sobota, 3 września 2005

Przepraszam panią, Anno, że zrobiłem pani dziecko...

Nauczycielka w szkole podstawowej skarciła mojego ojca za czytanie „Anny Kareniny” Lwa Tołstoja. Że to powieść „nie dla dzieci!!!” No pewnie, też bym zabronił czytać nieletnim książkę, w której Wroński robi Kareninie dziecko, a potem cały czas mówi do niej per „pani” :)
Ja „Anny Kareniny” nie czytałem. Wprawdzie Maksym Gorki powiedział, że „nie można uważać się za kulturalnego człowieka, nie znając Tołstoja”, ale w końcu on to mówił z 80 lat temu, więc jestem chyba usprawiedliwiony? Przyjmijmy, że „Annę Karinę” przekazał mi w genotypie ojciec.
No i przecież oglądałem w TVP w latach 70. serial „Anna Karenina”. Prawdopodobnie była to wersja BBC z 1961 roku z Claire Bloom w roli Kareniny i Seanem Connery w roli Wrońskiego. Niestety, nie była to pewnie wersja, w której scena śmierci Anny Kareniny kręcona była na dworcu w estońskiej miejscowości Haapsalu. Nie wyobrażam sobie, by BBC w 1961 roku pozwolono w kręcić film w Estonii (czyli w Związku Radzieckim).


Pozostaje mi więc kontaminacja dwóch wspomnień: serialu oglądanego w dzieciństwie (dobrze, że nauczycielka ojca nie wiedziała...) oraz wizyty w Haapsalu w 2005 roku. Wszelkie przewodniki zapewniają, że dworzec w Haapsalu z 1905 roku ma najdłuższy w Europie peron z drewnianym zadaszeniem. Wypada im wierzyć.