niedziela, 28 czerwca 1987

Manewry łańskie

Prawdę mówiąc do dzisiaj nie wiem, jak się wszyscy odnaleźliśmy, rozrzuceni na obszarze kilkuset kilometrów kwadratowych.

Zrobiła niedawno swoje manewry konkurencyjno-zaprzyjaźniona drużyna, musieliśmy i my. A że w 2 Olsztyńskiej Męskiej Środowiskowej Drużynie Harcerskiej „Szarpie” wszystko musiało być bardziej, to i nasze manewry były bardziejsze.
Pomysł na manewry był taki, że liczące po dwie-trzy osoby patrole wysiadają w piątek wieczorem na kolejnych stacjach kolejowych linii Olsztyn-Olsztynek oraz Olsztyn-Szczytno i że widzimy się w sobotę wieczorem przy gajówce Sójka. Jedni mieli krócej, inni mieli dalej, ale sprawiedliwość to jest w sądzie, bo na manewrach przede wszystkim musi być atrakcyjnie.
No i wysiadały dzielne chłopaki na kierunku południowo-zachodnim na stacjach Bartąg, Gągławki, Stawiguda, Gryźliny i Olsztynek, a na kierunku południowo-wschodnim na stacjach Klewki, Marcinkowo, Pasym, Grom i Szczytno. W Stawigudzie wysiedliśmy również ja z Bółą a na którejś z drugiej linii Kędzior z Tuńkiem. Zabezpieczaliśmy całość swoją obecnością, co prawda nie wiem jak, bez łączności (pierwsza komórka pojawi się w Polsce pięć lat później) i bez umówionego systemu alarmowania.

13 kilometrów ze Stawigudy przez Pluski do Orzechowa łyknęliśmy w niecałe trzy godziny. Zmierzchało już, gdy weszliśmy do wsi, nie tak całkiem opuszczonej, jak o niej zawsze mówimy. Domostwa można było wprawdzie policzyć na palcach jednej (i to po spotkaniu z piłą tarczową) dłoni, ale znaleźliśmy takie, do którego stajni władowaliśmy się na krzywy ryj. Czyli było tak: w domu gospodyni krzątała się przy niezasłoniętych oknach, obok w stajni na dole rżały konie, a my chrapaliśmy na górze zagrzebani w sianie…
Rano skorzystaliśmy ze studni (gospodarze pewnie od dwóch godzin byli już w polu) i ruszyliśmy przez Ząbie i słynny (dla kogo słynny, dla tego słynny) drewniany most na Łynie. Czyli w tym miejscu zagięliśmy rogala wokół Jeziora Łańskiego i zaczęliśmy kierować się na północ. Właśnie gdzieś w tych okolicach spotkaliśmy Kędziora i Tuńka, co jest ewidentnym dowodem, że potrafiliśmy się komunikować i trafiać na siebie bez nowoczesnej technologii.

Po dodarciu, ciągle na azymut lasem, do Zgniłochy, Bóła wyciągnął: menażkę (wiadomo), kostkę masła (bourgeois…) oraz ćwiartki kurczaka (a może drób przytargał Tuniek, praktykujący właśnie w zakładach mięsnych). Już po godzinie została tylko pusta i przypalona menażka oraz czterech najedzonych druhów.
Polak najedzony skłonny do żartów. W tutejszym sklepie GS-u Bóła wygrał Fiata 125 p w państwowej loterii. Tzn. „wygrał”, bo najpierw potajemnie przeczytał sobie, na jaki numer pada ta smakowita wygrana, następnie kupił los i odczytał na głos sensacyjne liczby…
Boki zrywać. Samochód akurat by nam się przydał, bo już nam się nie chciało łazić. Nad pobliskim jeziorem Gim wydarzenia przyspieszyły. Po pierwsze odnalazły się ze dwa patrole. Po drugie w jakimś ośrodku wczasowym załapaliśmy się na autobus wycieczkowy wracający do Olsztyna. My jeszcze nie do Olsztyna, ale z pocałowaniem ręki przyjęliśmy kilkunastokilometrową podwózkę do przystanku PKS Rykowiec. Słońce było jeszcze wysoko, ale wyraźnie już na zachodzie, a w dodatku wyznaczało nam kierunek na gajówkę Sójka.
Przed nocą dotarli… wszyscy! W opowieściach przy ogniu na temat przeżytej w lesie dwudziestoczterogodzinnej przygody przeważały relacje związane z imperium łańskim. Ośrodek wypoczynkowy peerelowskiego Urzędu Rady Ministrów obejmował z połowę terenu naszych manewrów, nic więc dziwnego, że kilka patroli musiało nieźle nadrabiać drogę, kilku groziło obieranie ziemniaków.
Gajówka Sójka, dodajmy – bezludna, składająca się z ogromnej stodoły wypełnionej sianem, dała nam nocleg. Rano przez Ruś ewakuowaliśmy się do Olsztyna…
A tak opisałem ten manewry w naszej gazecie rajdowej „Black” z 13.01.1989:







26-28.06.1987
manewry 2 OMŚDH „Szarpie”
Olsztyn-Stawiguda-Pluski-Orzechowo-Ząbie-Zgniłocha-Gimek-ośrodek wypoczynkowy-Rykowiec PKS-gajówka Sójka-Ruś-Olsztyn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz