sobota, 24 lipca 2010

Zabijałem do piątej rano

Ostatni swój obóz harcerski zaliczyłem osiem lat temu. W historii hufca ZHP „Rodło” to cała epoka. Żeby całkiem nie oderwać się od rzeczywistości zajechałem wczoraj wieczorem do Przerwanek. Noc spędziłem na z góry skazanej na porażkę walce z komarami. Technika „koc + ręcznik na głowie” może by się i sprawdziła, gdyby było ze 30 stopni mniej. Ręcznik bardziej sprawdzał w roli broni zamachowej. Zasnąłem o piątej rano.

Obóz dobrze zamaskowany. Świetlica wystawiona na wabia.


Kiedyś musiała wystarczyć żerdka.


Drugi kalosz jest zapewne na śniadaniu. Tzn. na nodze.


Kto powiedział, że wszystkie przedmioty muszą mieć praktyczne przeznaczenie?


Ostatnia deska ratunku wartownika, który z nudów przeczyta wszystko.


Dobry wartownik to niewidoczny wartownik.