piątek, 13 maja 2011

Kiełbaski z niebieskiej nyski

Wawel? Sukiennice? Kopiec Kościuszki? Owszem, można zobaczyć. Ale prawdziwy Kraków to kiełbasa pieczona na wolnym ogniu, pszenna fantazyjnie zakręcona bułka, plaśnięty z pojemnika kleks musztardy i papierowa tacka rzucona niedbale na przenośny stół! I to wszystko za jedyne 8 złotych.


Kiełbaski z niebieskiej nyski to krakowska instytucja z dwudziestoletnią tradycją. Wprawdzie dwadzieścia lat to w krakowskiej skali tyle, co nic, ale chylę głowę przed dwoma facetami, którzy co noc stają z niebieską nyską pod Halą Targową przy ul. Grzegórzeckiej. Od godz. 20.00 do 3.00 nad ranem pieką kiełbaski ku uciesze głodomorów ze wszystkich grup społecznych.
Na facebookowym profilu KzNN jest zdjęcie, na którym ze swoją kiełbaską na papierowej tacce dumnie kroczy Nigel Kennedy. To jest prawdziwe połączenie tradycji z nowoczesnością – nostalgiczne, niemalże CK kiełbaski na profilu społecznościowym. Kwintesencja Krakowa.


Filmik z wizji lokalnej trzynastego w piątek ostatniego dnia krakowskich swawoli. Niestety, żaden znany skrzypek przed nami nie stanął. Ani za nami.