piątek, 10 października 1997

Kolejowy dreszcz emocji

W nocy z 1 na 2 sierpnia 1999 roku w miejscowości Gaisal w Indiach wypełniony żołnierzami i policjantami pociąg „Brahmaputra Mail” uderzył w ekspres „Awadh Assam”. W obu pociągach jechało 2,5 tys. osób. Według oficjalnych danych zginęło 285 osób, ale prawdopodobnie śmierć poniosło nawet pół tysiąca osób.
Dwa lata wcześniej spędziłem w indyjskich pociągach 100 godzin. Od tego czasu każda katastrofa kolejowa w tym kraju budzi me emocje. Wypadków na tej największej na świecie kolei jest dużo, ale jeśli odnieść to do liczby przewożonych pasażerów (kilkanaście milionów każdego dnia!), to podróżowanie indyjskimi pociągami nie wydaje się takie straszne.
Jak nie czuć jednak dreszczu negatywnych emocji, gdy po powrocie dowiedziałem się o katastrofie w stanie Madhja Pradesz z 14 września 1997 roku. Cztery wagony wpadły do rzeki, zginęło 100 osób. Dzień wcześniej przejeżdżałem niedaleko tego miejsca…

Kilkadziesiąt tysięcy kilometrów torów i ponad 7 tys. stacji to spadek po rządach Anglików. Dla Hindusów kolej jest czymś bardzo ważnym, elementem, który z pewnością integruje państwo i naród. Dla mnie muzeum kolejnictwa w Delhi wydawać się mogło nudne, ale na pewno dla Hindusów jest powodem do dumy.


Oczywiście w muzeum nie było aż tak nudno. Można było zobaczyć na przykład pociąg na jednej szynie i jednym kole.


Parowozy w Indiach widziałem tylko w muzeum. Naprawdę…


W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć swój tekst z „GO” z sierpnia 1999 roku:

Być w Indiach i nie zobaczyć Taj Mahal? Może się zdarzyć. Podróżować po tym pięknym kraju i nie skorzystać z usług Indian Railways? Nie do pomyślenia. W naszej ekspedycji po Indiach i Nepalu przejechaliśmy pociągami prawie pięć tysięcy kilometrów (tylko w Indiach, bo w Nepalu nie ma kolei). Spędziliśmy w tych podróżach prawie 100 godzin.



Kupowanie biletu to cały rytuał – półgodzinne zmagania w informacji, dwugodzinna kolejka do kasy, wypełnianie druku. To prawie podanie – trzeba wpisać nie tylko stację docelową i liczbę osób, ale także imię i nazwisko, wiek oraz płeć pasażera. Mieliśmy ze sobą również zdjęcia, bo przed wyjazdem z Polski ktoś nam powiedział, że na długich trasach bilety wydaje się ze zdjęciem. Mit, ale jakże malowniczy…
Kasjer męcząc się z polskimi nazwiskami wklepuje dane do komputera i daje wydrukowany na igłówce bilet. Na nim wiek i płeć pasażerów oraz nazwa i numer pociągu, cena, stacja docelowa, odległość, data i godzina wyjazdu, a także życzenie szczęśliwej podróży. Po angielsku i w hindi.
Godzinę przed odjazdem urzędnik wywiesza na wagonie listę z nazwiskiem i numerem miejsca. Można wsiadać.

Delhi–Raxaul

Przygodę z indyjską koleją zaczynamy od klasy II z kuszetką. Bilet z Delhi do Raxaul na granicy nepalskiej (1221 kilometrów) kosztuje 275 rupii, czyli dwadzieścia kilka złotych.
Weteranów Strzał Północy i innych osiągnięć PKP nic nie jest w stanie zaskoczyć. Nasz „Sadhbhawna Express” przypomina wojskowy eszelon – małe, okratowane okienka z aluminiowymi okiennicami. Wewnątrz niezamykane boksy z podnoszonymi miejscami do spania.
Kilkanaście osób obsiada sześć naszych miejsc. Protestujemy, bo przecież „rezerwacja”. Hindusi nic nie mówią (większość nie zna angielskiego), śmieją się i spokojnie siedzą obok nas, nad nami i pod nami. Jeden z tubylców wyjaśnia w końcu, że rezerwacja w tej klasie obowiązuje tylko w nocy. Wieczorem rzeczywiście robi się luźno, większość pasażerów wysiada. Śpimy przywiązani do plecaków. Podobnie zresztą jak inni – w ruch idą sznurki, łańcuchy, kłódki.
Od kilkunastu godzin nie widać białego człowieka. Jesteśmy atrakcją i sensacją. Młody chłopak zaskoczony naszym widokiem stoi jak słup soli przez kwadrans. Chyba nie widział jeszcze białego.



Na stacjach wpadają do wagonów sprzedawcy przekąsek. Wprost z brudnego wiadra podają w tutce z gazety groszek lub mieszanki zbóż i orzeszków. Herbatę leją z ogromnych czajników do glinianych jednorazówek, które potłuczone zalegają potem na torach. Są też usługi – chłopiec zamiata podłogę za kilka rupii.
Po 30 godzinach dojeżdżamy do Raxaul. Nasz ekspres mknął ze średnią prędkością 41 kilometrów na godzinę.

Gorakhpur–Bombaj

Przy kasie „dla cudzoziemców, kobiet, dziennikarzy i seniorów” tłok. Młodzi śniadzi mężczyźni okupujący kasę to pewnie dziennikarze…
„Dziennikarze” wypychają nas ciągle z kolejki, a kasjer obsługuje kilkanaście osób naraz. Decydujemy się na akcję bezpośrednią – bierzemy małą Kryśkę w środek i wbijamy się klinem pod samo okienko. Przed nami 1851 kilometrów i 38 godzin, więc bierzemy I klasę (1332 rupie – ponad 100 złotych za osobę). Wagony w „Avadh Express” lepsze, zamykane cztero- i dwuosobowe przedziały. Pod sufitem warkoczą wentylatory.


Przysiada się funkcjonariusz GRP, czyli hinduski sokista. Usiłuje rozmawiać, choć nie zna angielskiego. Ma za to na wyposażeniu służbowym mały rysunkowy słownik angielsko-hinduski. Gdy zaczyna chwalić się swoim nożem, nagle budzi się jedna z naszych dziewczyn i mało nie umiera ze strachu, widząc tuż przed samymi oczami ostrze dwudziestocentymetrowego „scyzoryka”.
Drugiego dnia jazdy decydujemy się na „kąpiel”, tzn. polewamy się wodą z butelki w WC.

Bombaj-Agra
Kupujemy bilety do Agry z tygodniowym wyprzedzeniem (często nie ma miejsc). 1344 kilometry podróży klimatyzowaną „jedynką” kosztuje 1913 rupii (150 złotych). Czekamy na pociąg w pokoju dla pasażerów I klasy. Luksus – można wziąć prysznic. Na torach pełno szczurów, dziewczyny umierają ze strachu.
W pociągu Hindusi z wyższych kast. Na kolację zamawiamy u kelnera omlet. Na śniadanie też omlet, prosto „do łóżka”. Na obiad dla odmiany... omlet. Płacimy za wszystko wysiadając, w pośpiechu. Na rachunku pięć dodatkowych omletów. Naiwność kosztuje nas 180 rupii.


Agra-Delhi

Z Agry do Delhi (200 kilometrów) jedziemy II klasą. Bilety tylko 54 rupie (4 złote). Walczymy o miejsca, bo nie ma miejscówek. Konduktor każe dopłacać, bo zajęliśmy wyższą klasę. Targujemy się i dopłacamy tylko do połowy biletów.
W Delhi jesteśmy po trzech godzinach. Przy wysiadaniu znika kamera wideo. W każdym przewodniku piszą, że właśnie na tej trasie kradną. No i sprawdziło się.


Klasy w indyjskich pociągach:
– 1A – I klasa, klimatyzacja, miejsca do spania,
– FC – I klasa, miejsca do spania,
– CC – fotele, bez przedziałów, klimatyzacja, tylko pociągi dzienne,
– SL – II klasa, ekspres, miejsca do spania,
– 2A – II klasa, ekspres, w nocy miejsca do spania na dwóch poziomach,
– 3A – II klasa, ekspres, w nocy miejsca do spania na trzech poziomach,
– 2S – II klasa, osobowy, miejsca siedzące.


W Indiach pociągi poruszają się po czterech trzech rodzajach torów:
– szerokim – 168 centymetrów,
– metrowym – 100 centymetrów,
– wąskim – 76 centymetrów i 61 centymetrów.

GO, 9.08.1999