środa, 13 września 2006

10 tysięcy złotych na godzinę

Jako że Jacek Kaczmarski jest dobry na wszystko, znów skorzystam na wstępie z jego twórczości:

Luźno w knajpach i na trasach
I w „Kasprowym” znów kultura.
Choć raz w życiu wczasy klasa,
Jak nie w Polsce, jak nie w górach!


O czym mowa? Jacek Kaczmarski opisując w ironicznej piosence „Świadectwo” rzeczywistość przełomu 1981/1982 roku, zachwyca się, że w Zakopanem nie ma tłumów. Wcale mu się nie dziwię... Byłem w Zakopanem dwa razy (1997/8 oraz 2006) i chyba już mi się nie chce tam wracać.
Naprawdę zastanawia mnie czemu ludzie pędzą do Zakopanego i w okolice, skoro pół godziny samochodem dalej są słowackie Tatry – większe, tańsze, czystsze, z lepszą infrastrukturą turystyczną, a jednocześnie bardziej dzikie i żeby postawić kropkę nad „i” – z mniejszą liczbą turystów, którzy nie muszą tłoczyć się w malutkich polskich Tatrach, bo mają do dyspozycji z jedną trzecią Słowacji.


Jedną z piękniejszych części Tatr Zachodnich po słowackiej stronie jest Dolina Rohacza (Roháčska dolina). Bierze swą nazwę od Rohackiego Potoku (Roháčsky potok). Jednym z dopływów tej górskiej rzeki jest Spadowy Potok, którego główną atrakcją są Rohackie Wodospady (Roháčsky vodopád), cel naszej wędrówki we wrześniu 2006 roku.


Po II wojnie światowej przez Dolinę puszczono asfaltową drogę, na szczęście po pewnym czasie została zamknięta. Dziś samochód trzeba (i słusznie) zostawić na dużym płatnym parkingu, a dalej pieszo lub na rowerze.


Rohackie Wodospady nie leżą bezpośrednio w Dolinie Rohacza, a w jej odgałęzieniu czyli Dolinie Spalonej (Spálená dolina), która nazwa zawdzięcza górze Spalona Kopa (Spálená, 2083 m n.p.m.).


Strudzonemu godzinnym podejściem wędrowcowi łatwo przeoczyć wodospad, bo trzeba zejść ścieżką 100 w bok od głównego szlaku. Nam też to się zdarzyło i w pierwszej chwili za właściwy wodospad wzięliśmy jego dolną, mniej efektowną część. Rozczarowanie było blisko, na szczęście żona poszła za zakręt :)


Są dwa Rohackie Wodospady, ale oczywiście liczy się tylko ten większy, leżący wyżej, na wysokości 1340 m n.p.m. Woda spada w dół z wysokości 23 m. To jedynie 50 razy mniej niż ma największy na świecie wodospad Salto del Angel w Wenezueli (kilometr wysokości).


W każdej sekundzie spada tu od 500 do 1200 litrów wody. Nie wiem, po ile jest woda pitna na Słowacji, ale w Olsztynie metr sześcienny kosztuje 2,3 zł. W szczytowej formie Rohacki Wodospad spuszcza więc każdej godziny wodę o wartości prawie 10 tys. złotych. Spójrzcie, jak wygląda 33 złotych w płynie:


I na koniec materiał dowodowy: