sobota, 20 lipca 2013

LemONiadowy Joe

Kobiety dzielą się na te, które lubią niespodzianki i całą resztę... Do którego podzbioru tego uniwersum należy moja Żona, nie zdradzę, ale wczoraj wieczorem wpakowałem ją przemocą do samochodu i zawiozłem na koncert zespołu LemON w Starych Jabłonkach. Ciągle nie zdradzając stosunku Żony do niespodzianek, powiem tylko, że ja też bym dostał szału, gdybym dowiedział się, na jakiego zespołu jestem koncercie dopiero w chwili wejścia artysty na scenę.


Szał szybko ustąpiłby radości, bo LemON to jedna z największych nadziei polskiego (nie bójmy się tego słowa) rocka. Żeby tylko nie zepsuł ich ten nasz wszystkożerny szołbiznes, który zjada, trawi i defekuje kolejne gwiazdy i gwiazdeczki szybciej, niż ludzie zmieniają kanały w telewizorze.


Igor Herbut zjeść się nie da. To raczej publiczność je mu z ręki.


LemONiadowy Joe (to z sympatii) na początku był lekko nieśmiały, a i publiczność lekko zmrożona, ale już w okolicy drugiego utworu nastąpiło pełne porozumienie.


Na gitarze Adam Horoszczuk, z tyłu czai się za perkusją Piotr Budniak:


Igor zniżył się do klawisza, a na basie Piotr Kołacz.


I wszyscy bohaterowie wczorajszego wieczora, od lewej: Piotr Budniak (perkusja), Piotr Kołacz (gitara basowa), Adam Horoszczak (gitara elektryczna), Igor Herbut (wokal i piano), Piotr Walicki (piano) i Andrzej Olejnik (skrzypce).


W pięciu odsłonach: