piątek, 24 grudnia 1999

Moje pięć lat z wampirem

Wampir? Tłumacz? Dziennikarz? Syn swego ojca? Tomasz Beksiński. W latach 80. nie lubiłem jego audycji muzycznych. Zbyt często gościły tam zespoły spod znaku New Romantic. Beksa coś w nich widział, ja niewiele…
W kolejnej dekadzie, w 1994 roku, odkryłem na nowo Beksińskiego w PR III. Spędziłem z nim niejedną sobotnią noc. Latem świtało, gdy o 4 rano kończył swe Trójki pod Księżycem, w których cofał się muzycznie do lat 70. i 60.

To właśnie wtedy kupiłem sobie płytę niemieckiego zespołu Amon Düül II „Phallus Dei” (1969 rok). Nagranie „Dem Guten, Schoenen, Wahren” z tej płyty:


Spędziłem 5 lat w rytm jego audycji. Początkowo pojawiał się w sobotnie noce co tydzień, po pewnym czasie, po przerwie wywołanej załamaniem nerwowym, co dwa tygodnie. Ostatnia „nasza” wspólna noc była z 27 na 28 listopada 1999 roku. Dwa tygodnie później, z 11 na 12 grudnia, Beksiński po raz ostatni zasiadł przed mikrofonem. Nie było mnie wtedy po drugiej stronie głośnika… Dziś mam tę audycję nagraną w całości i często do niej wracam. Kończy się słowami: Wiem, że los nie lubi, żeby go prowokować, albo żeby nim sterować... ale może tym razem... Dobranoc.
Dokładnie dwa tygodnie później, 24 grudnia, odebrał sobie życie. W moje urodziny… Byłem wtedy w Londynie i dowiedziałem się o tym kilka dni później. To, co wydawało się manierą i pozą, okazało się prawdziwym cierpieniem. Dziś, zmagając się z mądrogłupimi paniusiami i dandysami w Działach Obsługi Klienta Wielkich Korporacji, nachodzi mnie refleksja, że wiem, dlaczego Beksa nie miał siły już walczyć. Bezsens świata go zmęczył…