poniedziałek, 6 lipca 2009

Czujemy się lepiej niż Jan Hus

Niedawna powódź w Czechach nie zniechęciła mnie bynajmniej do zaplanowanej na wrzesień podróży do tego kraju. Z moich dotychczasowych doświadczeń z Czechami wnioskuję, że śladu po powodzi nie zobaczę. Zresztą nie po to sobie jeżdżę tu i tam. Gdy w maju tego roku byłem kilka godzin w Kamieniu Pomorskim, poczułem nawet pewien niesmak, że mógłbym w ogóle rozglądać się za pogorzeliskiem sprzed trzech tygodni...
Mając w perspektywie „tour de Bohême” nadstawiam ucho na wszystko, co związane z Czechami. 594 lat temu w niemieckiej Konstancji spłonął na stosie czeski reformator Jan Hus. Ze wstydem przyznaję, że wprawdzie byłem w Konstancji, ale czasu starczyło tylko na krótki spacer nad Jeziorem Bodeńskim i wizytę w supermarkecie.
Religijna działalność Husa to jedna rzecz (za nią poszedł na stos), ale dla Czechów, zwłaszcza współczesnych, jest on przede wszystkim działaczem narodowym i reformatorem języka czeskiego (słownictwo, alfabet, fleksja). Kto wie, gdyby nie Hus, być może bracia Czesi mówiliby po niemiecku... A może i niektóre inne słowiańskie narody miałyby problemy ze swoimi językami, bo na reformie językowej Husa skorzystali i Chorwaci, i Słoweńcy, i po części Polacy.

W 500. rocznicę śmierci Husa na praskim Rynku Staromiejskim stanął pomnik autorstwa Ladislava Šalouna. Tak go zastałem w 2000 roku:


Cztery lata później wyglądał tak samo:

Tylko ja byłem już inny...

Hus nadal inspiruje Czechów. Zespół Monkey Business oznajmił w 2003 roku, że „We Feel Better Than Jan Hus”: