czwartek, 4 września 2008

Gdzie drwa rąbią, tam woda się leje

Westkapelle leży w Zelandii, w gminie Veere. Znajduje się na zachodnim krańcu wyspy Walcheren, niemalże cyplu, w związku z tym z trzech stron otoczone jest morzem. Liczy niecałe 3 tys. mieszkańców. Dziś jest częścią gminy Veere, ale do 1997 roku było samodzielną jednostką samorządową.


Zanim brytyjska armia przystąpiła do wyzwalania holenderskiego Westkapelle, 2 października 1944 roku wysadziła groblę oddzielającą miasto od Morza Północnego. 180 mieszkańców zginęło od bomb i wody, a miejscowość prawie została zniesiona z powierzchni ziemi. Gdy 1 listopada wylądował desant, w okolicy zostało sześć osób, reszta się ewakuowała. Wyrwa w grobli pozostawała aż do października następnego roku. Pamiątką po czasie, gdy nie było ochrony przed morzem, jest jezioro, które wtedy powstało. Drugą pamiątką po desancie z 1944 roku jest czołg Sherman M4, który zdobi dziś groblę.


W Westkapelle są dwie, ciągle czynne, latarnie morskie. Jedna wyższa, zaś druga (to zaskoczenie) niższa.


Wyższa, 52 metry, jest zdecydowania starsza. Pochodzi z lat 1458-1470, jest ceglana. Jej światło widać na 28 mil morskich. Stoi na końcu miejscowości.


Druga stoi na grobli. Powstała w 1875 roku, wykonano ją z żeliwa. Ma zaledwie 16 m wysokości i sięga światłem na 13 mil morskich.


A w środku tego wszystkiego wiatrak Noorman z 1852 roku. Ale chyba nie świeci.