piątek, 29 października 2010

Mała rzecz a cieszy

Odebrałem dziś paczkę z poczty. O pocztach można by długo... Otwarte trzy okienka, do jednego 23 miliardy osób w kolejce, do pozostałych pustawo. Ale nie rozładują tłoku, nie zmienią systemu pracy. Po co pracować nad polepszeniem obsługi, lepiej wstawiać do sprzedaży szampony i nasiona rzeżuchy.
Czas na poczcie tym bardziej mi się dłużył, że w paczce była zamówiona przystawka piezoelektryczna. Malutki tani przyrządzik, a przypięty do gitary klasycznej daje sporo radości i tyleż hałasu. Jeszcze mnie sąsiedzi poznają!
Zjawisko piezoelektryczne poznałem oczywiście w technikum elektromechanicznym na lekcjach podstaw elektrotechniki u nieocenionej Pani Izabeli Różyckiej (która wprawdzie swego czasu dała mi dyspensę od mówienia jej na szkolnym korytarzu dzień dobry, ale zasadniczo z tego nie korzystałem).
W przypadku przystawki piezoelektrycznej ma zastosowanie zjawisko piezoelektryczne proste czyli pojawianie się napięcia elektrycznego w krysztale pod wpływem nacisku mechanicznego. Czyli ja będę uderzał w struny, struny będą powodować drgania pudła mojej enerdowskiej gitary, sklejka gitary będzie naciskać na piezoelektryk, a umieszczony tam kryształek wytworzy zmieniające się w rytm uderzeń napięcie, które kabelkiem popłynie do mojego wzmacniacza (czyli mojej karty dźwiękowej SoundBlaster coś tam coś tam).
Jest jeszcze tzw. zjawisko piezoelektryczne odwrotne czyli odkształcenie mechaniczne kryształu pod wpływem napięcia. Wytwarzanie pierdzącego cicho dźwięku jest chyba najmniej efektownym wykorzystaniem tego zjawiska.
Aha, bym zapomniał. Zjawisko piezoeletryczności odkrył w 1880 roku, jako 21-latek, Piotr Curie, późniejszy mąż naszej Marii. Skłodowska nie miała z tym zresztą nic wspólnego, bo poznała Pierre’a dopiero 14 lat po tym odkryciu.