sobota, 23 maja 2015

Żeberka i blues

Gol zdobyty na wyjeździe liczy się podwójnie. Nie udało mi się zobaczyć zespołu Focus w Polsce, więc odżałowałem 20 euro (razy dwa oczywiście), by wpaść dziś na „Ribs & Blues Festiwal” w Raalte w północno-wschodniej Holandii, taka trochę prowincja. Połowę z tych pieniędzy wyrzuciłem zresztą w błoto, ale o tym za chwilę.


Dzisiejszy koncert to w zasadzie przygrywka do właściwego bluesowego festiwalu, który jutro i pojutrze (akurat jest święto Zesłania Ducha Świętego, więc ludność ma sporo wolnego czasu). Bo i wykonawcy zupełnie niebluesowi – progresywny Focus, funkowo-jazzowa Candy Dulfer, metalowo-symfoniczny Within Temptation oraz poprockowy Jett Rebel. Tak różnorodna oferta to przemyślany chwyt, zjawiło się mnóstwo ludzi. Namiot pomieści parę tysięcy ludzi.


Na kilka minut przed występem Focus był pusty, ale zdyscyplinowani Holendrzy porzucili żeberka i w jednej chwili zapełnili widownię, gdy zapowiedziano pojawienie się zespołu, na którego czele od początku, czyli od 1969 roku stoi Thijs van Leer.


Nie, to nie Thijs van Leer. To konferansjer. Nic nie zrozumiałem z zapowiedzi, oprócz jednego słowa: „Focus!”


Thijs van Leer ze wszystkimi swoimi instrumentami pod ręką – organami Hammonda, fletem i głosem.


Menno Gootjes pojawił się w zespole w 1999 roku, gdy Focus wznowił działalność po dziewięcioletniej przerwie, po której do pracy nie stawił się Jan Akkerman (potem zespół znów się rozwiązał na trzy lata, a Menno do grupy powrócił dopiero w 2011 roku).


Dwa pozostali członkowie Focus to najmłodszy stażem (w zespole od 2002 roku) basista Bobby Jacobs oraz Pierre van der Linden, grający z przerwami w grupie od samego początku (pech perkusistów, zawsze zakryci talerzami).


Thijs van Leer, 67 lat na karku, ciągle imponuje w miarę czystym głosem, tak charakterystycznym dla brzmienia Focus (choć to w zasadzie instrumentalny zespół). I ciągle bawi się tym, co robi.


Focus byli zakontraktowani zaledwie na 45 minut, ale zdążyli zagrać największe swoje przeboje, jak „House of King” czy „Eruption”:


„Sylwia”:


No i oczywiście „Hocus Pocus”:


No i w zasadzie można by już wracać do Ilpendam pod Amsterdamem, gdzie mieliśmy swoją bazę wypadową. Ale skoro już przejechaliśmy 130 km, to zostaliśmy jeszcze na Candy Dulfer.


Candy Dulfer jest rówieśniczką zespołu Focus i tyle w sprawie wieku seksownej saksofonistki, która, ku mojemu zaskoczeniu, okazała się również wokalistką. Nawet niezłą.


Przede wszystkim jednak gra na saksofonie. Zupełnie jak jej tatuś, którego za kilka dni planuję zobaczyć w Amsterdamie.


I to muzycznie byłoby tyle. Within Temptation oraz Jetta Rebela sobie darowałem. Ale o co chodzi z tymi żeberkami w nazwie festiwalu? O dobrą wyżerkę chodzi. Żeberka w sosie barbecue padły naszą ofiarą po występie Focus, a występ Candy Dulfer uczciliśmy zjedzeniem matjesharinga, czyli młodziutkiego śledzia maczanego w cebulce. Bez chleba!


W ogóle miła atmosfera na tym festiwalu:


I nie brakowało frików:


Obydwu płci: