czwartek, 9 października 1997

Pięć milionów dolarów

Zawsze jest tak samo.


Punkt pierwszy – zaganiacz zagania. Tzn. rikszarz przywozi rikszą za półdarmo lub nawet darmo.


Punkt drugi – pokazywacz pokazuje. Tzn. facet robi show z kamieniami, dywanami lub innym dobrem. Pokazuje jak się to robi i wyjaśnia, dlaczego jest to takie unikatowe.


Punkt trzeci – wtajemniczacz wtajemnicza. Tzn. mistrz ceremonii ogłasza z dumą: „Jesteśmy jedynym takim zakładem w Indiach”.


Punkt czwarty – dopuszczacz dopuszcza. Tzn. zaprasza w tajemnicy na zaplecze, gdzie czeka nas regularny... sklep. Stoły, rzeźby, makiety Taj Mahal (bo to akurat w Agrze było) – wszystko w białym kamieniu, zdobionym kolorowymi kamykami.


Punkt piąty – sprzedawca sprzedaje. Tzn. usiłuje wmówić, że te kosmiczne ceny mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Wtedy to do mnie nie dotarło, ale po latach i kilku wizytach w takich sklepach uświadomiłem sobie, że gdyby rzeczywiście każdy z tych przedmiotów miał pójść za kilkaset dolarów, to w całym sklepie byłby towar wart parę milionów dolarów...


Czy coś kupiliśmy? To my nie mamy nic innego do roboty, tylko wozić przez pół świata ważące kilkadziesiąt kilogramów kamienne stoły? Nawet jeśli udało się zbić cenę, tak dla sportu, z 1000 na 10 dolarów?