niedziela, 26 czerwca 2011

To będzie piekło lub będzie raj

W 1983 roku, gdy byłem przykładnym kujonem, wracaliśmy autobusem z wykopek szkolnych (zbierało się ziemniaki na pegeerowskich polach, jak ktoś nie pamięta). W radiu można było wtedy jeszcze usłyszeć muzykę. Na przykład „Hotel California”.
– Te, kto to gra? – zapytał kolega z klasy, sądząc po fryzurze znawca co najwyżej Kajagoogoo.
– To The Eagles – wyjaśniłem ze znudzoną miną wszystko wiedzącego znawcy. – A śpiewa Don Henley – dodałem od niechcenia, żeby kolesia całkiem rozłożyć na łopatki.
Koleś nie padł z podziwu na twarz przed moją wiedzą muzyczną, dostał tylko lekkiego szału, że „jak zawsze wszystko wiem”. Nikt nie lubi kujonów...

The Eagles to nie jest mój ulubiony zespół. Kojarzy mi się z country rockiem, a to wystarczająco zniechęcające skojarzenie. Znam ze dwie-trzy piosenki. Wśród nich tę, którą znają wszyscy. No, może poza kolesiem z limalem na głowie. Tak ją sobie przetłumaczyłem do pośpiewania:

Ciemna pustynna droga, zimny we włosach wiatr
Pachnie wokół ziołami, czy ktoś je tutaj siał?
Gdzieś w dali już widzę migoczą światła miast.
Głowa ciężka, zmęczone oczy. Za długa noc, czas już spać.

Ona stoi u wejścia, dzwonek w duszy mi gra.
I tak sobie sam myślę „To będzie piekło lub będzie raj”.
Ona zapala świeczkę, wskazuje mi gdzie mam iść.
Na dole brzmią jakieś głosy, słyszę jak mówią mi...

Witaj tu w Hotelu Kalifornia,
W jednym z miłych miast,
Jaka miła twarz.
Wiele jest pokoi w Hotelu Kalifornia.
Kiedy tylko chcesz, możesz tutaj wejść.

Kręci ją biżuteria i merca na dole ma.
Zna wielu pięknych, pięknych chłopców, chłopców pięknych zna.
Kiedy tańczą na dworze, słodko spocą się.
Ten taniec zapamięta, a tamtego nie.

Kapitana więc wołam „Proszę wina mi dać”.
Słyszę: „Nie mieliśmy tego alkoholu od pięciu czy siedmiu lat”.
I ciągle te same głosy wołają daleko stąd,
Gdy zbudzę się w środku nocy, słyszę jak mówią to...

Witaj tu w Hotelu Kalifornia.
W jednym z miłych miast,
Jaka miła twarz,
Żyje się dobrze w Hotelu Kalifornia.
Co za losu dar, ocaliłeś twarz.

Lustra na suficie, różowy szampan w lód,
A ona mówi: „Przez nasze własne myśli więźniami jesteśmy tu”.
Właśnie w głównej komnacie zaczyna się wielki bal
I choć mają stalowe noże, to bestia radę im da.

Ostatnie, co pamiętam, to że biegłem do drzwi.
Chciałem wrócić do miejsca, tego sprzed kilku dni.
„Spokojnie”, rzekł portier, „Przyjazdy tu tylko są.
Wymeldujesz się w każdej chwili, lecz nigdy nie ruszysz stąd!”

Olsztyn, 26.06.2011

Miałem zamiar umieścić moją wersję w realiach warmińsko-mazurskich (na tapecie był Hotel Prusy Wschodnie i szalona Majka Skowron), ale ten hotel to przecież tylko metafora.

Przetłumaczone, żeby zaśpiewać. W użyciu było pięć ścieżek.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek