wtorek, 7 maja 2013

Skały w koniaku

Skalne miasteczko Adršpašskoteplické skály w pobliżu Teplic nad Metují łatwiej przejść, niż wymówić jego nazwę. Labirynt nie taki straszny, w nazwie można pobłądzić.


Geologicznie mamy do czynienia z piaskowcem z okresu górnej kredy, czyli tzw. koniaku. Skały te mają ponad 85 milionów lat. Tyle czasu woda i wiatr rzeźbiły skalne miasteczko. W niespokojnych czasach miasteczko służyło jako schronienie dla ludności. Od trzystu lat odwiedzają je turyści. Prawdziwe możliwości do penetracji labiryntu skał pojawiły się po 1824 roku, gdy ogromny pożar strawił drzewa i krzaki. Od tej pory można ćwiczyć wyobraźnię przy kilkudziesięciu stworzonych przez przyrodę i nazwanych przez człowieka pomnikach.


Pierwsze miejsce w miasteczku to jednak zdecydowanie dzieło rąk ludzkich – wyrobisko dawnej żwirowni. Charakterystyczny zielony kolor pewnie od kredy.


Pierwszy test wyobraźni. To jest Dzban.


W XIX wieku można było jeszcze mazać po skałach.


Głowa Cukru. Czy słodka, nie próbowałem.


Przyłbica. Nie, to nie Karp. Karp będzie dalej.


Organy. Nie ma tylko ani manuałów, ani pedałów.


Rękawica. Środkowy palec wyprostowany jak trzeba.


Pod Rękawicą od milionów lat śpią Bliźnięta.


To było podgrodzie. Docieramy do Bramy Gotyckiej, ręką ludzką uczynionej. Krata z sentencjami Roberta Schumanna i Lwa Tołstoja chyba nigdy nie służyła do zamykania, skoro napisy da się odczytać tylko po jej otwarciu. W tym w 2005 roku miejscu kręcono sceny filmu „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa” (nie znam się, nie interesuję się).


Przed wejściem do miasteczka warto chwilę odpocząć. Na przykład przez 59 sekund przy tym dziś zrobionym filmie. Uwaga, coś się rusza, trzeba wytężyć wzrok:


O, i teraz można wejść. To pewnie fosa, ale nikt nie zechciał nadać nazwy temu miejscu.


Pierwszy element urbanistyczny – Rynek Słonia.


To nie architektura, to Dywany.


Byliśmy w sklepie, to teraz do lekarza. Oto Ząb Karkonosza.


Na Zębie Karkonosza zaznaczono poziom wody z powodzi w 1844 roku.


W miasteczku nie może zabraknąć mostu. Choćby Mostu Diabelskiego.


Jest też Wieża Elżbiety. Nie mam bladego pojęcia, o jaką Elżbietę chodzi.


Kamień Pioruński. W sensie, że biły w niego gromy i pierony?


Madonna. Nie trzeba wierzyć, by zobaczyć.


Głowa Lwicy. Taka, jak w filmie o Reksiu, jak ktoś pamięta.


Obiecany Karp.


Mały Wodospad. Kolejne miejsce na odpoczynek. Mały.


Kochankowie. A czemu nie Mąż i Żona, hę?


Mogliby się pobrać w Skalnej Kaplicy, ale ona służy upamiętnieniu ofiar gór.


Żółw. Jak on tam wlazł? Może siedzi tam od 85 milionów lat?


Nagroda za wejście na górę – Wielka Panorama.


Gdyby stali bliżej, byliby Kochankami. A tak – Starosta i Starościna. Czyli miasteczko jest powiatowe.


Mysią Dziurą opuszczamy miasteczko. Serio, przeszedłem.


A za murami czai się Indianin. Spokojnie, zakopał gdzieś topór wojenny i nie może znaleźć.