środa, 5 listopada 2014

Kiedy będę dużym chłopcem

Od lat pojawia się pytanie o przyszłość rocka. Odpowiedź jest banalnie prosta. Przyszłość rocka to covery. Najlepsze numery zostały już napisane na przełomie lat 60. i 70 i teraz możemy je już tylko (aż!) odtwarzać. Zupełnie tak, jak dziś odtwarza się Bacha czy Mozarta. Za 10-20 lat odejdą ostatni oryginalni twórcy związani z epoką prawdziwego rock and rolla i będziemy chodzić na koncerty muzyki pod szyldem Rock Antiqua. Jak słusznie zauważył dziś na koncercie Robert Lubera, trudno współcześnie znaleźć piosenki, których będziemy chcieli słuchać za 40 lat.


Piotr Nalepa Breakout Tour, czyli zespół Nie-Bo wsparty przez Piotra Nalepę, jeździ po Polsce od siedmiu lat i niech jeździ jeszcze z muzyką Tadeusza Nalepy i tekstami Bogdana Loebla (nie zapominając o Franciszku Walickim) lat siedemdziesiąt.


Niech Żaneta Lubera twórczo interpretuje Mirę Kubasińską, póki ma w głosie Wielki Ogień.


Moja teoria o coverowej przyszłości rocka ma jeden słaby moment. Nikomu nie wypominając wieku – na widowni zasiadło pokolenie Tadeusza i Miry. Kto będzie słuchał tej muzyki za wspomniane 10-20 lat? Na szczęście wiadomo, kto będzie grał. Np. Daniel Kapustka, perkusista w wieku, jak bezceremonialnie zdradził Robert Lubera, wnuczki Tadeusza Nalepy.


Póki co, dzisiejszego wieczora folgowaliśmy szczątkom swojej młodości. Bezlitosna publiczność wymusiła nie jeden, nie dwa i nie trzy bisy. Muzycy aż czterokrotnie musieli wracać na gościnną scenę Galerii Sowa.


O ile nie przegapiłem, to poprzednio Piotr Nalepa Breakout Tour gościł w Olsztynie w 2008 roku. Natomiast 20 lat temu w tym samym miejscu, które wówczas nazywało się OKOP, widziałem Tadeusza Nalepę, którego występ przebiegał pod znakiem trudności organizacyjnych.

Dziś wszystko zagrało jak trzeba: