sobota, 20 września 1997

Tańczyłem ze sztywnym Anglikiem

Nepal to nie tylko Himalaje, choć oczywiście ponad 80 proc. kraju zajmują wysokie góry. Na południu Nepalu można trafić do tropikalnej dżungli. Przy granicy nepalsko-indyjskiej leży istniejący od 1973 roku Park Narodowy Chitwan (do 2005 roku Królewski Parki Narodowy, ale z monarchią Nepalczycy w ostatnich latach się rozstali).


O typowych dla Chitwan atrakcjach (że wymienię tylko nosorożce indyjskie i tygrysy bengalskie), kiedyś napiszę, dziś zapraszam do nepalskiej remizy, którą odwiedziłem we wrześniu 1997 roku.


Prawdę mówiąc tę remizę sobie wymyśliłem. Tak nazwałem budynek pośrodku biednej nepalskiej wsi, w którym kilkudziesięciu przybyłym nie wiadomo skąd zagranicznym gościom miejscowi chłopcy zaprezentowali widowisko folklorystyczne.


Czy był to autentyczny przejaw tamtejszego folkloru czy też nepalska cepelia? Takie wątpliwości mam zawsze, gdy oglądam popisy ludowe, których kod kulturowy jest mi nieznany. W Polsce sobie z tym jakoś radzę, odróżniam autentyki (powiedzmy Bajer Full) od wystudiowanych podróbek (powiedzmy Mazowsze).


Rozważania na ten temat to pewnie zwykłe szukanie dziury w całym. Jak zapłaciłeś człowieku parę swych marnych dolarów, to oglądaj i nie kapryś…








Patrz i doceń kunszt choreografa, scenografa i tancerza udającego pawia…






A jak będziesz siedział ze zblazowaną miną, to zostaniesz wciągnięty na scenę.


I będziesz musiał tańczyć obok tego jeszcze bardziej sztywnego od ciebie Anglika…


Albo wraz z Rybą, dziś dobrze zapowiadającym się urzędnikiem państwowym :)