środa, 30 kwietnia 2014

Wrocław dnia pierwszego

Pierwszy wrocławski dzień, wieczór w zasadzie, udany, choć krótki. W klimatycznej kawiarni Literatka przy Rynku (w Rynku, na Rynku – zależy od zaboru...) sympatyczne spotkanie z basistą zacnego zespołu. Miło pogadać z kimś, kto nadaje na tych samych falach. Może coś z tego będzie na polu artystycznym.
A w tle widowisko Wielka księga Aniołów i Ludzi. 10 lat w Unii. Kto się nie cieszy, ma kajlę na iberlaufie, żeby nie powiedzieć dosadniej.


To zdjęcie zrobione z pewnej restauracji przy Rynku (na Rynku, w Rynku), gdzie napotkały mnie pyszne pierogi i zasmażana słodka kapusta. Gdy na początku zapytałem kelnera o specjały kuchni żydowskiej, bo takie między innymi skojarzyłem sobie z nazwą tej restauracji, wydał się obrażony. Nie wiem tylko czy był to filosemita i odczytał w moim pytaniu drwinę z dzielnego narodu, czy może antysemita i dalej to już wiadomo...
Różnie mogło być. Antysemitów i ksenofobów nie brak. Mój zdecydowanie były kolega z pozycji piłsudczykowskich przechodzi ewidentnie na endeckie, co obserwuję po jego wypowiedziach. Co trzeba mieć w głowie, żeby najpierw przepracować kilka lat w Anglii czy innej Irlandii, a następnie zachwycać się hasłem „Praca w Polsce tylko dla Polaków”?