wtorek, 30 stycznia 2018

Od Niemena do Zalefa

Najwyższa była pora zawiesić Pana Czesława po przeprowadzce. Okazje ku temu były dwie. Ja przytargałem do domu przyklejane gwoździe, żona przyniosła świeżo zakupioną płytę „Zalewski śpiewa Niemena”. W związku z taką koincydencją nie pozostało nic innego, jak wyciągnąć zafoliowanego od 6 tygodni Niemena. Więc Krzysztof Zalewski śpiewał z płyty, a gdy nam było mało, to i z You Tube’a, ja wieszałem obraz Marioli, a żona fotografowała.


Nie wiem jak sprawdzi się przyklejany gwóźdź, ale płyta jest świetna. Oczywiście nie ma pewności, że pokochałbym ją tak samo od pierwszego przesłuchania, gdyby to nie były utwory Czesława Niemena. Ale nie posądzajcie mnie o mamonizm. Nie w tym momencie. Mamy tu dojrzałego wokalistę, fantastyczny zespół, intrygujące staroświecko-nowoczesne aranżacje, czujny chór sióstr Przybysz, no i niebanalny wybór repertuaru. Dziękuję, że nie ma tu takich zajechanych na śmierć piosenek, jak „Wspomnienie”, „Sen o Warszawie” czy „Pod Papugami”. Są za to takie, których z pamięci nie wymieniłbym spontanicznie nawet ja, wielki fan Niemena. Nie przyznam się, o które chodzi, bo nie będę się wystawiał na pośmiewisko jeszcze większych miłośników Czesława.

1. „Doloniedola”. Już pierwszy utwór wyjaśnia nam, że to nie będzie płyta w poetyce programu „Jaka to melodia”. Piosenka z ostatniego albumu Niemena „spodchmurykapelusza”. Z trudnym i gorzkim tekstem, niefestiwalowym.

z wielkich karier małe nic
gdy epigoni pysznią się paradnie

2. „Przyjdź w taką noc”. Słusznie to nagranie stało się już przebojem. Mam ochotę otworzyć drzwi i potańczyć na naszym kilkudziesięciometrowym korytarzu...

3. „Dziwny jest ten świat”. Co to jest synkopa? Jan Ptaszyn Wróblewski wyjaśnił kiedyś, że synkopa jest wówczas, gdy słuchaczom wydaje się, że orkiestra zwalnia, a ona rzeczywiście zwalnia. Za to kocham tę wersję.

4. „Status mego ja” z płyty „Terra Deflorata”, która w 1989 roku przeszła zupełnie niezauważona, w końcu były ważniejsze sprawy na tym łez padole. Myśmy obalali komunę, a Niemen taki jakiś niewesoły... Na podstawie różnych wypowiedzi Zalewskiego mogę mieć pewność, że wie, o czym śpiewa.

ja nie podpisany z lewej ani prawej
uprzejmie nie proszę, zażaleń nie wnoszę

5. „Począwszy od Kaina”. Jeszcze jedna „Terra Deflorata”. Jeśli gdzieś Zalef brzmi jak Niemen, to w niektórych momentach tego utworu. Zaleta to czy wada? Jeśli tylko w niektórych, to zaleta, jak najbardziej.

6. „Kwiaty ojczyste”. Można kochać ojczyznę i nie być z jedynie słusznej partii patriotów? Można. Piękny tekst, piękna melodia i piękne wykonanie. Siostry Przybysz miały tu nie mniej trudne zadanie od Krzysztofa, bo musiały zmierzyć się z legendą Alibabek. Mnie przekonały.

7. „Jednego serca”. I jeszcze jeden fragment z „Enigmatic”. Już sobie poczytałem w internecie, że Zalef nie krzyczy tak samo jak Niemen, więc mógłby sobie darować. Ktoś mógłby sobie darować komentarze...

8. „Pielgrzym” z płyty „Niemen Aerolit”, w pierwszej trójce moich ulubionych albumów Czesława Niemena. A na płycie Zalefa mój ulubiony moment. Historia chyba zatoczyła koło... Swego czasu Chemical Brothers pożyczyli fragment „Pielgrzyma” do swego utworu „The Test”. A tutaj wyczuwam delikatną nutę „Galvanize” z płyty „Push the Button” Chemicznych Braci.

9. „Spojrzenie za siebie”. Tym sposobem „Terra Deflorata” stała się najliczniej reprezentowana na płycie Zalewskiego. Świetnie, dzięki temu ta najmniej znana ludożerce twórczość Niemena zyska na popularności. A to jeszcze nie koniec, jeśli chodzi o tę płytę…

10. „Domek bez adresu”. Najlżejsza treściowo piosenka na płycie. Nie samą wielką poezją żyje człowiek.

11. „Outro”. To dzieło Jerzego Zagórskiego zainspirowane utworem „Blue Community” z rozszerzonej kompaktowej wersji płyty „Terra Deflorata”. Nowoczesność w domu i zagrodzie :)

Potem następują jeszcze trzy wersje koncertowe („Dziwny jest ten świat”, „Począwszy od Kaina” i „Status mojego ja”), z czego wynikają dwie rzeczy:
- płyta nie tylko mnie wydała się za krótka, więc należało ją jeszcze wydłużyć choćby w ten sposób (nie będę marudził, że na „Czerwonym Albumie” czy „Marionetkach” też jest sporo niezbyt znanych szeroko, a genialnych utworów),
- koncertowe wersje w niczym nie ustępują studyjnym (tym bardziej, że podobno płyta nagrana została na setkę), więc rozglądajcie się za koncertami Zalefa, bo lepszych wersji Niemena raczej obecnie nie usłyszycie, z całym szacunkiem dla Stanisława Soyki czy Janusza Radka…

Jeszcze słówko o pomysłowej okładce. Zastosowana w niej trójwymiarowość ma w końcu sens, a nie jak w wielu przypadkach służy samemu efektowi.