poniedziałek, 1 lutego 2016

Łazarzu, nie wstawaj

Czasy takie, że aby zwrócić na siebie uwagę, trzeba umrzeć. Gdy jesienią tłumaczyłem „Ziggy’ego Stardusta”, skąd mogłem przypuszczać, że za kilka tygodni będzie niewesoła okazja do zainteresowania się artystą ponownie. Zainteresowałem się 10 stycznia, jak miliony osób na całym świecie. Jak setki tysięcy osób w Polsce, z których w 1997 roku nie uzbierało się tyle, by doszedł do skutku koncert w Gdańsku.
David Bowie odszedł tak, że można by podejrzewać, iż wszystko było starannie wyreżyserowane – płyta z eschatologiczną piosenką wydana w rocznicę urodzin, dwa dni później śmierć. To prawda, że w epoce łatwo dostępnej eutanazji, można by napisać i taką scenę w tym scenariuszu śmiertelnej choroby i umierania. Ale myślę, że to raczej przypadek. Z tego rodzaju przypadków, które zdarzają się najwybitniejszym artystom.


Tłumaczenie „Lazarusa” nie było zajęciem łatwym i przyjemnym... I tak wszyscy schowamy się kiedyś do szafy.

W górę patrz, jestem w niebie
Nikt nie ujrzy moich blizn
Mej tragedii nie odbierze
Wszyscy znają mnie już dziś

W górę patrzże, coś mi grozi
Nic nie stracę, bo i co
Ta wysokość może zemdlić
Upuściłem nokię swą

Czyż to nie mój styl?

Nowy Jork mnie witał kiedyś
Żyłem wtedy niczym król
Przepuściłem całą forsę
Chciałem zdobyć tyłek twój

Tędy lub wcale
Będę wolnym kimś
Jak drozd, tak czuję
Czyż to nie jest mój styl?

O, wolnym kimś
Jak drozd, tak czuję
O, wolnym kimś
Czyż to nie mój styl?
Olsztyn, 16.01-1.02.2016



Nagranie zajęło nam z Cypkiem, którego ponownie zaprosiłem do współpracy, całą sobotę. Mamy tu sześć ścieżek, z których cztery są moje, a dwie Cypka. Ja grałem na trzech gitarach, Cypek na dwóch. Wokal mój, proszę nie kaprysić. Do zobaczenia w szafie.