sobota, 6 sierpnia 2011

Jest wiele możliwości zainteresowania

Ruszyłem na wschód. Bardzo bliski wschód. Najważniejsze, to mieć wiele wariantów (tylko nie, na litość Boską, alternatyw). Naprawdę bardzo bliski wschód to były najpierw okolice Giżycka.


Mógłbym tu sobie popływać żaglówką...


...pohałasować na motorówce...


...ale nie, wybrałem rower wodny. Było tym łatwiej, że akurat rower był dostępny.

Potem mogłem wybrać Kartoflaka w Szczytnie, ale nie, zdecydowałem się na kulturę wysoką, czyli Turnaua w Praniu.


Jak się okazało zwolenników tego wariantu było bardzo dużo. Mam pytanie – czy to obstawione samochodami miejsce to słynna samotnia Gałczyńskiego?


Całość:


Człowiekowi zawsze mało i wprawdzie znów na horyzoncie pojawiło się Szczytno, ale przecież nie pojadę na koncert Leszczy, gdy w Piszu mogę wybrać koncert Maleńczuka. No to wybrałem.


Całość:


Na finał zawsze musi być coś. Poprzednio wracając nocą z koncertów w Reszlu wzięliśmy na stopa nawiedzonego pielgrzyma, co to pieszo maszerował sobie ze Świętej Lipki nie wiedzieć gdzie... Dziś w nocy spotkaliśmy grupę Krzyżaków, powracających z II zmiany do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz