niedziela, 27 lipca 2014

Ciągle nas wołają

Widownia z entuzjazmem przyjęła wszystkie piosenki Czesława Niemena (ciekawe jak będzie, gdy w najbliższy piątek zabrzmią w tym samym miejscu utwory z „Terra Deflorata”), ale w popłochu ruszyła w kierunku wyjść amfiteatru, gdy zabrzmiał „Układ sił” Republiki. Nie powstrzymały jej nawet wygodne poduszki. Wcześniej ta sama publiczność przemieściła się chyżo z innego, właśnie zakończonego koncertu na scenie staromiejskiej. Taki los darmowych imprez. Nigdy nie wiadomo, kto przyjdzie i po co.


Podobno nie sposób wejść dwa razy do takiej samej rzeki. Facet, który to wykombinował, nie żyje dwa i pół tysiąca lat, ale jego przesłanie jest ciągle aktualne. Koncert „Gdy kiedyś znów zawołam cię” już się kiedyś odbył, więc gdy dziś znów weszliśmy do tej rzeki, była inna. Cokolwiek szersza. Szerokość tę nawet da się zmierzyć liczbą zaprezentowanych utworów. Proszę bardzo, oto 28 magicznych momentów, czyli Kronika Wypadków Muzycznych.


Zespół Stare Drobne Małże, gospodarz dzisiejszego wieczoru, zaczął, co jest niejakim alibi dla jego nazwy, od „Nie rozdziobią nas kruki” (słowa Edward Stachura, muzyka Jerzy Satanowski). Wczoraj słuchałem tej piosenki na innym koncercie.


Na drugą nóżkę „Wspomnienie” (słowa Julian Tuwim, muzyka Marek Sart). Jedna z trzech piosenek Czesława Niemena na dzisiejszym koncercie. „Wspomnienie” rozbrzmiewa w tym amfiteatrze co najmniej raz do roku, na pewno usłyszymy je w piątek, mimo że tegoroczny koncert na Dzień Niemena zapowiadany jest jako prezentujący mniej znaną twarz artysty (czyli wspomniana już „Terra Deflorata” lub „Spodchmurykapelusza”).


Papużką nierozłączką „Wspomnienia” jest utwór „Pod papugami” (słowa Bogusław Chiński i Jan Gałkowski, muzyka Mateusz Święcicki).


I jeszcze raz Sted. „Życie to nie teatr” (słowa Edward Stachura, muzyka Jerzy Satanowski). Tej piosenki też wczoraj słuchałem na innym koncercie.


Pora na pierwszego solistę spoza zespołu. Na pożarcie lwom rzucili młodego. Bartek Czarnecki z całkiem nowoczesnego zespołu Messa (pamiętam świetny, choć krótki koncert na ubiegłorocznym Pożegnaniu Lata z „Gazetą Olsztyńską”) zaśpiewał całkiem nienowoczesną piosenkę Roya Orbisona „You Got It” (słowa i muzyka Jeff Lynne, Roy Orbison i Tom Petty). W dodatku z pełnym szacunkiem dla artysty, zero parodiowania.


Trzeci i ostatni Niemen dzisiejszego wieczoru. Alicja Golubiewska (niegdyś Los VaticanEros) przypomniała „Sen o Warszawie” (słowa Marek Gaszyński, muzyka Czesław Niemen).


Kiedyś tę piosenkę Doorsów śpiewał Sikor w Zarazie, pamiętam akustyczny koncert w Okopie. Dziś z „Take It As It Comes” (słowa Jim Morrison, muzyka The Doors) zmierzył się Jarosław Typa (Niskopędzi). Zmierzałem się kiedyś i ja...


Włodek Kuper z Horpyny udanie podszedł do klasyki klasyki, czyli „Kiedy byłem małym chłopcem” Breakoutów (słowa Bogdan Loebl, muzyka Tadeusz Nalepa).


Umówmy się, że tylko Piotr Sikorski był w stanie udźwignąć ciężar legendy Elvisa Presleya. „Always on My Mind” (słowa i muzyka Wayne Carson, Johnny Christopher i Mark James). Tylko nie może odnaleźć sceny...


Basia Raduszkiewicz ocaliła od zapomnienia dwie piosenki Marka Grechuty. Najpierw „Ocalić od zapomnienia” (słowa Konstanty Ildefons Gałczyński, muzyka Marek Grechuta).


Na scenę wrócił Tomasz Kluz i wypoczęty rzucił się na „Nie widzę ciebie w swych marzeniach” Skaldów (słowa Leszek Aleksander Moczulski, muzyka Andrzej Zieliński). Koncert miał przypominać piosenki artystów nieobecnych już z nami, ale, o ile wiem, wszyscy związani z tą piosenką żyją (i poeta Moczulski, i bracia Zielińscy, i Stanisław Wenglorz, śpiewający ten świetny utwór ze Skaldami, którzy też zresztą żyją i 13 września wystąpią w Olszynie, co mnie martwi, bo chyba nie zdążę na ten koncert).


Do tej pory mieliśmy serię trzęsień ziemi, a od tego momentu napięcie zaczęło rosnąć. „Little Wing” (słowa i muzyka Jimi Hendrix). Tłumaczyło się.


Alicja Golubiewska powróciła z piosenką „Tyle słońca w całym mieście” (słowa Janusz Kondratowicz, muzyka Jarosław Kukulski”. Nie żyje oryginalna wykonawczyni, czyli Anna Jantar, nie żyją obaj twórcy tej piosenki. Janusz Kondratowicz, który dał polskiej piosence tyle pięknych tekstów, w tym ten, tytułujący dzisiejszy koncert, zmarł 25 dni temu.


Tego przypadkowa publiczność mogła nie wytrzymać. Jarosław Typa śpiewający „Układ sił” Republiki (słowa Grzegorz Ciechowski, muzyka Sławomir Ciesielski). No, przebój to nie jest. Mnie się podobało.


Cezary Biedulski (zespół Korzuh) podczas kwietniowej edycji koncertu zaśpiewał jedną piosenkę Queen, dziś dwie. Najpierw „I Want to Break Free” (słowa i muzyka John Deacon).


Chwilę potem „We Will Rock You” (słowa i muzyka Brian May). Tłumaczyło się.


I znów na scenie Włodek Kuper. „Sen o Victorii” Dżemu (słowa Ryszard Riedel, muzyka Paweł Berger). Właśnie mija 20 lat od śmierci Ryśka...


I jeszcze raz Bartek Czarnecki, tym razem z utworem Grzegorza Ciechowskiego. Miałem obawy, czy „Tak... Tak... to ja” to nie za poważna piosenka dla młodego człowieka, ale niepotrzebnie.


Marta Andrzejczyk zaśpiewała „Wymyśliłem ciebie” Dżambli (słowa Adam Kawa, muzyka Jerzy Horwath). Świetnie napisana piosenka, świetnie zaśpiewana ponad 40 lat temu przez Andrzeja Zauchę i świetnie wykonana dziś. I smutna konstatacja – Andrzeja Zauchę jako człowieka zabił Yves Goulais, ale jako artystę w naszej świadomości niejaki „Czarny Alibaba”.


Basia Raduszkiewicz ponownie z piosenką z repertuaru Marka Grechuty – „Będziesz moją panią” (słowa i muzyka Marek Grechuta).


Kolejny raz na scenie Sikor. Tym razem „Touch Me” Doorsów (słowa i muzyka Robbie Krieger). Sikor dotknięty jest talentem i ADHD, a publiczność dotknięta jest Sikorem.


Do śpiewania wrócił Tomasz Kluz. „Jaskółkę uwięzioną” (słowa Kazimierz Szemioth, muzyka Janusz Kępski) sześć tygodni temu miałem przyjemność wysłuchać w oryginale. A to na zdjęciu to nie jaskółka. To ślimak. Tzn. Elvis. Tzn. jednak nie Elvis.


„Night In White Satin” (słowa i muzyka Justin Hayward), czyli piękna piosenka The Moody Blues w niezłym wykonaniu. Tłumaczyło się.

Pierwszy z dzisiejszych duetów, czyli Basia Raduszkiewicz i Piotr Sikorski. „Czy te oczy mogą kłamać” (słowa Agnieszka Osiecka, muzyka Jan Pietrzak). Jakoś nigdy mi się te dwa nazwiska nie chcą obok siebie spokojnie ułożyć. Mam na myśli Osiecką i Pietrzaka, oczywiście.


Duet drugi – Marta Andrzejczyk i Tomasz Kluz. M.in. dla tej, zapowiadanej przed koncertem, piosenki przyszedłem dziś tutaj. „W żółtych płomieniach liści” (słowa Agnieszka Osiecka, muzyka Andrzej Zieliński), utwór, do którego śpiewania Skaldowie zaprosili Łucję Prus. Osiecka i Zieliński układają mi się jak najbardziej.


Tytułowa piosenka dzisiejszego koncertu, którą Big Day ma w swoim repertuarze prawie dwadzieścia lat. „Gdy kiedyś znów zawołam cię” (słowa Janusz Kondratowicz, muzyka Krzysztof Klenczon). Rewelacyjna wersja, podoba mi się od pierwszego usłyszenia w 1995 roku.


I do pary „Gdybyś kochał, hej” Breakoutów (słowa Jacek Grań, czyli Franciszek Walicki, muzyka Tadeusz Nalepa).


Czy któryś z rockandrollowców obecnych na scenie pomyślałby 20 czy 30 lat temu, że będzie się kiwał przy piosence Ireny Jarockiej? „Odpływają kawiarenki” (słowa Jerzy Kleyny, muzyka Wojciech Trzciński). To był wielki finał wielkiego koncertu.


Podobno jesienią trzecia odsłona „Gdy kiedyś znów zawołam cię”. No to się widzimy w co najmniej tak zacnym składzie.