piątek, 27 sierpnia 2010

Koń Gomułki

Wizyta w reszelskiej galerii była okazją do wymiany zdań w tradycyjnej dyskusji na temat współczesnej sztuki. Bo weźmy taki oto obraz:

Eugeniusz Markowski, „Koń”, 1964.

Nie chodzi o to, że czy rozumiem czy nie rozumiem współczesnej sztuki. Jedną rozumiem, innej nie. Niezmiennie zastanawia mnie tylko czy to sztuka czy sztuczka. Polski wyraz „sztuka” bardzo blisko jest przymiotnika „sztuczny”, podobnie jak w rosyjskim „искусство” i „искусственный”. I to jest takie skojarzenie, które nie kłóci mi się ze współczesną sztuką, w której właśnie chodzi o byty sztuczne, wymyślone.
Ale weźmy inne języki. W chorwackim mamy „umjetnost”, w czeskim „umění”, w niemieckim „Kunst”. Opowiadałbym się za taką koncepcją sztuki, w której chodzi o umiejętność i kunszt. Z tym zastrzeżeniem, że sam nie wiem, gdzie jest granica sztuki i rzemiosła.
Wracając do „Konia”. Piękny nie jest. Zapewne Eugeniusz Markowski mógłby namalować rumaka równie perfekcyjnie jak Juliusz Kossak (czyli kunsztem dysponował), ale co on nam mówi tym namalowanym w 1964 roku koniem? Uwaga, będę wymyślał czyli tworzył sztukę: on nam tym koniem mówi jaka brzydka była polska rzeczywistość pod rządami Gomułki. Ten koń po prostu nie mógł ładnie wyglądać.

Tańcz!

Reszel. Skądś znam to miasto... Aha, mieszkałem w nim pięć lat. Gdy sprowadziłem się tam w samym środku stanu wojennego, nieźle mnie zdołowało. Na dokładkę w tygodniku „Na przełaj” ukazał się wówczas reportaż z Reszla, przedstawionego jako smutne miejsce bez perspektyw dla młodzieży, czyli Miasto-w-Którym-Nic-Się-Nie-Dzieje. Odważny był ten tygodnik. Upadł dopiero na początku lat 90., zdążyłem jeszcze opublikować w nim artykuł o nauce religii, która właśnie wróciła do szkół. Ale nie to było powodem zamknięcie pisma. Jeśli już to, jak głosiła plotka, zupełnie inny reportaż o... Nie, aż taki odważny nie jestem :)

Koniec dygresji. Dziś odwiedziłem Reszel, żeby usłyszeć Mirosława Czyżykiewicza.


To był mój czwarty koncert tego artysty, a drugi solowy.


Dodam do tego przechowywaną z pietyzmem kasetę magnetofonową z 1989 roku z koncertem z Programu Trzeciego PR. Dodam nie bez powodu, bo połowę repertuaru znam właśnie z tej kasety. Ale przecież nie wszystkie piosenki są aż tak stare. Są i młodsze, np. „Tańcz!”.


Koncert miał trudne momenty techniczne (ponadgodzinne opóźnienie z powodu deszczu i przeniesienia z dziedzińca reszelskiego zamku do sali, sprzężenia, słaba akustyka) i wykonawcze (wyraźnie zmęczony artysta zapomniał tekstu), ale to wszystko nie ma większego znaczenia, gdy staje się oko w oko z prawdziwą sztuką.


Właśnie, sztuka miała dziś dwa znaczenia. Czyżykiewicz jest absolwentem warszawskiej ASP (wcześniej był studentem krakowskiej ASP). Na reszelskim zamku, gdzie odbył się koncert, można było oglądać obrazy twórców związanych z obiema uczelniami.


Jeden obraz pojawił się dla mnie jak na zamówienie. To sandomierski pejzaż Artura Nacht-Samborskiego.


Sandomierz? Skądś znam to miasto... Aha, mieszkałem pod nim osiem lat. Gdy sprowadziłem się tam w samym środku epoki Gierka, nieźle mnie rajcowało...

I nie słuchajcie już D...

środa, 25 sierpnia 2010

Moje dwa dni w Krakowie

Nie podejmuję się oceniać zakończonego przedwczoraj w Krakowie Jubileuszowego Zlotu Stulecia Harcerstwa. Byłem tam raptem dwa dni. Niech oceniają ci, którzy spędzili tam całe dziewięć dni. Ja mogę tylko powiedzieć, że im po ludzku i szczerze zazdroszczę...

Dzień pierwszy - 21.08.2010

Błonia


Zlot rozłożył się na Błoniach czyli ogromnej łące w dzielnicy Krakowa o jakże sympatycznej nazwie Półwsie Zwierzynieckie. Prawie 9 tys. uczestników w zapewne ponad tysiącu namiotach. Największa patelnia świata.


Panorama Harcerska


Najciekawsza instalacja na Błoniach czyli zamknięta w formie panoramy historia harcerstwa. Okrągłe 100 lat!


Pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego


Nie, oczywiście tego pomnika nie postawili harcerze z okazji zlotu (i tak ostatnio sporo namieszaliśmy...). To jeden z najmłodszych krakowskich pomników, pochodzi z 2008 roku. W czasie studiów ćwierć wieku temu przechodziłem tędy wielokrotnie. Ulica nazywała się, o ile pamiętam, Manifestu Lipcowego. Dziś jej patronem jest Józef Piłsudski.


Rynek Główny – „Stokrotka” a la Feel


Znak czasów... W latach 80. „Stokrotkę” śpiewało się na melodię „Whisky” Dżemu. Dziś urocze harcerki z Wielkopolski podparły się Feelem. Normalnie bym się irytował, ale jakoś mnie ta apoteoza beztroskiej młodości rozbroiła...


Rynek Główny - piosenka na stulecie


Jeszcze jedna piosenka zaśpiewana na krakowskim rynku, napisana specjalnie z okazji zlotu stulecia harcerstwa.


Widok na Kopiec Kościuszki


Wracam na Błonia. Po drodze widok na Kopiec Kościuszki. Zapewniam, że gdy studiowałem, już tu był...



Dzień drugi - 22.08.2010

Wyjście z Błoń na mszę stulecia


Punkt 8.00 ruszamy z Błoń na Wawel, gdzie odbędzie się msza święta z okazji stulecia harcerstwa.


Wejście seniorów na Wawel


Widziałem na zlocie wiele starszych druhen i druhów, którym wigoru mógłby pozazdrościć niejeden wędrownik.


Przybycie prezydenta RP Bronisława Komorowskiego


Najpierw jednak przybył prezes NBP prof. Marek Belka.


Homilia kardynała Stanisława Dziwisza


Od Czuwaj! do Amen!


Akt zawierzenia ZHP Bożej Opatrzności


Oraz poświęcenie trzech tablic pamiątkowych.


Po mszy stulecia


Prezydent Komorowski został otoczony przez przeważające siły przyjacielskie.


Spotkanie z prezydentem Komorowskim na Dziedzińcu Arkadowym.


Piękna gawęda druha prezydenta i zaproszenie do objęcia protektoratu nad ZHP.


Sala obrad Rady Miasta Krakowa


Za chwilę zacznie się tu uroczyste posiedzenie Rady Naczelnej ZHP.


hm. Adam Massalski


Przewodniczący ZHP przypomniał genezę polskiego skautingu.


hm. Andrzej Borodzik


Były przewodniczący ZHP przedstawił syntetyczny rys historii harcerstwa na tle historii politycznej Polski.


Druga część wystąpienia hm. Borodzika.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Przeszedłem do historii

Metoda ekonomiczna: być na Jubileuszowym Zlocie Stulecia Harcerstwa zaledwie dwa dni, a uwiecznić się po wsze czasy. Cóż z tego, że na dole strony z najmniejszym zdjęciem :)


Prasa to ciągle potęga!

Bardziej szczegółowa relacja wkrótce...

sobota, 21 sierpnia 2010

Manifest Piłsudskiego

Gdy studiowałem w Krakowie, często chodziłem ulicą Manifestu Lipcowego. Gdybym był pół wieku starszy, mógłbym chadzać Universität Straße, a może i ulicą Wolską. Gdybym urodził się ze dwadzieścia lat później, moje studenckie ścieżki przebiegałyby ulicą Marszałka Józefa Piłsudskiego. To jedna i ta sama ulica. Od dwóch lat stoi przy niej pomnik Józefa Piłsudskiego i Legionistów.


Odsłonięty 10 listopada 2008 roku pomnik powstał według projektu Czesława Dźwigaja, twórcy kilkudziesięciu posągów Jana Pawła II (m.in. w Sokolnikach, czyli wsi, z którą jak każdy szanujący się mieszkaniec Gorzyc miałem na pieńku), ale również choćby figury ks. Piotra Skargi.


Nie ma Piłsudskiego bez legionistów. Idą czwórkami.


Zespół pomnikowy powstał dzięki staraniu krakowskiego Bractwa Kurkowego. Ale bez pieniędzy miasta się nie obyło.


Wykarczowana przeszłość

Zazdrość nie jest ładnym uczuciem, ale nie mogę sobie odmówić tej chwili słabości. Krakowowi zazdroszczę ciągłości i autentycznej tradycji. Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” nie istniało wprawdzie w latach 1939-1990, ale jego odrodzenie było czymś tak naturalnym, że nikt się nie zastanawia, czy to jest to samo stowarzyszenie, co przed wojnami, czy nowe.


Na Warmii i Mazurach, w naszym wykarczowanym z przeszłości regionie, szczytem elegancji jest dwudziestoletnia tradycja. Jakże wiele rzeczy mogłoby mieć tradycję sześćdziesięciokilkuletnią. Poprzepadały różne kluby, stowarzyszenia, miejsca, budynki, restauracje. Dość mocno trwa tylko to, co państwowe, a i to nie zawsze.


Odwoływanie się do starszej tradycji też jest u nas możliwe, choć ryzykowne. Może niepotrzebnie kończymy w poszukiwaniach na XIX wieku? W końcu Warmia ma prawie 800 lat...

czwartek, 19 sierpnia 2010

Raz na sto lat w Krakowie

Opowiadał mi kiedyś krakowski instruktor (prędzej się doktoryzował, niż zdobył stopień Harcerza Rzeczypospolitej), że w 1969 roku uczestniczył na Wawelu w mszy świetej koncelebrowanej przez kardynała Karola Wojtyłę w 50 rocznicę śmierci Andrzeja Małkowskiego.

Jakież inne polskie miasto może gościć zlot stulecia harcerstwa?


Jutro jadę zmierzyć się z historią...

środa, 18 sierpnia 2010

Wszyscy jesteśmy harcerzami

Dawno nie było tak głośno o harcerstwie, jak w ostatnich miesiącach. Najpierw zobaczyliśmy szare i zielone mundury podczas kwietniowej żałoby narodowej. Z całej Polski ruszyły do Warszawy i Krakowa zastępy i drużyny, tysiące osób.
Nie zdążyli druhowie odpocząć, gdy nadeszła majowa, a potem czerwcowa powódź. Tam też nie zabrakło harcerskich rąk. Być może te trzy wiosenne miesiące były największym zrywem harcerskim od czasów II wojny światowej.
Przyszły wakacje, harcerze rozjechali się na obozy i moglibyśmy o nich zapomnieć, ale nie... Okazało się, że pełni dobrych intencji druhowie zupełnie nieświadomie i niechcący wpadli ze swoim krzyżem w tryby wielkiej (o nie, nikczemnej) polityki.
Oby nie wpłynęło to na zaufanie i szacunek, jakim ludzie darzą polski skauting obchodzący właśnie stulecie na zlocie w Krakowie. Bo jeśli goszczący na zlocie premier nazwał harcerzy elitą młodego pokolenia, to czy ktoś nie zrobi kiedyś z tego politycznego użytku?

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")

niedziela, 8 sierpnia 2010

I starzeję się...

Jest taki poruszający film, a w nim naprawdę dająca do myślenia scena...


Film „Iceman” z 1984 roku opowiada historię odmrożonego po tysiącach lat neandertalczyka (w tej roli John Lone) i opiekującego się nim antropologa Stanley’a Shepharda (Timothy Hutton). Dwóch, nie bójmy się tego powiedzieć, ludzi, łączy muzyka. Prosta, ale przecież nie prostacka, piosenka „Heart Of Gold” Neila Younga. Dołączyła dziś do moich trofeów translatorskich.


Tak chciałbym brać,
Tak chciałbym dać
Byłem na samym dnie dla złotych serc
To nic nie znaczy, nie będę łkać
Już nie muszę szukać złotych serc
I starzeję się…
Już nie muszę szukać złotych serc
I starzeję się…

Szukałem w Łodzi
Szukałem w stoczni
Przebyłem morze dla tych złotych serc
Szukałem w myślach, tu jest ma przystań
Więc nie muszę szukać złotych serc
I starzeję się...
Już nie muszę szukać złotych serc
I starzeję się…

Już nie muszę szukać złotych serc
Nie muszę szukać i starzeję się...
Byłem na samym dnie dla złotych serc
Już nie muszę szukać złotych serc
Olsztyn, 8.08.2010

Moja 1 wersja:


Moja 2 wersja:


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 6 sierpnia 2010

Bratanki prezydenci

Normalnie ani chybi się umówili. Dziś nie tylko Polska zyskała nowego prezydenta. Również na Węgrzech urząd objął dziś nowy prezydent Pál Schmitt. Nazwisko nie myli – węgierska głowa państwa jest potomkiem niemieckich emigrantów z końca XIX wieku. Myślę, że jakiś Janos Koorski jeździ po nim za to jak po łysej kobyle. Węgierscy narodowcy muszą mieć fobię antyniemiecką (antyhabsburską precyzyjnie mówiąc) porównywalną do polskiej wysypki na Rosję.
I żeby wszystko się zgadzało - nowy węgierski prezydent pochodzi z Węgierskiej Partii Obywatelskiej (Fidesz).


Nie wiem, gdzie urzęduje węgierski prezydent, ale wybiera go Országgyűlés czyli Zgromadzenie Narodowe (węgierski parlament jest jednoizbowy). Stało się to 29 czerwca, ale Schmitt musiał czekać aż jego poprzednik zakończy swoją kadencję.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Wygwizdany stulatek

No i harcerstwo zanurzyło się dziś chcąc nie chcą w bagnie, żeby nie nazwać tego dosadniej. Już było niebezpiecznie, gdy Bronisław Komorowski został kandydatem na prezydenta. Owszem, była chwila chwały przy służbie podczas żałoby, a potem powodzi, ale kto to teraz pamięta... Najważniejsze, że rozszalały tłum wygwizdał dziś wszystko, co się ruszało pod Pałacem Prezydenckim. Czy może jakieś obce, niechby i wrogie, mocarstwo zechciało w ramach bratniej pomocy rozpylić na Polską melisę czy inne uspokajające ziółka?
Póki co zagrożony jest cały efekt promocyjny jaki harcerstwo mogło uzyskać dzięki zaczynającemu się za niecałe dwa tygodnie Jubileuszowemu Zlotowi Związku Harcerstwa Polskiego w Krakowie. Okazja niebywała – harcerstwo w maju skończyło 100 lat! Wybieram się z krótką wizytą na ten zlot, nie sposób nie być na tak historycznym wydarzeniu.
Choć prawdę mówiąc namnożyło się ostatnio tych zlotów. Sprzed wojny pamiętamy jeden – w Spale z 1935 roku. Który ze współczesnych zlotów ma przejść do historii? Czy ten nieodległy krakowski czy może kielecki sprzed trzech lat, gdy czciliśmy 100-lecie skautingu? Bo przecież nie zlot na Grunwaldzie w 1988 roku, który kojarzy mi się z konającą komuną... Więc może Światowy Zlot Harcerstwa Polskiego w Zegrzu w 1995 roku, pierwszy duży zlot w wolnej Polsce?


Właśnie dziś mija 15 rocznica inauguracji zegrzyńskiego zlotu. Spędziłem na nim dwa ciekawe tygodnie.


Pod wodzą Adama Czetwertyńskiego wydawaliśmy dziennik zlotowy. Harówka jak w prawdziwej gazecie. Klasyczna reporterska robota – rozmawiam z przedstawicielem rosyjskich skautów z Krymu.


Tak prezentowała się nasza, wówczas jeszcze Olsztyńska, Chorągiew.


A tak cały dający objąć się obiektywem mojego Zenitha zlot.


W roku wyborczym (1995) gości nie zabrakło, wśród nich najważniejszym był prezydent Lech Wałęsa, od 1993 roku protektor ZHP. Ja bardziej czekałem na Jacka Kuronia, miałem nawet gotową jego książkę z czasów pracy w ZHP, ale się nie doczekałem...


Była też Zofia Kuratowska, ówczesna wicemarszałek Senatu. Wdałem się w krótką dyskusję na temat prób opanowania harcerstwa przez różne grupy polityczne. Pani marszałek też była przeciwko...


Gościliśmy też premiera Józefa Oleksego. Rozentuzjazmowany harcerski tłum na Stadionie X-lecia zaczął skandować: „Niech zaśpiewa! Niech zaśpiewa!”, ale jak to polityk – wywinął się gładkimi słowami. W objęciach premiera harcmistrz Stefan Mirowski, ówczesny przewodniczący ZHP.


Inni honorowi goście to m.in. prymas Józef Glemp oraz ksiądz harcmistrz Zdzisław Peszkowski.


To nie gość. To ja na Placu Piłsudskiego w Warszawie...


A na placu uroczysta defilada. Dech zapierała! Z Zegrza przywiozło nas chyba 150 autokarów. To dopiero była defilada!


I tylko nie mówcie, że harcerze się nadymają...

niedziela, 1 sierpnia 2010

Żeby za darmo umarło

A miało być tak pięknie. Piosenki miały być. Niemena. No i były. Ale ludność miast i wsi stawiła się w nadkomplecie i nie wszedłem do amfiteatru. Siedząc zrezygnowany w parku wysłuchałem kilku utworów, jak co roku zresztą tych samych.
Czyli spokojnie mogę ponarzekać. Tego lata w Olsztynie tak mało się dzieje ciekawych rzeczy, że jak się robi koncert z piosenkami Niemena, zaprasza aż trzech Cugowskich i to wszystko za darmo, to nie ma siły, żeby nie pojawiły się problemy z natarczywą frekwencją. Jeśli jest popyt, to aż się prosi, by go regulować prawami wolnego rynku czyli biletami, a nie sprawnością ochrony zamykającej bramki.
Inna sprawa to repertuar. Czy artyści są naprawdę aż tak mało kreatywni lub mało odważni, żeby sięgać w kółko po dziesięć tych samych piosenek Niemena? Rok temu jedynie Martyna Jakubowicz wyciągnęła dwa mniej popularne utwory.
Boję się, że za rok pójdę dwie godziny przed początkiem, dostanę odcisków na tyłku od siedzenia na deskach i wysłucham setnej wersji „Dziwnego świata”, „Wspomnienia” czy „Pod Papugami”...

Szeryf nadal nie żyje

Klasyczny wątek dyskusyjny z okresu burzy i naporu, czyli czy harcerz może pracować w browarze lub u innego producenta używek? Niedawno dylemat powrócił, gdy mój bardzo młodszy kolega, niedawno jeszcze członek naszego hufca, po skończonych studiach zameldował się na rozmowie kwalifikacyjnej u Philipa Morrisa. A PM marchewek nie produkuje, o nie.
Czy wolno mi zatem było przetłumaczyć piosenkę Boba Marley’a, zadeklarowanego zwolennika zielarstwa? W dodatku piosenkę, w której zioła się plenią. O mordercy - podmiocie lirycznym nie wspominając...
Wczorajszo-dzisiejsze tłumaczenie „I Shot The Sheriff”, piosenki Boba Marley’a z 1973 roku.

Oberwał szeryf, ale nie ruszyłem zastępcy
Oberwał szeryf, ale nie ruszyłem zastępcy

Teraz wszyscy w mieście moim
Próbują wytropić mnie i zgnoić
Mówią – kara za twe winy
Za zabójstwo tego gliny
Za zabójstwo tego gliny.
Więc mówię...

Oberwał szeryf, ale tylko broniłem się
Oberwał szeryf, krzesło pewnie czeka mnie

Szeryf John Brown nie lubił mnie
Za co nie wiem, nie
Ile razy siałem zioło
Mówił „zabić trzeba to”
Mówił „zabić trzeba to”.
Słuchaj!

Oberwał szeryf, ale tylko broniłem się
Oberwał szeryf, ale tylko broniłem się

Wolność przyszła pewnego dnia
Poza miastem też żyć się da
Nagle widzę szeryfa Browna dłoń
Wymierza do mnie swoją broń
Strzeliłem, strzeliłem mu w skroń.
Słuchaj!

Oberwał szeryf, ale nie ruszyłem zastępcy
Oberwał szeryf, ale nie ruszyłem zastępcy

To był odruch, chciałem żyć
Bo będzie to, co ma być
Dopóty nosi wodę dzban,
Dopóki ucho swoje ma
Tak, dopóki ucho swoje ma.
Więc mówię...

Oberwał szeryf, ale nie ruszyłem zastępcy
Oberwał szeryf, ale nie ruszyłem zastępcy
Olsztyn, 31.07-1.08.2010

Tę piosenkę poznałem w 1979 roku, gdy w Polsce gościł Eric Clapton, a ja zaczynałem na poważnie słuchać Programu Trzeciego Polskiego Radia, dla niepoznaki zwanego teraz Trójką. Clapton zdjął trochę reggae z piosenki i uczynił ją bardziej zjadliwą dla ludności miast i wsi.


Wyciągnąłem z samego dna szuflady efekt gitarowy Phasing firmy Exar. Jakieś 12 lat temu kupiłem go za 90 złotych, dziś na Allegro chodzą za połowę tej kwoty. Nie jestem znawcą tego typu sprzętu, ale to chyba mało komu potrzebny zabytek.

W efekcie użycia taniego efektu gitarowego i jeszcze tańszej przystawki z efektem piezoelektrycznym prostym powstał dziś taki oto efekt:


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek