środa, 1 października 1997

Udupi Vegetarian

Zatruć można się wszędzie. I w domu, i w bufecie, i w Indiach. Przyjmując, że skutki są podobne, chyba najlepiej ulec bakteriom w Indiach. Zawsze to jakaś przygoda :)
W czasie półtoramiesięcznego pobytu w Indiach i Nepalu miałem dwie trudne sytuacje gastryczne. Jedną w Bombaju i drugą na Goa. Obie związane z restauracjami wegetariańskimi. Nie, żebym się zaraz uprzedzał, ale dobrze wysmażone mięso raczej nie powoduje takich sensacji...
Pierwsza akcja zaczęła się od 38-godzinnej podróży pociągiem z Gorakhpur (kilkadziesiąt kilometrów od granicy nepalsko-indyjskiej) do Bombaju czyli na drugim końcu indyjskiego subkontynentu.


W czasie tak długiej podróży można i trzeba podziwiać widoki, ale wszystko się w końcu nudzi. Na szczęście zawsze można zagrać w karty. Na zdjęciu widać dwie trzecie naszego kolejowego menu: wodę (z obowiązkowym napisem „Free bacteria”) oraz chleb tostowy. Na fotkę nie załapało się danie główne czyli dżem.


Po przyjeździe do Bombaju organizujemy transport autobusowy na odległe o 600 km Goa. Mamy kilka godzin do odjazdu, więc zarządzamy krótkie zwiedzanie, planując poświęcić na Bombaj więcej czasu w drodze powrotnej za tydzień. Nic z tych planów nie wyjdzie, ale to zupełnie inna historia.
Na zdjęciu negocjacje z taksówkarzem. Stoimy przed biurem podróży, w którym kupiliśmy bilety na Goa. Gdzieś obok jest wegetariańska restauracja, w której zjadłem 3 smażone jajka. Jak się za chwilę okaże, chyba nie były wystarczająco wysmażone...


Taksówkową przejażdżkę po Bombaju zaczynamy od Gateway of India (nie mylić z Gate of India w Delhi). Miejsce-symbol. Łuk powstał w latach 1915-1924 i upamiętnił wizytę króla Jerzego V. To tu podobno przybył na ziemię indyjską pierwszy Anglik i, co jest faktem, a nie legendą, w tym miejscu w lutym 1948 roku opuścił Indie ostatni brytyjski żołnierz, po tym, jak w 1947 roku Indie uzyskały niepodległość.


Na przeciwko Gateway Of India stoi nie mniej słynny hotel Taj Mahal. Gości przyjmuje od 16 grudnia 1903 roku, a miał ich nie byle jakich, że wymienię tylko Beatlesów, Micka Jagera, Billa Clintona czy Elvisa Presleya. Hotel wybudował Jamshedji Nusserwanji Tata (1839-1904) czyli założyciel Grupy Tata, obecnie jednego z największych światowych koncernów przemysłowych.


Potem próbowaliśmy się dostać do bombajskiego portu, ale nas nie wpuścili, więc taksówkarz zawiózł nas do pobliskiego ogrodu, który miał nas urzec fantazyjnie przyciętymi krzewami.


Niektórych może i urzekł, ale mnie zajmowało już zupełnie co innego - zaczynam zwracać poranny posiłek. Moja mina mówi wszystko...
Wracamy do biura, bo już niedługo odjeżdża nasz autobus na Goa. Po drodze zanieczyszczam efektownie taksówkę, w akcie desperacji finiszuję przez otwarte okno. Taksówka w końcu dociera na miejsce, ja nadal mam torsje, ale nie przeszkadza to zupełnie żebrakom, którzy otaczają mnie wianuszkiem...


A na deser, że tak powiem, była tydzień później restauracja wegetariańska w Calangute na Goa. W restauracji obowiązywały różne zasady, m.in. zakaz dzielenia się posiłkami. Było smacznie, zjadłem pizzę z papryką. Po paru godzinach, już w naszym hoteliku oddałem i paprykę, i całą resztę. Znawcy orzekli, że papryka przykleiła mi się do żołądka... A ja swoje wiem – jak restauracja zapowiada, że udupi wegetarian, to nie rzuca słów na wiatr :)