poniedziałek, 4 maja 2009

Ukryta opcja niebieska

Nasz błękit w niczym nie ustępuje błękitowi chorwackiemu, a nawet go przewyższa. Tak dalece zresztą nie ustępuje, że aż go nie widać. Nie będę udawał, że powaliła mnie szmaragdowa barwa Jeziora Turkusowego, bo nie powaliła mnie. Jak mogła zresztą powalić kogoś, kto ledwo odróżnia beż od bieli. Usprawiedliwia mnie chyba tylko zachmurzone niebo tego dnia.


Jezioro Turkusowe leży na wyspie Wolin, niedaleko Międzyzdrojów, pomiędzy wsiami Wapnica i Lubin. Jezioro na wyspie... To nie pierwszy paradoks związany z tym miejscem. Drugim jest kryptodepresja. Dno jeziora znajduje się 18,6 m pod poziomem pobliskiego morza. Zjawisko w sumie dość powszechne, ale wszystko, co „krypto” w pobliżu granicy niemieckiej powinno budzić zainteresowanie tropicieli nie tylko ukrytych opcji.


Zresztą samo jezioro jest przecież dziełem niemieckich rąk (z niewielką pomocą rąk rosyjskich i polskich). Do 1945 roku była tu odkrywkowa kopalnia kredy, wydobywanej dla cementowni w odległym o pół kilometra Lubinie. I tu wkracza czynnik słowiański. Najpierw Rosjanie zabierają z kopalni trofiejne urządzenia. Dziurę w ziemi zalewa woda. W 1948 roku Polacy wznawiają wydobycie kredy, ale kończą to ostatecznie w 1954 roku. W porzuconej kopalni gromadzi się woda. Już w 1960 roku jej poziom zrównuje się z poziomem morza.


W pełnym słońcu zbiornik zapewne się zieleni, turkusowi, a może nawet i szmaragdzi. Wszystko oczywiście przez węglan wapnia rozpuszczony w wodzie.


I trzecie zaskoczenie. Zaskoczonko właściwie. Brama do jeziora. I to pod górkę.


Film z 2009 r. W tle załatwiam sprawy służbowe...