czwartek, 1 września 2005

Satysfakcja gwarantowana (albo zwrot torpedy)

Do Lipawy z granicy litewsko-łotewskiej prowadzi szeroka, prosta droga. Może nie jest to niemiecka autostrada, ale jedzie się całkiem przyjemnie na podbój dawnych włości.


Zakon kawalerów mieczowych, zakon krzyżacki, Rzeczpospolita, Rosja, Niemcy, w końcu ZSRR. Łotewska Lipawa miała, jak cały region, wielu obcych gospodarzy. Do Polski należała przez kilkaset lat jako lenno. Stosunkowo najłagodniejsza forma uzależnienia... W latach 1793-1795 Lipawa była zresztą naszym jedynym portem morskim. Po III rozbiorze miasto weszło w skład Rosji i tyleśmy je widzieli. Co nie znaczy, że Polaków już tam nie było. Absolwentem lipawskiego gimnazjum był m.in. Gabriel Narutowicz, pierwszy prezydent RP.

W XIX wieku Lipawa stała się jednym z najważniejszych portów handlowych Cesarstwa Rosyjskiego. Ale nie tylko handlowym. W latach 1890-1906 car Aleksander III wybudował tu port wojenny, który przetrwał z górą wiek, aż do upadku Związku Radzieckiego.

Na miejsce budowy portu wybrano Karostę, północną dzielnicę leżącego nad Bałtykiem miasta.


Marynarz musi się mieć gdzie modlić. Rosyjski imperializm na podbitych ziemiach wyrażał się również poprzez budowanie cerkwi. Wraz z portem zbudowano cerkiew św. Mikołaja (patron rosyjskich żeglarzy).


Potocznie cerkiew w Karoście nazywano soborem morskim.


Po 1945 roku, gdy po dwóch dekadach Rosjanie wrócili do Lipawy, cerkwi by już nie zbudowano. Zlikwidowano port handlowy, postawiono natomiast Port Marynarki Wojennej ZSRR. No i tyle z niego dziś zostało:


W porcie stacjonowały okręty podwodne Związku Radzieckiego. W 2005 roku stacjonowałem ja.


Żadna sztuka, skoro rosyjskiego wojska nie ma tam już od 1994 roku. I daremnie w ogóle wypatrywać tu jakiegokolwiek okrętu wojennego.


Stęsknieni za oglądaniem ruin sowieckiej potęgi wojskowej niech spieszą do Lipawy. Satysfakcja gwarantowana...