sobota, 25 sierpnia 2007

Bardzo niehonorowa śmierć

Słowenia to małe państwo, ale ma wiele atrakcji (góry, morze, jaskinie) i bogatą historię, która zostawiła swe ślady w postaci takich choćby ewenementów jak Predjamski Grad.


Predjamski Zamek pochodzi z XII wieku, ale obecny kształt nadano mu pod koniec XVI stulecia. Od początku swe obronne właściwości zawdzięczał umiejętnemu i efektownemu wkomponowaniu w liczącą ponad 100 metrów skałę wapienną należącą do płaskowyżu Kras (który dał nazwę zjawisku kras czyli w uproszczeniu mówiąc - rozpuszczaniu skał przez wodę).


Integralną częścią zamku są jaskinie, które nie tylko dawały dodatkowe schronienie, ale wykorzystywane były również jako potajemna droga komunikacyjna.


Jaskinia znajdująca się pod Predjamskim Gradem została wyrzeźbiona przez rzekę Lokvę mającą ujście w Adriatyku. Znajdująca się 9 km od zamku słynna jaskinia Postojna zawdzięcza natomiast swe istnienie rzece Pivce, należącej do zlewiska Morza Czarnego.


Najbardziej znanym mieszkańcem zamku był Erazm Lügger czyli słoweński Janosik, a może bardziej, z racji dobrego urodzenia, słoweński Robin Hood. Erazm był bowiem baronem, co podobno nie przeszkadzało mu rabować bogatych (czyli przejeżdżających w pobliżu kupców) i rozdawać biednym (czyli okolicznym mieszkańcom). Propagandowo bardzo dobre posunięcie, z potencjalnym elektoratem zawsze trzymać dobrze, a nuż wymyślą kiedyś demokrację…


W 1483 roku zamek wraz z Erazmem został oblężony przez wojska austriackie. Nie miało to jednak związku z jego fiskalnymi zamiłowania, było przyczyną konfliktu austriacko-węgierskiego, w którym baron opowiedział się po stronie Węgrów.


Jaskinie dawały załodze Erazma możliwość przedostawania się na zewnątrz i stałego zaopatrzenia. Baron tak się czuł pewnie, że oblegających zamek Austriaków obrzucał świeżą żywnością.


A babcia mówiła, że jedzenia trzeba szanować... Po roku dzielnej obrony Erazm Lügger poległ we własnej toalecie. Nie, nie z przejedzenia. Dosięgła go tam austriacka kula armatnia, której drogę do celu wskazał zdrajca, zapalając w odpowiednim czasie i miejscu lampę.


Po przebudowie zamku tajemne przejście zostało zamurowane w XVII wieku, bo zaczęło służyć w odwrotnym kierunku (posługiwali się nim złodzieje, ogałacając zamek z czego się dało).


Erazm przetrwał w legendzie jako dzielny rycerz. Pod zamkiem odbywają się obecnie festyny, w których można zobaczyć Erazma jak żywego. Siedziałem nawet naprzeciwko niego w restauracji popijając colę, ale nie miałem odwagi skierować aparatu w stronę faceta wyglądającego jak skrzyżowanie Terminatora z Rumcajsem.


Gdy Erazm beknął i sobie poszedł, mogłem wyciągnąć aparat i nagrać film: