czwartek, 19 kwietnia 2018

Jazzu naszego powszedniego

Mamy w Olsztynie kolejną próbę zainstalowania na stałe jazzu. Jesienią zeszłego roku na Starym Mieście ruszyła Galeria Usługa Jazz Bar. Za przedsięwzięciem stoi Jarek Makowski, który z racji wieku dysponuje zapewne wystarczającym poziomem entuzjazmu, by nie poddać się zbyt szybko. Umówmy się, że z jazzu mogą utrzymać się Leszek Możdżer i Tomasz Stańko, a dla wszystkich innych to raczej hobby. No może jeszcze jazzowy koniec z końcem wiąże Piotr Wojtasik, skoro, jak się pochwalił na dzisiejszym koncercie, nagrywa płyty na Brooklynie. Nowy Jork daleko, a my dziś mieliśmy okazję usłyszeć kwintet Piotra Wojtasika w Olsztynie. Szefowie Galerii Usługa Jazz Bar wykazali się dobrym wyczuciem rynku, skoro uznali, że ich lokal będzie za mały na popyt związanym z tym koncertem. I wykazali się niestandardowym podejściem organizując koncert w sąsiadującym z lokalem kościołem ewangelicko-augsburskim. Parafia protestancka wykazała się z kolei niestandardowym podejściem wpuszczając w swe progi jazzmanów. Koncerty w kościołach to oczywiście żadna sensacja, ale w Olsztynie też nie jakiś chleb powszedni. Brawo dla parafii za odwagę.


Nie będę pisał co zagrali, bo nie mam bladego pojęcia. Zaczęli chyba od „Poisoned Wine”, bo tyle podejrzałem na nutach. Ale skład kwintetu utrwalmy dla potomności. Od lewej: Michał Tokaj – fortepian, Piotr Wojtasik – trąbka, Joris Teepe – kontrabas, Gerard Lebik – saksofon, Kazimierz Jonkisz – perkusja.


Jonkisz synkopujący pod amboną (wiemy, że jeden z najsłynniejszych polskich perkusistów jazzowych, prawda?) to zresztą nagłe zastępstwo, niespodzianka dla publiczności, bo zapowiadany John Betsch utknął na lotnisku w Paryżu.


Prosimy o więcej jazzu. Potrzebujemy go jak chleba.