeptałam
dróżkę nad torem,
przez zamiecie i mrozy.
Nieraz coś trzaskało w lesie,
coś wyło pod borem.
Zimą przez śniegi,
w letnią spiekotę
czy jesienne deszcze,
przeważnie szłam piechotą,
bo autobusu nie dano
nam jeszcze.
Na zakładzie w pracy
różnie bywało,
czasem dzień udany,
czasem się nie układało.
Wszystko przeminęło,
wszystko się kończy,
te noce nieprzespane,
kontrole męczące.
Wpuszczanie i wypuszczanie,
ciągłe bram zamykanie
i w koło zakładu obchody.
Nie zliczę już teraz
tych godzin i dni,
które w „Łuczance”
minęły szybko mi.


Wronka, 1985 rok
Moje 40-lecie - praca na Konkurs ogłoszony w Tygodniku Suwalskim „Krajobrazy”

Jestem urodzona 8.02.1925 roku Małych Popajach (zaścianek Pociejówka), blisko Wilna i Nowej Wilejki, w woj. wileńskim, obecnie Lit.SSR. W lutym 1985 roku kończę 60 lat. Moje 40-lecie dzieli się na trzy etapy:
1) dzieciństwo i młode lata na Wileńszczyźnie,
2) nowe życie na tzw. Ziemiach Odzyskanych w Wilkasach k. Giżycka,
3) życie w małym domku kolejowym we Wronkach.
Dzieciństwo głodne i chłodne, w domu pięcioro dzieci i wieczny brak chleba. Mieliśmy 4 ha piaszczystej ziemi wileńskiej, ojciec jeździł z koniem na zarobki. Co urodziła licha ziemia, w zimie ojciec skarmiał koniowi, bo go kochał. Głównym pożywieniem były kartofle skąpo okraszone lub kartoflanka, zacierki z mlekiem to luksus, cukier na święta, mięso raz na rok, kiedy zabiło się wieprza i to nie zawsze. Często w domu brakowało chleba. Na przednówku jedliśmy to, co mama kupiła za sprzedane mleko, które musiała dźwigać na plecach w dzbankach blaszanych 8 km do Wilna. Najczęściej kupiła trochę kaszy lub mąki i chleba czerstwego, bo tańszy. Często na wiosnę to jedliśmy szczaw, czyli zupę szczawiową z chlebem. Potem latem dojrzewały czereśnie i wiśnie, było trochę lżej, można było sprzedać i najeść się do syta. Latem pracowaliśmy wszyscy przy sprzęcie zboża, przeważnie żyta, trochę jęczmienia i gryki, boso i z sierpem w ręku. Do szkoły latem też chodziłam boso i miałam czerwone nogi, dzieci przezywały mnie bocianem. W zimie chodziłam w lichych pantofelkach i pończochach. Pamiętam jak dzieci z rodzin wojskowych chodziły dobrze ubrane i były syte, bardzo się wynosiły. Pamiętam, że pewnego razu, po świętach, jedna z bogatych koleżanek dała mi duży kawał ciasta i powiedziała „zjedz to proszę”, bo jej przeszkadzał w zabawie. Zjadłam ze smakiem i do dziś pamiętam smak tego ciasta. W październiku chodziliśmy na nabożeństwo do Wilna do Ostrej Bramy. Wracając, mama kupiła raz kawał białego chleba. Do dziś żaden chleb mi nie smakuje tak jak tamten. Na Matki Boskiej Zielnej jeździliśmy na odpust do Kalwarii Wileńskiej, 4 marca do Wilna na jarmark Kaziuka, po serca piernikowe, tak samo na św. Piotra i Pawła odbywały się jarmarki. Pomimo biedy i nieraz głodu, piękne było życie w malowniczej porosłej lasami ziemi wileńskiej, chodziliśmy na grzyby skoro świt boso i z kawałkiem chleba w koszyku po 12 i 14 km od domu do Bezdan i Kojran i innych miejscowości, grzyby przeważnie sprzedawaliśmy. Przyszłam razu pewnego ze szkoły, mama poszła ze starszymi siostrami do lasu, w domu nic do jedzenia. Więc poszłam do ogrodu, nakopałam kartofli i ugotowałam, wszyscy byli bardzo zadowoleni i ja także. Byłam wtedy w piątej klasie szkoły powszechnej. W siódmej klasie już należałam do Związku Młodej Wsi a potem do Towarzystwa Lepszej Przyszłości.
Było bardzo wesoło, urządzaliśmy majówki, wieczorynki, graliśmy różne komedyjki i krótkie jedno lub dwu aktowe sztuki. To wszystko było przed drugą wojną światową. Już od piątej klasy zaczęłam pisać wiersze, które do dziś nigdzie nie zadebiutowały. Od 1938 roku pisałam pamiętnik wierszem. Po ukończeniu Szkoły Powszechnej w Nowej Wilejce zaczęłam różnymi sposobami zarabiać na swoje utrzymanie. Pracowałam to przy sadzeniu lasu, to w ogrodnictwie. Mój dom rodzinny był ubogi, ale przytulny i ciepły. Mieszkaliśmy na kresach wschodnich, niedaleko Wilna i Nowej Wilejki. Rodzice prowadzili 4 hektarowe gospodarstw rolne. W domu oczywiście w tamtym czasie nie było telewizora, nawet radia, wieczorem świeciła lampa naftowa, królowały książki i robótki ręczne. Domem rządziła matka, ojciec długo był kawalerem. Wystarczyły świeżo wybielone ściany i zapach placka świątecznego, aby się wytworzył nastrój świąteczny. Na Boże Narodzenie sami robiliśmy ozdoby choinkowe, a słodycze na choinkę kupowaliśmy za własne uciułane grosiki.
W 1946 roku przybyliśmy na Ziemie Odzyskane, zamieszkaliśmy w Wilkasach koło Giżycka. Po woli stwarzałam własny rodzinny dom. Moje dwie siostry już przyjechały mężatkami. Przez cały czas, póki rodzice żyli, spotykaliśmy się w domu u rodziców, który był domem nieco obszerniejszym niż poprzedni. Każde święto, każda uroczystość rodzinna była spędzana całymi rodzinami u rodziców. Moje dzieci miały mniej przytulny i ciepły dom z powodu męża, który pracował na PKP. Był porywczy, nerwowy i często zaglądał do kieliszka. Starałam się jak mogłam utrzymać to ciepło domowego ogniska, często zaś swym zachowaniem psuł cały nastrój świąteczny.
Obecnie mam troje żonatych synów i dwie zamężne córki, 14 wnuków, mieszkam przy wsi Wronka, w domku kolejowym, gospodarki nie posiadam. Dzieci całymi rodzinami też spędzają święta i urlopy z nami, jest wtedy bardzo wesoło. Dzieci mieszkają w miastach. W tych miejskich domach jest coraz mniej dawnych tradycji i to ciepło rodzinnego domu jakby coraz słabsze, te pracujące ciągle śpieszące się zabiegane matki, to stanie po wszystkich kolejkach wpływa ujemnie na ciepło domowego ogniska. Najcieplejsze i najprzytulniejsze są domy wiejskie kilkupokoleniowe, gdzie jest wzajemny szacunek, zaufanie i miłość rodzinna, a nie tylko troska o pomnażanie dóbr materialnych.
Irena Zienkiewicz, „Wrzos”


Wronka, 8.02.1985 rok
40-lecie

Tak to nie dawno,
a już minęło tyle lat.
Idąc z Wilkas,
pytałam o drogę do Łuczan,
mając wówczas 20 lat.
Urzekły mnie Mazury
z mieniącymi się taflami wód.
Ochoczo przy odbudowie kraju
stanął w szeregu Wileński lud.
Inne były czasy,
nie pytano za ile,
nikt nie żałował rąk.
Pracowali jak dla siebie,
przy gruzach
i stertach zbóż,
mając przed oczami
grozę minionych dni
okupacyjnego terroru,
obozowych mąk.
Szczęśliwi byliśmy,
że już koniec wojny,
że jest wolność.


Wronka, 02.1985 rok
Śnieżynki

Lecą z nieba płatki śniegu
niby puch
z rozdartej pierzynki,
lecą w różnych
kształtach bielutkie
śnieżynki,
lecą, sypią przez noc
i dzień cały,
nie do wiary,
z drobniutkich śnieżynek
ogromne zaspy,
na drogach powstały.


Wronka, 1985 rok
Pola zielone

Znów was widzę
zielone jeszcze pola
jak w maju,
niedojrzałe zboża,
kukułka zakukała
w brzozowym gaju.
Odurzający zapach
kwitnących
ziół przy drodze,
pod sosenką się kryje
we mchu,
mały maślaczek
na jednej nodze.
Duży jastrząb płowy
zniżył swój lot,
ujrzał coś w parowie,
ale przestraszony
poszybował w górę
i popłynął rozkładając
ogromne skrzydła.


Wronka, 07.1985 rok
Sezon letni we Wronkach

Sezon rozpoczęła
nad jeziorem Renata
z koleżankami i namiotem.
Kasia i pół Hajnówki
zjawili się potem,
Krzysiek też nie zapomniał
o babci z Wronek,
ale też w Giżycku
spędzał cały dzionek.
Marcin u babci spędził całe lato,
Agnieszka z Maćkiem spędzali
wolne niedziele i soboty,
Tomek z Krysią i Tośkiem
też przyjeżdżali. Janek i Tereska
i Krysia z Władkiem
przy ognisku i kiełbaskach
mieli dość roboty.
Była też Małgosia
z kolegami z Łodzi.


Wronka, 1985
Szara jesień

Długo jesień chodziła
w złotej sukni po lesie
i polach,
zbierała resztki kwiatów
i liście na jesienny bukiet
i piękne liście klonu.
Ciepły wietrzyk jej towarzyszył
gwiżdżąc cicho piosenki
o złotej jesieni.
Lecz nadszedł listopad,
postrząsał nierozważnie
ostatnie liście z drzew
i ubrał jesień w szarą suknię.
Znikły barwne złote kolory,
jesień się stała smutna,
bezbarwna, płacząca.
Listopad codziennie ją witał
z gęstej mgły lub mżawką
przeganiał.
Kropił zimnym deszczem,
północnym wiatrem straszył,
jesień była coraz smutniejsza,
myślała o rozstaniu,
układała zwierzątka
do snu zimowego,
po dziuplach, zakamarkach
na miękkim z mchu posłanie.


Wronka, 1985
Zima

Zima przyszła w tym
roku zgodnie z kalendarzem,
przyszła z mrozem i śniegiem,
nasypała obficie od razu.
Przed gwiazdką zdążyła
zasypać dokładnie pola,
lasy, okryć szronem
świerki i topole.
Świat cały w bieli,
zasypane dróżki, niewiadomo
czy trafię do szopki.


Wronka, 1986 rok
Noc styczniowa

Zimowa noc styczniowa
mroźna i groźna,
uiskrzona gwiazdami,
księżyc świeci jasno
dodając jeszcze grozy.
Mróz skuł grubym lodem
jeziora i stawy,
usztywnił konary drzew,
wystraszył leśne zwierzęta,
utulił topole i brzozy,
z zadowolenia aż trzaska
między opłotkami.


Wronka, 1986 rok
Jesień życia

Czas niby jesienny przymrozek
oszronił na biało skronie,
utkał siateczkę zmarszczek,
ułożył na kolanach spracowane dłonie.
Jesień życia to wspomnienie
gorącego lata uczuć
i wiosennych burz młodości.
To spojrzenie w przeszłość,
bilans szczęśliwych
i zmarnowanych lat.
Nie zawsze jesień życia
ma barwy złote,
czasem jest chmurna, samotna
ze śladami łez.
Zbieramy dojrzałe słodkie owoce,
lecz owoce cierpkie bywają też.
Jesień życia to smutna przystań
na ostatnim brzegu,
gdzie spienione fale rwą.
Dalej już tylko wieczność
otoczona tajemnicy mgłą.


Wronka, 12.1986 rok
Emerytura

Na emeryturze jestem od marca 1985 roku.
Wytwórnia Wyrobów Cukierniczych „Łuczanka”
w Giżycku pamięta o rencistach i emerytach.
Po roku mamy spotkanie w grudniu, w którym
uczestniczy dyrektor i pracownicy działu kadr,
otrzymujemy poczęstunek, bony i prezenty.
Kobiety są zapraszane na Dzień Kobiet i też
otrzymują prezenty na równi z kobietami
pracującymi. Nie wyobrażam sobie jak
można się nudzić, mi po prostu brak czasu.
Jestem kobietą wieloczynnościową,
robię na drutach, szydełkiem, szyję na maszynie,
maluję i piszę wiersze. Posiadam 14 wnuków,
troje blisko mnie mieszka, więc przychodzą
i często wracają. Mąż jest na rencie inwalidzkiej
i czasu mi najwięcej zabiera, cennego czasu.
Biorę udział w konkursach plastyki obrzędowej
i jarmarkach folklorystycznych przy Domu Kultury
w Giżycku i Węgorzewie i gdzie jest czas na nudy.
Mimo wszystko mogłabym jeszcze ze dwa, trzy
lata popracować. Pracowałam na portierni
i miałam dużo czasu na pisanie i robótki,
czego obecnie brak mi jest w domu.


Wronka, 12.1986 rok
Noc zimowa

Cudowna noc zimowa,
drzewa otula delikatny
welon szronu,
snuje się
delikatna biała mgiełka,
tworząc aureolę wokół
dostojnych koron drzew.
Uroczysta cisza,
nie drgnie żaden pyłek,
nie mąci tej białej ciszy
najlżejszy wiatru wiew.
Księżyc jasno oświeca
te natury cuda,
utrwalić tego na płótnie,
żadnemu malarzowi
się nie udało.


Wronka, 31.12.1986 rok
Nowy Rok

W noc nowo-roczną,
Nowy Rok
zjechał z nieba
na sankach.
Zima dokładnie
zasypała śniegiem
wszystkie drogi.
Nowy Rok, swój czas
na ziemi spędza,
w niespodziankach.
Na początku wszyscy
wesoło bawią się
na balach.


Wronka, 1.01.1987 rok
Nowy Rok

1987 rok powitała zima
obfitym śniegiem.
Cały dzień leci
z nieba puch biały,
więc na sankach spłynął
Nowy Rok mały,
ludzie wesoło przy toastach
na balu go spotkali.
Niektórych zastał Nowy Rok
w pracy lub we śnie
głębokim.


Wronka, 02.1987 rok
Zamieć

Zawirowało, zakurzyło,
to północny wicher
poszedł w tany.
Rozszalała się śnieżna zamieć,
nie widać świata.
W mieście ludzie tego
nie widzą,
siedząc przy telewizorach.
Po wsiach ludzie nieraz wędrują
podczas takiej zamieci przez pola.
Szaleje zamieć na drogach,
wygina drzewa w lesie.
Wiatr rozstępami bieli,
puchy na swych ogromnych
skrzydłach niesie.


Wronka, 12.1987 rok
Choinka

Leżała na skraju lasu
przy dróżce,
martwa, choć jeszcze zielona,
popatrzył na nią zajączek,
obgryzając korę na
młodej brzózce.
Ona leżała, nie mogła się podnieść,
zaszumieć igłami.
W czasie świąt będzie w domu
obwieszona świecidełkami,
niby żywa a martwa,
z obolałą duszą,
że też ludzie na święta
tak choinki niszczyć muszą.


Wronka, 1988 rok
Zimowy świt

Z drzew bezszelestnie
leci biały szron,
zgasły uliczne latarnie,
została jedna
w kształcie rogalika.
Zwisa nisko nad domami,
blade gwiazdki mrugają doń,
on się uśmiecha
księżycowym blaskiem
i za pierzastą chmurą znika.
Obserwuję go stojąc na przystanku,
autobus spóźni się znów.
Jutro księżycowy rogalik będzie jeszcze
szczuplejszy, bowiem zbliża się nów.


Wronka, 1988 rok
Grudzień

Już dawno nie było
tak zmiennej pogody.
Grudzień, a deszcz leje
niby wiosną i śnieg topnieje,
na zajutrz mróz
i śnieg pada.
Wicher z północy
powoduje zawieje.
Doprawdy żyć trudno
w takim klimacie,
raz w jeden dzień wiosna,
drugi dzień zima,
nie wiadomo, w co się ubrać,
gołoledź i ślizgawica
prześladuje nas bracie.


Wronka, 1989 rok
Zima 1989 rok

W tym roku zima
była właściwie
tylko w listopadzie
i trochę w grudniu,
styczeń był trochę deszczowy,
a wiosenny luty.
W lutym zakwitły już
przebiśniegi
i nie mogły się przebić
bo nie było śniegu,
rozwinęły się bazie
i przyleciały skowronki.
Chyba zima nie spłata
nam figla i przyjdzie
wiosną.


Wronka, 1989 rok
Wiosna

Już świeżą pachnącą zielenią
pokryły się łąki,
pod szarą miedzą uwiły
gniazdka skowronki,
w obudzonym ze snu zimowego gaju
kukułeczka kuka,
niema swego gniazdka
więc cudzego szuka.
Na polu zatacza kręgi
duży jastrząb płowy,
na pewno jest głodny
na młode zajączki,
więc urządza łowy.
Na gałązce ostrzegawczo
zagwizdał szpaczek,
w głęboko szarą bruzdę
skrył się szaraczek.


Wronka, 1989 rok
Kwiecień

Po bardzo lekkiej zimie,
przyszła niespodziewanie
wczesna wiosna.
W lutym rozkwitły przebiśniegi,
marzec był chłodny,
w kwietniu zakwitły sady,
drzewa się zazieleniły,
zielono już jak w maju,
tylko jeszcze kukułka
nie zakukała w gaju.


Wronka, 1989 rok
Złota jesień

Złota polska jesień
była długa
i piękna w tym roku.
Na Św. Zmarłych
pokropiła łzami deszczu
wszystkie polskie mogiły
rozsiane po całym kraju,
skropliła białe chryzantemy,
z nad zniczy dymy się ulotniły
hen w zaświaty,
może na spotkanie dusz
krążących nad cmentarzem.


Wronka, 1990 rok
Jesień

Tak szybko znikły
kolorowe liście,
minęła jesień złota,
na polach szaro i mgliście,
idzie listopad
zimny kapryśny.
Wiatr wieje coraz częściej z północy,
na niebie czarne chmury
i siwy przymrozek w nocy.
Jeszcze jarzębiny czerwienią
pośród resztek liści w lesie,
odleciały ptaki,
nie słychać świergotu.
Tylko smętne
zawodzenie jesiennego wiatru
leśne echo niesie.


Wronka, 1991 rok
Wakacje

Przyszli pieszo, Kamil z plecakiem
i w walkmanach na uszach,
Maciek z Agnieszką.
Marcin początek wakacji
spędził na biwaku,
Monika się trzymała cioci Grażyny,
póki nie znikły z walizek gumy
i landryny.
Marta jeden dzień spędziła na wsi,
pojadła kiełbasek przy ognisku,
poganiała z dziećmi i pieskami,
resztę wakacji spędziła
w mieście z koleżankami.
Czwórka zadomowiła
się u babci na całe lato,
choć dziadek gderał
i krzywo patrzył na to,
babcia musiała wnukom usługiwać,
no, bo wakacje, muszą się wylegiwać.
Cały dzień były w ruchu
wędki i rowery,
kąpiel w jeziorze i ryb łowienie,
Kamil wieczorem dawał
przedstawienie.
Było pięknie i wesoło
ale czas już wracać do szkoły.
Już się zapowiadają,
że przyjadą na ferie,
będą w lesie znów szukać
małego niedźwiadka,
a przy okazji
nabałaganią
dla babci i dziadka.


Wronka, 25.09.1992 rok
Konkurs na wspomnienia o Giżycku z lat czterdziestych ogłoszony w Gazecie Giżyckiej

Bajka o Giżycku z 1946 roku

Był marzec, w powietrzu pachniało wiosną. Na ziemi leżał gdzie niegdzie brudny śnieg. Już mgła zapomnienia zaczyna przykrywać czas, kiedy do Łuczan przybył piąty transport repatriantów ze wschodu. Przybyłam, jako młoda dziewczyna z Nowej Wilejki. Ciekawa świata i ludzi. Mieliśmy jechać do Polski, ale jak się później okazało zgodnie z planem zatrzymano nas na Prusach Wschodnich. Oczarowało nas cudne jezioro Niegocin i czerniejący opodal las. Zajął się nami P.U.R. mieszczący się niedaleko kościoła św. Brunona. Był okres wielkiego postu, chodziliśmy na drogi Krzyżowe i śpiewaliśmy „Przemień o Jezu smutny ten czas, o Jezu pociesz nas”. Może i pocieszył, wkrótce rodzice otrzymali gospodarstwo w Wilkasach i piękne zabudowania. Idąc z Wilkas pytałam o drogę do Łuczan. Postanowiłam zostać z siostrą do powrotu jej męża z partyzantki. Zajęliśmy piękne pięcio pokojowe mieszkanie przy ul. Kętrzyńskiego. W 1946 roku stały jeszcze setki pustych mało zniszczonych domów i całe tysiące wolnych mieszkań, całe ulice nie zajętych jeszcze wolnych mieszkań. Siostra kilkakrotnie zmieniała mieszkania i do dziś mieszka w Giżycku, czyli w Łuczanach. Gdy to opowiadam dzieciom, to nie wierzą, mówią, że to jakaś bajka. Właśnie na tym polegał czar tej bajki, całe Prusy Wschodnie były do wynajęcia. W Łuczanach było jeszcze dużo Mazurów i na ulicy dominował język niemiecki i gwara Mazurska. Na placu Grunwaldzkim był rynek. W parku miejskim można było popływać łódką. Po szczęśliwym powrocie siostry męża do domu, wróciłam do Wilkas do rodziców.
Za górami, za lasami, była wioska zwana Wilkasami. W tej wsi dominowała ludność z Wileńszczyzny. Mazurzy stopniowo zaczęli wyjeżdżać do Niemiec, nie na taką Polskę czekali. Gdyby może nie ogłoszono „trzy razy tak” jak wówczas sugerowano, może Polska nie byłaby zdalnie kierowana przez Moskwę i wiele rodzin mazurskich nie porzuciłyby swojej ziemi, bo niektórzy z żalem opuszczali Mazury tak samo, jak my z żalem opuszczaliśmy Wileńszczyznę.
W Wilkasach był duży Dom Kultury, który odgruzowaliśmy i potem urządzaliśmy zabawy i zebrania. Był to cudowny czas odbudowy, nikt nie żałował rąk do pracy, nie pytał za ile. Młóciliśmy też pozostawione na polach sterty zboża i odstawialiśmy do GS-u. Założyliśmy Spółdzielnię Spożywców, byłam pierwszą sprzedawczynią. Byliśmy panami pól, lasów i jezior, gdzie było dużo ryb, jagód i grzybów. Powstało P.T.T.K. (Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze), zaczęli napływać turyści z całej Polski. W naszym Domu Kultury powstała „Gospoda Pod Lipami” i dopiero po czterdziestu latach zlikwidowano gospodę i na nowo powstał Gminny Dom Kultury.
Tak w wielkim skrócie wspominam tamte cudowne lata. Ludzie cieszyli się, że już niema okupanta, że żyją i są wolni. Moja bajka dalej trwa, bo mieszkam w małym domku przy torze. Siostra mówi, że to jest domek krasnoludków. Naprawdę, latem to aż się roi tu od krasnoludków, czyli wnuków.
Piszę pamiętnik wierszem od 1938 roku, mam około 1000 wierszy, które nie miały debiutu, bo leżą w szufladzie, parę z nich załączam, jako wspomnienia.
Irena Zienkiewicz

Pamiętnik i wszystkie wiersze pozbierane z kilku zeszytów i luźnych kartek zapisał drukiem 20.01.2013 roku Antoni Zienkiewicz, syn Ireny, a mój ojciec.