sobota, 9 sierpnia 2008

Oni sobie poszli już

Wspaniałe kompozycje plus dobre rzemiosło równa się udany koncert. To najkrótsza recenzja zakończonego godzinę temu koncertu Piotr Nalepa Breakout Tour, wygłoszona przez moją żonę gdzieś pomiędzy stekiem po sułtańsku a polędwicą churrasco. Granie do kotleta ma kolosalną przyszłość. Podobnie jak International Bohema Jazz Festival.
Bez złośliwości – to był bardzo udany koncert. Nie przerywając konsumpcji udało się nam coś nagrać:

"Co się stało kwiatom"


"Rzeka dzieciństwa"


"Do kogo idziesz"


"Takie moje miasto jest"


"Nocą puka ktoś"


"Usta me ogrzej"


"Poszłabym za tobą"


"Oni zaraz przyjdą tu"


"Modlitwa"


"Daję ci próg"


"Na drugim brzegu tęczy"


"Gdybyś kochał, hej"


"W co mam wierzyć"


"Przyszła do mnie bieda"


"Pomaluj moje sny"


Całość firmuje oczywiście genetycznie obciążony Piotr Nalepa (gitara), a towarzyszy mu krakowski zespół Nie-Bo w składzie: Robert Lubera (gitara, śpiew, harmonijka ustna), Piotr Wojtanowski (bas, śpiew), Krzysztof Krupa (perkusja), Michał Jurkiewicz (organy hammonda, śpiew) oraz Jean Lubera (śpiew). Nie wiedziałem, że Jean to również żeńskie imię, człowiek uczy się całe życie...

Projekt Piotr Nalepa Breakout Tour wystartował po 19 czerwca 2007 roku, kiedy w Rzeszowie odbył się koncert poświęcony pamięci Miry Kubasińskiej i Tadeusza Nalepy, na którym Piotr Nalepa zapoznał się z zespołem Nie-Bo. Zapotrzebowanie na muzykę Breakoutów jest bardzo duże, skoro słyszałem Nalepę juniora (ale nie widziałem) w wigierskim klasztorze 1 maja 2008 roku. Swoją drogą ciekawe miejsce na koncert (nawet biorąc pod uwagę, że klasztoru już tam nie ma).


A teraz mała podróż w czasie. Najpierw scena z filmu „Sztos”. Rzecz dzieje się w restauracji „Baron” w latach 70. Ok. 2 minuty 20 sekundy Janusz Stokłosa gra „Pomaluj moje sny”:


Granie do kotleta było doświadczeniem Tadeusza Nalepy z początku kariery. Po latach wykpił to w piosence „Po ten księżyc złoty”:


Tadeusza Nalepę widziałem na koncercie dwa razy w 1994 roku na III Olsztyńskich Nocach Bluesowych. Trzeba przyznać, że nie był w szczytowej formie, prawdopodobnie z powodów zdrowotnych, do tego dołożyły się kłopoty organizacyjne. Ale i tak przeżycie niezapomniane.
Fragmenty mojej relacji prasowej z lipca 1994 roku, najpierw o tzw. przygrywce Nocy Bluesowych:

Mistrz z cudzym wiosłem
W sobotę na zamkowym międzymurzu odbyła się przygrywka III Olsztyńskich Nocy Bluesowych. Wznowiona po dziesięciu latach impreza zapowiada się interesująco pod względem artystycznym. Oby również organizacyjnym...
(...) Mistrz nie wiedział, że ma zagrać tego wieczora. Co więcej - stanowczo odmawiał wzięcia gitary do ręki. (...) Ostatecznie z Hot Water zagrał i Tadeusz Nalepa (choć z wyraźną niechęcią i nie na swoim „wiośle” czyli gitarze), i przybyły trochę później Ścierański. Nalepa wykonał trzy utwory, wśród nich najbardziej oczekiwane przez publiczność „Kiedy byłem małym chłopcem” („Tadziu, a-moll” - ktoś życzliwie podpowiadał) i o wiele lepiej dziś brzmiące „Oni zaraz przyjdą tu”.

16.07.1994

A teraz fragment o koncercie, jaki odbył się tydzień później czyli 22 lipca 1994 roku w „Uranii”:

Nie jestem bluesmanem
Wydarzeniem pierwszego dnia i całego festiwalu miał być wspólny występ Tadeusza Nalepy i Michała Urbaniaka. Miał być, ale nie był. Urbaniak większość występu zajmował się naprawą swej przystawki do skrzypiec, właściwie nie pograł. Jedyne dłuższe solo zagrał w „Gdybym był wichrem”. Nalepa sprawiał wrażenie zmęczonego i niechętnego całemu temu zamieszaniu. Dał szybki bis i... pojechał spać do hotelu. Nie pojawił się w ogóle na jam session. Podobno muzycy bluesowi grają z wiekiem coraz lepiej, ale sam Nalepa przyznał na konferencji prasowej na tydzień przed imprezą – „Nie jestem bluesmanem”...
22.07.1994