wtorek, 19 grudnia 2017

Na zaproszenie Świętego Mikołaja

Za nami kolejna wigilia instruktorska. Nie chciałbym się powtarzać, ale już nie liczę, które to grudniowe spotkanie instruktorów, drużynowych, przybocznych w hufcu „Rodło” z moim udziałem. Tym razem organizatorem był nasz dzielny krąg instruktorski o roboczej, nieoficjalnej i nikomu nieznanej, oprócz mnie, bo przed chwilą wymyślonej, a właściwie ukradzionej od Piotra Skrzyneckiego nazwie „Folguj Szczątkom Swojej Młodości”.


Wcześniej przygotowaliśmy trzy zloty weteranów, na których nie udało się nam połączyć tradycji z nowoczesnością, czyli nie doszło do spotkania harcerskich pokoleń, ale tym razem z założenia było inaczej. Święty Mikołaj zaprosił zarówno tych, którzy swe drużyny zakładali 40 lat temu, jak i tych, których rodziców wówczas nie było jeszcze na świecie. Dopisali i jedni, i drudzy. Spotkaliśmy się w gronie prawie pięćdziesięcioosobowym, co samo w sobie jest sukcesem i to podwójnym. Bo nie dość, że była to największa wigilia instruktorska od wielu lat, to jeszcze zjawiło się jakieś 80 proc. osób, które zadeklarowały swoją obecność.


Byli też goście szczególni, wśród nich hm. Lech Dobradin, nestor naszego hufca, działający w nim nieprzerwanie od końca lat 40., czyli od początków hufca „Rodło” oraz hm. Jan Pochodaj, komendant hufca z przełomu lat 70. i 80.


To była część refleksyjna, a teraz część kronikarska. Na stole pojawiło się świeżo przywiezione do Olsztyna z południa Polski Betlejemskie Światełko Pokoju.


Stoły były obficie zastawione i nikomu nie zabrakło pierogów, barszczu, kapusty z fasolą, ryby, śledzi, sernika...


Pośpiewaliśmy kolędy. Z przejęciem. Głośno. Z kartki, bo wszyscy wiedzą na pamięć, że „Pana Mickiewicza” napisał Tadeusz Słowacki, ale wolą się upewnić.


Wysłuchaliśmy życzeń ciągle debiutującej komendantki hufca. To była pierwsza wigilia instruktorska, podczas której pwd. Aleksandra Laskowska wystąpiła ze srebrnym poczwórnie plecionym sznurem z ramienia. Na pewno nie ostatnia.


Przeżyliśmy wizytę Świętego Mikołaja. Tylko gdzie się podział Mako, ho ho ho?


Każdy wylosował sobie swój upominek z cytatem ze znanej piosenki harcerskiej lub turystycznej.


No, może nie wszystkim znanej…


W imieniu organizatorów (a zarazem nowej komendy hufca) przemówił druh Bóła.


Finał w dwóch odsłonach. Najpierw wspólne pamiątkowe zdjęcie, do którego, jak dobrze liczę, stanęło 48 osób, w tym czworo komendantów.


I szczególna chwila – wręczenie honorowych srebrnych i złotych odznaczeń Zasłużony dla Hufca Rodło, przyznanych jeszcze przez poprzednią komendę hufca z okazji zlotu 70-lecia sztandaru.


Kto ma wolne 11 minut, ogląda relację filmową:


Czuwaj, do zobaczenia za rok!