piątek, 30 maja 2014

Menage a trois

Trzy dni w kinie pod rząd byłem ostatni raz chyba, o ile w ogóle, ponad ćwierć wieku temu, gdy w Krakowie korzystałem z uroków wolnego czasu na studiach, licznych kin i niskich cen II miejsc ze zniżką studencką. Ale jeśli do wyboru w ten weekend były filmy o seksie grupowym, Powstaniu Warszawskim i transcendencji, to przepraszam, ale z czego miałem zrezygnować?
Więc w tej właśnie kolejności. W piątek „Casanova po przejściach”, film Johna Torturro, w którym Woody Allen odpowiada na zapotrzebowanie pań w średnim wieku na „menage a trois”. Nie osobiście, wiek już nie ten, ale jako alfons. Wątek „menage” w zupełnie innej postaci pojawił się zresztą w barcelońskiej produkcji Allena. Refleksje pofilmowe? Trzy: 1. Ortodoksja to zmora każdej religii. 2. Zachód od dawna siedzi na czubku piramidy Maslowa. 3. Masaż czyni cuda.
W sobotę „Powstanie Warszawskie”. Film, na który czekaliśmy od wielu miesięcy. Nie wiem, czy to sobotnie przedpołudnie, czy szacunek dla bohaterów filmu spowodował, że tym razem nie śmierdziało pop cornem. Trzy refleksje: 1. Nie mieli racji ci, którzy zarzucali twórcom „Kamieni na szaniec”, że pokazali młodzież we frywolnych sytuacjach. Dokumentalno-fabularne „Powstanie Warszawskie” chyba rozwiewa wszelkie wątpliwości w tej sprawie. 2. To jest pionierski film na Oscara. 3. I tak na Zachodzie pomylą powstania...
Niedziela. „Transcendencja”, film niby rozrywkowy, ale coś tam przemycający z filozofii. Film coś tam przemycający z filozofii, ale to są zagadnienia rozważane już przed wiekami. W lekkostrawnej wersji można się z nimi zapoznać choćby w „Dialogach” Lema. Mój ulubiony moment w kinie, gdy ja coś rozumiem i mam wrażenie, że mało kto inny wokół – na jakie nazwisko był meldunek w hotelu? Taki żart scenarzysty. Obowiązkowe trzy refleksje: 1. Świat, który nazywamy realnym, niczym nie przewyższa w realności świata cyfrowego. Choćby dlatego, że nasz świat też w zasadzie jest światem cyfrowym. Chyba. 2. Dzisiejsze czary, to jutrzejsza technologia. 3. Wirusy komputerowe prędzej czy później przedostaną się do reala. Nie bójmy się GMO, bójmy się nanotechnologii.

Mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz