poniedziałek, 4 maja 2009

Stonoga kaliber 110

Człowiek uczy się całe życie. Musiał mnie swego czasu kolega Kret poprawić, że V-3 nie były rakietami, tylko pociskami. Co prawda, to prawda. Pomyłka była tym trudniejsza do wytłumaczenia, że popełniłem ją już po wizycie w Zalesiu, gdzie można zobaczyć resztki niemieckich instalacji z lat 1943-1945.


No to sobie uporządkowałem wiedzę. Były trzy rodzaje niemieckiej broni typu V: samolot odrzutowy bez załogi (V-1), pociski rakietowe dalekiego zasięgu (V-2) oraz działo wystrzeliwujące pociski dalekiego zasięgu (V-3). „V” jak „Vergeltungswaffe”, czyli broń odwetowa. No tak, agresorzy z bronią odwetową...


Na czym polegała wyjątkowość V-3? W normalnym dziale jest jedna eksplozja i jeden wyrzut gazów, który nadaje pociskowi prędkość. W prędkość-3 takich eksplozji było kilka. Następowały ona jedna po drugiej wraz z przemieszczającym się w lufie pociskiem. Troszkę jak w rakiecie wielostopniowej, chociaż tu chodziło nie o rozłożenie działania siły nośnej w czasie, ale o jej zwielokrotnienie. W efekcie pocisk o wadze 90 kg osiągał prędkość wylotową rzędu 1,5 km na sekundę.


Bardziej wygodne w użyciu od ładunków wybuchowych okazały się małe silniki rakietowe, które zainstalowano parami wzdłuż lufy. Tak spreparowana rura przypominała stonogę (Tausendfüßler).


Zalesie było jednym z trzech miejsc, gdzie prowadzono prace nad tą bronią. Zaczęto je w 1943 roku pod Magdeburgiem, a w Zalesiu nad jeziorem Wicko na wyspie Wolin (wówczas Laatzig) prowadzono badania terenowe.


W Zalesiu zainstalowano trzy działa, czyli trzy stanowiska. Fundamenty musiały być solidne, działa kalibru 110 mm miały długość 130 metrów i ważyły 76 ton. Żeby wystrzelić potrzeba było jednocześnie 160 żołnierzy. Cała załoga doświadczalnego poligonu liczyła 500 osób. Ekonomiczne to nie było...


Prawdziwa bateria do celów wojennych powstała w Mimoyecques w pobliżu Calais we Francji. Zasięg działa oceniano na 160 km. W zupełności wystarczyło, by atakować Londyn. Londyn był zresztą jedynym potencjalnym celem ten baterii, bo manewrowanie i celowanie było bardzo niewygodne, o ile w ogóle możliwe. Rakiety w Mimoyecques nie sięgnęły Londynu, bo zostały uszkodzone przez Anglików 6 lipca 1944 roku, a ostatecznie zniszczone już po wojnie, 9 maja 1945 r.


Próby w Zalesiu trwały do 12 lutego 1945 roku. Dwa miesiące później zjawiła się tam Armia Czerwona...