sobota, 7 listopada 2015

Gdzie jest brzoza?

Chciałbym napisać, że to, co nie udało się nam z Cypkiem dziesięć lat temu, udało się nam dzisiaj, ale mam pewne wątpliwości. Niby w końcu odnaleźliśmy miejsce po nieistniejącej już bazie obozowej w Baranówce, ale z ustaleniem gdzie była kuchnia, gdzie główna wartownia, a gdzie poszczególne obozowiska, mieliśmy poważne problemy. Nic dziwnego, od tamtych obozów minęło już ponad 30 lat...


Z bazą w Baranówce pod Fromborkiem mam liczne wspomnienia, na wszelki wypadek podam jednak tylko gołe fakty:
- sierpień 1984 roku – obóz Starszoharcerskiej Akcji Szkoleniowej, czyli słynny i kultowy w tamtym harcerskim pokoleniu SAS (stacjonowały tam chorągwie: Olsztyńska, Gdańska, Słupska i Elbląska),
- sierpień 1985 roku – obóz szkoleniowy Olsztyńskiej Chorągwi ZHP,
- sierpień 1988 roku – obóz dziennikarski „Na tropie” pod wodzą hm. Adama Czetwertyńskiego,
- maj 1989 roku – biwak 2 Kręgu Starszoharcerskiego „Szarpie”.
Ten ostatni zresztą już nie w samej bazie, a nad pobliską rzeką Baudą.


Baza nie istnieje już około 20 lat. Nie miała szansy przetrwać w nowych czasach. Powiedzmy sobie szczerze – nie ma w pobliżu nic atrakcyjnego, a sam mieszany las i podmokły teren do najprzyjaźniejszych do obozowania nie należą. Miejsce na bazę może nie było najlepsze, ale w tłustych latach Operacji 1001-Frombork (1966-1973) gdzieś te tysiące harcerzy musiały się podziać. Stąd w samym Fromborku i jego najbliższym pobliżu było tyle miejsc obozowych (znam jeszcze Bogdany po drugiej stronie Baudy, gdzie w 1985 roku trafiłem na obóz Brązowych Sznurów dwa dni przed zainstalowaniem się w Baranówce, do której przedzierałem się rzeką pod prąd).


W kwietniu 2005 roku podjęliśmy z Cypkiem próbę dotarcia do bazy w Baranówce, licząc na łatwy sukces – w końcu wystarczy wejść do lasu od strony pola, po którym przed laty buszowały kombajny. Weszliśmy, połaziliśmy po lesie i dziwnych wąwozach rzeki Baudy, nic nie znaleźliśmy i jak niepyszni pojechaliśmy do Fromborka spotkać się z Panem Ogórkiem, czyli słynnym pomnikiem.


Dziesięć lat nie dawała nam ta sprawa spokoju i w końcu dziś dopięliśmy swego. Żadnego włażenia przez las, poszukaliśmy drogi i wjechaliśmy samochodem kilkaset metrów w jesienny las.


Ponad dwie godziny łażenia po krzaczorach upewniło nas tylko w przekonaniu, że baza na pewno już nie istnieje i to od tak dawna, że wszystko zdążyło zarosnąć. Gdzie te rzadko zalesione miejsca, na których stały cztery podobozy? Gdzie polana z umywalniami? Gdzie plac po zadaszonej eternitem stołówce? Które ruiny to kuchnia, a które ruiny to magazyn?


Zaryzykujmy, że to miejsce po kuchni. Chyba że magazyn...


Zaryzykujmy, że tą przecinką (30 lat temu mocno błotnistą) obozy przychodziły na posiłki.


Zaryzykujmy, że w tym miejscu stacjonował obóz Chorągwi Gdańskiej, z którym w 1985 roku połączyliśmy swe niewielkie, jedenastoosobowe siły.


Jak przymknę oko i nie będę zbytnim szczególarzem, mogę przyjąć, że to te same brzozy, co 30 lat temu.


A może to przy tej brzozie robiliśmy to zdjęcie? Po jej koleżance został tylko ścięty pień...


Wątpliwości, że jesteśmy na miejscu dawnej bazy nie ma jednak żadnych.


Dzielnie się trzyma emalia po ćwierć wieku.


Jeśli wierzyć naszym ustaleniom, to w tym miejscu 30 lat temu była stołówka, a za nią zarośnięta już ścieżka prowadząca nad Baudę.


Czy można się dziwić, że jesteśmy zadowoleni ze swoich badań terenowych?


Jak się przez sto kilometrów wiezie gitary, to wypadałoby ich użyć. Na tę okoliczność mam swoje tłumaczenie „You've Got to Hide Your Love Away”. Cypka prawie słychać.


Wykonawszy zadanie, mogliśmy udać się do Fromborka na żurek w chlebie, do tej samej restauracji, co dziesięć la temu (30 lat temu chodziliśmy na lody obok wieży Wodnej lub na kremówki w kawiarence na dworcu PKP).


Zanim jednak żurek, obowiązki turystyczne. Obowiązkowo wieża Radziejowskiego z wahadłem Foucaulta.


Za jedyne 14 zł można się przekonać, że Ziemia wiruje wokół własnej osi.


Obowiązkowo spojrzenie na Frombork z tejże wieży.


Obowiązkowa fotka na wieży. Z kija, a jakże.


Do bazyliki archikatedralnej już nie weszliśmy, bo zamknięte... Jak chcesz zwiedzać, wstawaj wcześnie rano.


Spojrzenie na kanonie. Tu w 1987 roku stacjonowaliśmy na VI PZHS (dziękując Bogu i komendzie, że nas nie zesłała do Baranówki, bo mielibyśmy 3 km do miasta, czyli do centrum ekstatycznych wydarzeń).


Po drodze z wieży Radziejowskiego do restauracji spojrzenie na Pana Ogórka. Kocham ten pomnik i wszystko, co pod nim 31, 30, 28, 27, 26 i 10 lat temu robiłem.