poniedziałek, 15 września 1997

Marchewka też chce żyć, czyli odcinek (nie) wegetariański

Jest późny wieczór, więc zakładam, że wszyscy są po kolacji. Bez zbędnych wstępów zapraszam zatem do sklepu mięsnego w Katmandu.


Nepalski mięsny początkowo mnie nawet lekko brzydził. Z perspektywy czasu czuję jednak, że uległem niepotrzebnemu uprzedzeniu. Skoro marchewka może sobie leżeć na podłodze, to czemu nie może tam spocząć na chwilę przed sprzedażą kawałek baraniny? Przecież baraninka będzie duszona, smażona, pieczona, gotowana. A marchewkę ten i ów schrupie na surowo.