środa, 17 sierpnia 2011

Goran, do boju!

Biletów na olsztyński koncert Gorana Bregovicia nie było już od wielu tygodni. Widzowie, którzy zasiedli w środę w Amfiteatrze im. Czesława Niemena, mogli więc czuć się prawdziwymi szczęściarzami.



W końcu nie co dzień przyjeżdża do Olsztyna gwiazda światowego, nie bójmy się tego powiedzieć, formatu. Tym bardziej szkoda, że nie mamy w stolicy województwa sali koncertowej na kilka tysięcy osób. Wypełniłaby się bez problemu.


Bregović zagrał wszystko to, na co czekała olsztyńska publiczność. Począwszy od otwierającego koncert „Gas, Gas, Gas”, przez wielkie przeboje znane w Polsce z płyty „Kayah i Bregović”, a skończywszy na „Kalashnikovie”. Była też znana piosenka „In The Death Car” z filmu „Arizona Dream”, jedyna tego wieczoru, którą Goran zaśpiewał samodzielnie, akompaniując sobie na gitarze. W większości piosenek wspierała go ośmioosobowa Orkiestra Weselno-Pogrzebowa, w składzie z typowo bałkańską sekcją instrumentów dętych.


Olsztyńska publiczność szybko dała się wciągnąć do zabawy. Włączyła się do śpiewania m.in. w utworach „Śpij kochanie, śpij” i „Prawy do lewego”, w których refreny Bregović podśpiewywał po polsku. Oprócz serbsko-chorwackiego, polskiego i angielskiego w amfiteatrze zabrzmiał jeszcze język włoski, w partyzanckiej piosence „Bella ciao”. Wątki militarne pojawiły się zresztą kilkakrotnie, np. w piosence o artylerzyście:
Ja sam ja, Jeremija, prezivam se Krstic
Selo mi je toponica, drvena mi dvokolica,
Sluzio sam stalni kadar, artiljerija.


A przed „Kalashnikovem” Goran zachęcał „Do boju!”. Jak rozumiem chodzi o militarne podboje erotyczne? E, to już niejaki Ciechowski wymyślił...
Przed Bregoviciem zagrał olsztyński Enej, który część repertuaru wykonuje po ukraińsku, czyli mieliśmy tego dnia piosenki w pięciu językach (a gdyby policzyć serbsko-chorwacki jako dwa, to byłoby w sumie sześć...). Jego występ podglądali z zainteresowaniem z tyłu sceny członkowie Orkiestry Weselno-Pogrzebowej. Potem nastąpiła zresztą zamiana ról – Enej przyglądał się z widowni występowi Bregovicia...


Kącik księgowego, czyli biletów nie było od dawna, ale ja przezornie zadbałem:

Kącik „Świata Młodych”, czyli jak mogłem i pewnie widziałem Bijelo Dugme 3 lipca 1976 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz