sobota, 3 września 2005

Przepraszam panią, Anno, że zrobiłem pani dziecko...

Nauczycielka w szkole podstawowej skarciła mojego ojca za czytanie „Anny Kareniny” Lwa Tołstoja. Że to powieść „nie dla dzieci!!!” No pewnie, też bym zabronił czytać nieletnim książkę, w której Wroński robi Kareninie dziecko, a potem cały czas mówi do niej per „pani” :)

Ja „Anny Kareniny” nie czytałem. Wprawdzie Maksym Gorki powiedział, że „nie można uważać się za kulturalnego człowieka, nie znając Tołstoja”, ale w końcu on to mówił z 80 lat temu, więc jestem chyba usprawiedliwiony? Przyjmijmy, że „Annę Karinę” przekazał mi w genotypie ojciec.
No i przecież oglądałem w telewizji w 1981 roku serial „Anna Karenina”. Była to wersja BBC z 1977 roku. Annę zagrała Nicola Pagett, a w roli Wrońskiego pojawił się Stuart Wilson.


Niestety, nie była to wersja, w której scena śmierci Anny Kareniny kręcona była na dworcu w estońskiej miejscowości Haapsalu. W 1977 roku BBC nie wpuszczonoby do Estonii, czyli Związku Radzieckiego (ale wpuszczono do Węgier - sceny kręcono w Budapeszcie na Keletim).


Pozostaje mi więc kontaminacja dwóch wspomnień: serialu oglądanego w dzieciństwie (dobrze, że nauczycielka ojca nie wiedziała...) oraz wizyty w Haapsalu w 2005 roku. Wszelkie przewodniki zapewniają, że dworzec w Haapsalu z 1905 roku ma najdłuższy w Europie peron z drewnianym zadaszeniem. A niektóre dodają, że pojawia się w filmie o tragicznej miłości Anny Kareniny. Wypada im wierzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz