środa, 18 sierpnia 2010

Wszyscy jesteśmy harcerzami

Dawno nie było tak głośno o harcerstwie, jak w ostatnich miesiącach. Najpierw zobaczyliśmy szare i zielone mundury podczas kwietniowej żałoby narodowej. Z całej Polski ruszyły do Warszawy i Krakowa zastępy i drużyny, tysiące osób.
Nie zdążyli druhowie odpocząć, gdy nadeszła majowa, a potem czerwcowa powódź. Tam też nie zabrakło harcerskich rąk. Być może te trzy wiosenne miesiące były największym zrywem harcerskim od czasów II wojny światowej.
Przyszły wakacje, harcerze rozjechali się na obozy i moglibyśmy o nich zapomnieć, ale nie... Okazało się, że pełni dobrych intencji druhowie zupełnie nieświadomie i niechcący wpadli ze swoim krzyżem w tryby wielkiej (o nie, nikczemnej) polityki.
Oby nie wpłynęło to na zaufanie i szacunek, jakim ludzie darzą polski skauting obchodzący właśnie stulecie na zlocie w Krakowie. Bo jeśli goszczący na zlocie premier nazwał harcerzy elitą młodego pokolenia, to czy ktoś nie zrobi kiedyś z tego politycznego użytku?

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")