sobota, 2 kwietnia 2005

Złowieszcze słowo „deadline”

To była sobota. Normalnie „Nasz Olsztyniak” byłby już wydrukowany i czekałby na niedzielny poranny kolportaż. Ale nie tego dnia. Nie tylko ten plan uległ zmianie. Przygotowywany właśnie na ten tydzień debiut czwartkowego, rozrywkowego, wydania „Naszego Olsztyniaka” również musiał poczekać.
Przyjechaliśmy po południu do pracy i nie bardzo wiedzieliśmy, co robić z gazetą. Przygotowaliśmy normalny numer, ale czuliśmy, że to może nie wystarczyć. Czas jednak w prasie drukowanej płynie szybko, a nad każdym redaktorem wisi złowieszcze słowo „deadline”. I w momencie, gdy już podjąłem decyzję o druku owej normalnej gazety i przekazywałem przez telefon tę informację do drukarni, usłyszałem w radiu wiadomość, która musiała zmienić tę decyzję. Deadliny poszły w kąt, drukarnia wstrzymała druk, a my zrobiliśmy całkiem nowe wydanie „Naszego Olsztyniaka”. Już o 3 rano pod niektórymi olsztyńskimi mieszkaniami leżała pierwsza w Polsce gazetą z TĄ wiadomością.

Nad wydaniem pracowała Iwona...


...Gosia...


... i Kasia, która była chyba w tym czasie w którymś kościele.

Przyjmijmy, że moja rola nie ograniczyła się do kontaktów z drukarnią...