sobota, 3 grudnia 2022

Muzyczny most między Marokiem a Izraelem

Zawsze myślałem, żeby pójść w innym kraju na film wyświetlany w nieznanym mi języku. Ale żeby w Maroko? Musiałem, bo to była sprzedaż wiązana – film był grą wstępną przed koncertem.

No więc najpierw film. Trochę po francusku, trochę po arabsku, trochę po berberyjsku, trochę w jidysz, najmniej po angielsku. To był dokument „Tinghir-Jerusalem: Les Échos du mellah”, który w 2013 roku nakręcił Kamal Hachkar. Film mówi o wspólnym życiu berberyjskich rodzin muzułmańskich i żydowskich w Tinghirze w górach Atlas, jeszcze za czasów francuskich. Są przebitki na współczesny Izrael, gdzie wyemigrowało dużo marokańskich Żydów. Mało rozumieliśmy, w akcie rozpaczy włączyliśmy automatycznego tłumacza głosowego, ale nie nadążał (ani tym bardziej my zmieniać co chwila język). Zarazem dużo rozumieliśmy, bo trudne dzieje współistnienia narodów to my znamy, 44 filmy na ten temat widzieliśmy. W sali Meydene Expérience pojawił się sam twórca filmu. Publiczność (głównie francuska) wniebowzięta.

W tym momencie nastąpiła częściowa wymiana widowni. A może to tylko złudzenie, bo na salę weszło dużo kobiet w hidżabach. Zrobiło się swojsko, a gdy rozpoczął się koncert – wręcz entuzjastycznie.

Neta Elkayam urodziła się w Izraelu w żydowskiej rodzinie pochodzącej z Maroka. Można więc powiedzieć, że to m.in. o nie jest film…

Amit Hai Cohen. Jak samo nazwisko wskazuje – mieszkaniec Izraela, a konkretnie Jerozolimy.

Nazwisko tej pani pozostaje dla mnie tajemnicą. Przez chwilę sądziłem, że to Oum, ale chyba padłem ofiarą marokańskiego stylu podawania informacji.

A najważniejsze, czyli muzyka? Budzi emocje, nawet jeśli nic nie rozumiemy…


Jedyna w swoim rodzaju mieszanka marokańsko-żydowsko-arabsko-berberyjska. Ale „Maroko jest najważniejsze”…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz