wtorek, 1 maja 2012

Którędy na Grunwald?

To mało odkrywcze pytanie nie z mych ust dziś padło. Wypowiedział je facet, który podobnie jak ja minął zjazd na Grunwald z remontowanej niemiłosiernie (ale dla naszego dobra przecież) siódemki. Zapytany o to facet na stacji benzynowej wzruszył ze znudzenia ramionami, bo to pytanie znał już na pamięć. Wobec mnie był milszy, bo tankowałem. Zanim jednak trafiliśmy w końcu w niewidoczny zjazd na Pola Grunwaldzkie, poszliśmy do kościoła.


Kościół ewangelicki z Rychnowa na Mazurach wybudowany w latach 1712-1714, dziś stoi w olsztyneckim skansenie. Pierwszy raz trafiłem do środka tego kościółka, byłem naprawdę pod wrażeniem.


Były i inne atrakcje, m.in. niezły kwas, prawie jak u babci:


I zespoły ludowe, np. Śparogi z Olsztynka. Mnie wcale nie drażniło, że występują z gitarą basową, ale tu z małżonką mieliśmy zdania podzielone. Pieśń z okolic Jarosławia, bo mają repertuar również z Rzeszowszczyzny:


No więc po kilkukrotnym objeździe „siódemki” udało się w końcu trafić na Grunwald:


A tam widowiskowe zawody w łucznictwie konnym:


Nie wiem, jak wynik zawodów, ale żona ogłosiła zwycięstwo: