środa, 24 września 1997

Rybi ogon prosto z łóżka

Człowiek budzi się rano, nie wstając z łóżka odsłania firankę, a za oknem widok na Annapurnę IV i Machhapuchhare.


Nie jestem wielkim miłośnikiem gór, szczególnie chodzenia po nich, ale i na mnie przecież musiały zrobić wrażenie Himalaje.


Do Pokhary przyjechaliśmy z Katmandu, które leży wprawdzie bardzo blisko Mont Everestu, ale zupełnie tego ze stolicy Nepalu nie widać. Co innego w Dolinie Pokhary. Wystarczy skierować wzrok na północ, by zobaczyć potęgę Himalajów.


Siedmio- i ośmiotysięczniki oddalone są o kilkadziesiąt kilometrów, ale pierwsze wrażenie jest takie, że niektórzy zastanawiali się, czy aby białe ściany na niebie to przypadkiem nie nisko idące chmury.


Pokhara to 200-tysięczne miasto, ale jest to miejsce z typu Nic Się Tu Nie Dzieje, zwłaszcza jak się mieszka w hotelu na dalekich przedmieściach. Nie dla miasta tam przecież jednak przyjechaliśmy, ale żeby stanąć twarzą w twarz z Himalajami. Na stanięcie oko w oko nie mieliśmy czasu i pewnie kondycji. Żeby podejść pod którąś z gór, trzeba by przeznaczyć kilkanaście dni na marsz. No cóż, skoro 14 lat temu nie zdecydowałem się na trekking, to tę przyjemność mam już raczej z głowy.


Piękny widok na góry jest z jeziora Fewa (Phewa Tal). O ile oczywiście nie przesłaniają chmury.


Spędziliśmy tam raptem trzy noce. W przeddzień wyjazdu w stronę Indii, był wtorek 23 września, kupiliśmy nepalską gazetę, by poznać wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych w Polsce (21.09.1997, zwycięstwo AWS). W „Kathmandu Post” znaleźliśmy małą notatkę o wynikach wyborów w Polsce. Zapoznawszy się z wynikami wyborów przy kawiarnianym stoliku tworzyliśmy różne warianty koalicji. Ciekawe, że w prasie nepalskiej była kilkakrotna informacja o tych wyborach i w ogóle pisało się o Europie. Hindusi byli chyba bardziej zapatrzeni w siebie – w gazetach w Indiach prawie wcale nie było wieści z zagranicy. Oczywiście to są refleksje z 1997 roku, od tego czasu wiele się pewnie zmieniło, świat jest coraz mocniej splątany siecią zależności. Kryzys euro nie może nie interesować Hindusów.


Ostatni poranek w Pokharze spędziliśmy na „achach” i „ochach” przy wschodzie słońca, które stopniowo oświetlało szczyty. Najpierw Annapurnę IV (7525 m n.p.m.)...


...potem Rybi Ogon, czyli Machhapuchhare (6993 m n.p.m.).


Z Pokhary widać głównie te dwie góry. Annapurna I (8091 m n.p.m.) jest wprawdzie wyższa, ale z tej odległości zakrywają ją inne, mniejsze szczyty.