sobota, 7 lipca 2018

Piernik nieskonsumowany

Ćwierć wieku temu królem życia w Olsztynie był facet, który w DH Jakub sprzedawał kasety magnetofonowe. I w tym jego królestwie zaobserwowałem taką scenkę – wchodzi człowiek, pyta o jakiś niszowy zespół, najwyraźniej z przekonaniem, że zaskoczy Kasetowego Króla Życia, a resztę kolejki rzuci na kolana swą erudycją muzyczną, a złotówki nie wyda. Niestety, KKŻ wyciąga z tylnej półki niszową kasetę niszowego zespołu, a erudyta mówi: „A to nie, dziękuję” i wychodzi.
Takie skojarzenie pojawiło mi się w głowie, gdy wracając z wiadomej pracy skręciłem w Biskupcu w lewo, czyli do domu, a nie w prawo, czyli do Przerwanek, po tym, gdy zostałem telefonicznie odwiedziony od planów wyruszenia na Dzień Piernika, bo nikt (lub też zupełnie prawie nikt) nie pojawił się na nim, mimo szumnych i entuzjastycznych zapowiedzi, z achami i ochami włącznie. Do złotych myśli organizatora dołączmy więc i tę, że póki nie zobaczysz uczestników na imprezie, nie możesz nazwać ich uczestnikami, a co najwyżej piewcami achów i ochów.


Różne imprezy się w harcerstwie przeżyło. Takie również, nihil novi.