niedziela, 10 sierpnia 1980

Co było dobrego w peerelu?

Polska, koniec lat siedemdziesiątych. Brudny, przepocony korytarz w jakiejś krakowskiej szkole. Dziewczęta tańczą ze sobą. Podnieceni, ale onieśmieleni chłopcy zakładają koce na okna, bo w sierpniu o godzinie 20. jest jeszcze widno. W kieszeniach nic nie mają, co najwyżej miętowe dropsy... Jak to na koloniach.
Co na tych krakowskich koloniach w sierpniu 1980 roku? Wiadomo, dyskoteki. Co na dyskotekach? Wiadomo, Boney M. Z perspektywy czasu patrząc – całkiem przyjemna muzyka taneczna.
Sierpień 1980 roku to ostatnie dni ekipy Gierka, która dawała nam wówczas chleb i igrzyska. Za pożyczone franki, ale przecież żyje się tylko raz. No i życie było piękne... Co było dobrego w peerelu? – zapytał ktoś ostatnio, oczekując od ludzi wyrafinowanych odpowiedzi polityczno-ekonomicznych. A odpowiedź jest prosta – byliśmy o 20, 30, 40 lat młodsi. To i tylko to było dobre w peerelu.
Ciekawe, o ile wzrosło zadłużenie Polski w wyniku zaproszenia Boney M na festiwal sopocki w 1979 roku. Oglądajcie, przecież ciągle to spłacacie. „Rivers Of Babylon”.

Boney M, jak Boney M, ale Irena Dziedzic i jej futro. Zapowiadała jak gdyby miał wejść na scenę Krzysztof Penderecki z Johnem Lennonem.

Tego fragmentu nie mogę sobie darować:

By the rivers of Babylon
Where we sat down
And there we wept
When we remembered Zion


A teraz fragment z Księgi Psalmów (Ps 137, 1):

Nad rzekami Babilonu -
tam myśmy siedzieli i płakali,
kiedyśmy wspominali Syjon.


A na koniec widok z okna tej krakowskiej szkoły, gdzie królowało Boney M. Okno jeszcze przed zasłonięciem kocem.