niedziela, 14 marca 2010

Jak wieść gminna niesie...

Planując kwietniowy wyjazd na Podkarpacie, pomyślałem, że z przyjemnością odwiedzę te miejsca w Bieszczadach, w których stawałem już dwie-trzy dekady temu. Ze szczególną nostalgią myślę o tych lokalizacjach, w których odbyły się Polowe Zbiórki Harcerstwa Starszego.
Czym były PZHS-y, trudno wyjaśnić po latach komuś, kto tego nie widział. Niby zwykły harcerski zlot, jakich wiele. Ale wiek uczestników (15-20 lat, wówczas pion starszoharcerski to była młodzież ze szkół ponadpodstawowych) i ich liczba (nawet 15 tys.) tworzyły wybuchową mieszankę społeczno-socjologiczno-polityczno-obyczajową. Niektórzy mówili, że to harcerski Jarocin.
„Jak wieść gminna niesie, najłatwiej na PZHS-ie” napisał pewien nastoletni poeta, czyli ja.

1982, Tuczno (okolice Wałcza, Pojezierze Południowopomorskie)
Pierwsza, więc najbardziej obrośnięta mitami. Nie byłem, nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest. W tym czasie wchodziłem dopiero w wiek starszoharcerski i kilkaset kilometrów na południowy wschód składałem przyrzeczenie harcerskie na wierność socjalizmowi. Może by mnie tak ktoś, do cholery, zwolnił z tego przyrzeczenia?
Jednym z organizatorów była 155 Olsztyńska Starszoharcerska Drużyna Turystyczna „Swobodne Elektrony”. Skądś znam tę drużynę... Nie tylko z powodu (minionych) koligacji rodzinnych. Były także służbowe (również przebrzmiałe).
Zdjęcie z epoki zaczerpnięte z NK. Naczelnik ZHP hm. Ryszard Wosiński wizytuje uczestników zbiórki.


1983, Węgorzewo (jez. Święcajty)
Byłem bliski pojechania do Węgorzewa. Powstrzymała mnie poważna angina, jakiej nabawiłem się w sierpniu w Ustroniu. Codzienna dwukilometrowa droga w 30-stopniowym upale i kąpiel z lodowatej Wiśle musiała się tak zakończyć.
Wycinek prasowy chyba z harcerskich „Motywów”, również znaleziony na NK.


1984, Olchowiec (Bieszczady)
Moja pierwsza Polowa. Na zakończenie obozu Starszoharcerskiej Akcji Szkoleniowej w Baranówce koło Fromborka ruszyliśmy przez Gdynię w Bieszczady. Duża polana z Soliną w tle, las namiotów. Chyba 3,5 tys. uczestników. Byłem pod wrażeniem. Gościem był m.in. Marek Kotański.
Zdjęcie z epoki. Ja skromnie po prawej stronie.


1985, Grunwald
Zorganizowanie IV PZHS przez naszą własną chorągiew było dla mnie dużą radością, bo mogłem włączyć się do pracy. Pracowaliśmy przez dwa tygodnie kopiąc, stawiając namioty, przygotowując program. Nie wiem jak to się stało, ale zostałem mianowany komendantem jednego z biwaków. Ot, 1000 osób na jednego 17-letniego Harcerza Orlego. Więc patrzcie, jak dumnie prowadzę swój biwak I Zawisza Czarny na apel inaugurujący PZHS.


No i jeszcze Floriana Siwickiego mi tam na wizytację przysłali...
Zdjęcie ze Sztabu. Od lewej Dorota, Sabina, Jola, Jola, kuca Ania. Imion chłopaków nie zapamiętywałem z zasady :)


1986, Gdynia
Polanka Redłowska bardzo się zdziwiła, gdy pod koniec sierpnia zwaliło się na nią kilkanaście tysięcy harcerzy z namiotami.
Nasza drużyna pojawiła się jako pierwsza, dwa tygodnie przed imprezą. Aż się milicja zainteresowała. Włączyliśmy się w przygotowania, czyli pracę fizyczną. Każdy robi, co umie najlepiej.
Kolejne zdjęcie z NK. Przemarsz przy falochronie po apelu inauguracyjnym.


I cudownie odnalezione po latach zdjęcie z przemarszu 2 OMDH „Szarpie” na apel (a za nami 32 LDH „Takselki”). Kulę się z deszczu drugi z lewej.


1987, Frombork
To był chyba rekord frekwencyjny, jakieś 15 tys. uczestników, czyli z pięć razy tyle, ile mieszkańców miasta. Moje najciekawsze wspomnienie (autocenzura). Drugie osobiste wspomnienie to skonfiskowany komiks, jaki poczyniłem z archiwalnych zdjęć instruktorów z lat 60. No, laurka to nie była.


W 1988 roku PZHS nie było, bo mieliśmy Zlot Grunwaldzki z okazji 70-lecia ZHP. Tak, byłem 3 dni.

1989, Przemyśl
O roku ów... Właśnie wtedy w Przemyślu z radia w sklepie spożywczych dowiedziałem się, że premierem będzie Tadeusz Mazowiecki. A młodzież była bardzo zbuntowana. Naczelnik ZHP hm. Krzysztof Grzebyk łatwo nie miał w dyskusjach.
Zdjęcie cokolwiek sfatygowane:


Zdjęcie mniej sfatygowane, ale kolory na enerdowskich slajdach ORWO szału nie robią.


1990, Stebnik (Bieszczady)
Drugi bieszczadzki PZHS, czyli Stebnik. Tej wsi już wówczas nie było, ciekawe czy uda mi się trafić.
Mało pamiętam, bo wyjazd na ten PZHS był tylko elementem obozu, który zatarł wspomnienia. Ale jedną rzecz na pewno pamiętam. Wiele osób bulwersowała świeża wiadomość, że do szkół wprowadzona zostanie religia. Mnie to już nie dotyczyło...
Kolejne sfatygowane zdjęcie z własnego archiwum.


1991, Zubeńsko (Bieszczady)
Po roku znów w Bieszczadach. Jakoś nie mogę zlokalizować Zubeńska, ale Radek P. na pewno mi pomoże.
W wysokiej trawie przedstawiciele naszego hufca stanęli obok zbiórkowego establishmentu.


1992, Pająk (pod Częstochową)


Rok wcześniej byliśmy w Pająku na Zlocie 80-lecia Harcerstwa Polskiego, więc to miejsce było nam dobrze znane. Na przykład strzelnica sprawdzająca się w roli muszli koncertowej.


1993, Strączno (okolice Wałcza, Pojezierze Południowopomorskie)


Powrót do miejsca narodzin imprezy. Bardzo różnorodny program, szukanie różnych inspiracji. Zbiórka przeszła do historii z tego powodu, że prezydent Lech Wałęsa objął protektorat nad ZHP. Stara, przedwojenna tradycja.
W ramach różnorodności harcerze uczestniczą w obrzędzie religijnym z zupełnie innego kręgu kulturowego. Nie mam nic przeciwko, byle świadomie.

1994, Małecz (okolice Łodzi)
Mój przedostatni PZHS. Pojechaliśmy jakimś polonezem chyba. Druhowie z „Szarpii” wprowadzają w harcerstwie kapitalizm.


Znów rok przerwy, bo w 1995 roku mieliśmy Światowy Zlot w Zegrzu. Owszem, byłem.

1996, Wetlina (Bieszczady)
Nie byłem, od dwóch miesięcy miałem poważne obowiązki dyrektorskie. W samochody wówczas jeszcze nie wierzyłem, więc nie miałem czasu, by się tłuc na drugi koniec Polski.
Znów musiałem pożyczyć fotkę z NK.


1997, Perkoz (pod Olsztynkiem)
Mój ostatni PZHS. Blisko było, grzech było nie wpaść. Szykowałem się akurat do wyjazdu do Indii i szpanowałem biorąc do każdego posiłku arechin (branie trzeba zacząć tydzień przed wyjazdem).
To już nie były czasy masowych PZHS-ów, więc te 2 tysiące uczestników spokojnie się zmieściło wokół ośrodka. I nie wypili jeziora.


1998, Jeżów Sudecki (okolice Jeleniej Góry)
Na finał też się nie załapałem. Wiadomo, kierat w pracy. Nie, żebym w ogóle nie jeździł nigdzie. Akurat tego lata spędziłem przecież dwa tygodnie na obozie w Marksobach. Ale to zupełnie inna historia.
Siłą rzeczy zdjęcie zapożyczone z nieocenionej NK. Chyba widać, że mamy tam harcerskie lotnisko.


Czemu impreza nie była kontynuowana? Raz pieniądze. Dwa harcerze starsi przestali dominować w harcerstwie. Uboczny skutek reformy oświatowej Buzka.