poniedziałek, 12 grudnia 2022

Marrakesz smakuje mi

Być w Marrakeszu i nie wypić soku na placu Dżami al-Fana, to jak być pod wieżą Eiffla i nie zjeść pizzy, czy jakoś tak.

Pizzy nie zdjedliśmy (ale na naszej ulicy była bardzo popularna wśród lokalsów wyglądających na klasę średnią), ale sok spożywaliśmy kilkakrotnie. Póki co - objawów brak. A co poza tym?

Bakchich Cafe - tajin wołowy. 75 MAD.

Chez Brahim - zupa harira (w ramach kosztującego 110 MAD menu berbere tajine). Wprawdzie język arabski nie jest językiem indoeuropejskim, ale podejrzanie blisko brzmią słowa harr i gorąca.


Chez Brahim - szaszłyk wołowy (z menu grillade frite za 110 MAD).

Naranj Libanese - origine mezzeh. 115 MAD.
Błyskotliwie zauważę, że meze to taki blliskowschodni odpowiednik tapasów.

Bakchich Cafe - couscous royal. 95 MAD.
Królewwski kuskus brzmi jak royale with cheese, ale smakuje zupełnie inaczej. Pod spodem skrywał się kurczak.


Bakchich Cafe - tajine kefta. 65 MAD.
Z Bakchich Cafe jest taka anegdota, że szliśmy do innej restauracji, ale szyldy były tak blisko, że dwukrotnie weszliśmy do niewłaściwej. Zorientowaliśmy się dopiero za trzecim razem...


Jad Jamal - herbata miętowa. 20 MAD.
Restauracja na Place Ben Youssef z widowkiem na bibliotekę, oczywiście Bena Youssefa.

Pepe Nero - salade chef. 110 MAD.
Już (dopiero?) czwartego dnia zapragnęliśmy wyburzyć się z tajinowej monotonii. Z odsieczą pospieszyła restauracja włoska.

Pepe Nero - gamberoni. 105 MAD.
Czyli krewetki w mieście wyrosłym w samym środku pustyni.


Zeitoun Café Kasbah - lody bananowo-czekoladowe + herbata miętowa mrożona. 65 MAD + 25 MAD.
Idealne na jeden z gorętszych dni. Było aż 21 stopni.

Koulchi Zine - tajine kofta i tajine beef. 65 MAD i 70 MAD.
Tajine kofta nieco gorsza niż w Bakchich Cafe. Tajine wołowy udany. Smak poprawiał beatlesowski napis za plecami.


Ikura Sushi - zestaw Sayto. 200 MAD.
Wybrawszy się do elegantszej dzielnicy ponownie uwolniliśmy swe kubki smakowe, tym razem konstatując, że marokańskie odczytanie japońskiego przeboju w niczym nie różni się od interpretacji polskich.

Terrasse la Maison des Epices - soupe la Maison Des Epices. 50 MAD.
Tu przeżywaliśmy pierwszą połowę meczu Polska-Francja. Zupa cholera wie z czego.

Terrasse la Maison des Epices - salade de chef. 80 MAD.

Terrasse la Maison des Epices - sardines poelees. 70 MAD.
Rybki w cieście.


Terrasse la Maison des Epices - brochette kefta + salade frites. 80 MAD.
Mięso tylko wygląda na surowe.


Chez Chegrouni - herbata miętowa. 20 MAD.
Mięta z widokiem na oszalały plac Dżami al-Fana i Meczet Księgarzy.


La Pergola Rooftop Jazz Cafe - bruschettas du bled. 135 MAD.
Kanapki krwiste z nazwy, ale przeważnie warzywne, np. z konfitowanym pomidorem. W tle jazz.


Riad El Borj. Śniadanie w naszym riadzie. 15 razy to samo...

Le Jardin - briovate fromage. 85 MAD.
Pierożki z serem. Ciekawe, kto dla Berberów jest ruskiem?

Le Jardin - herbata miętowa. 20 MAD.
Szklanka jak u babci za Gierka.


Riad El Borj - zupa marchewkowo-pomarańczowa oraz briovate fromage i warzywne.
Nasi gospodarze przygotowali nam pyszną gratisową kolację.


Riad El Borj - tajine kurczak. 
Na drugim stopniu podium. Pierwsze jeszcze przed nami.


Riad El Borj - deser.
Coś w rodzaju minipierekaczewnika z bitą śmietaną.


Jijo Mazel - pita kefta i pita tanjia (jagnięcina). 50 MAD i 55 MAD.
Świetna i niedroga knajpeczka przy Place des Ferblantiers. Menedżer imieniem Fred okazał się bywałym w Polsce Francuzem (był w krakowji, warsowji, mazurji...). Na hasło Mazury wyjaśniłem Fredowi, że Olsztyn (już nie wnikałem w kwestie mazursko-warmińskie), że Michelin, że sympatyzujemy z francuskim Cotes-d’Armor, że pewien wojewoda sprowadził do nas krowy rasy limousine z jego kraju i inne głodne kawałki. Ale głodni nie wyszliśmy.

La Cantine des Gazelles - pomidory, mozarella, bazylia. 65 MAD.
O, to jest ta restauracja, do której wybieraliśmy się już pierwszego dnia i przez tydzień sądziliśmy, że w niej byliśmy. Świetna. Najlepsza. Tutaj też rządzi Francuz.


La Cantine des Gazelles - cripsy goat chees. 65 MAD.
Naleśniki z kozim serem to jest to, co może przyśnić się w zimną grudniową noc...


La Cantine des Gazelles - chicken tajine with candied lemon and olives. 75 MAD.
Cena przyzwoita, a smak nieprzyzwoicie dobry. Najlepszy tajine w mieście.


Dar El Bacha. Eternal Marrakech Coffe i Marrakech Morning Coffee. 44 MAD + 44 MAD.
Lody i croissanty to tylko dodatek do jedynej w swoim rodzaju kawy. Na wejście do lokalu czekaliśmy kilkadziesiąt minut, ale było warto dla tych kilku przearomatycznych łyków.


MAD, czyli dirham marokański, to jakieś 42-44 grosze. Sami sobie policzcie, czy poszliśmy z torbami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz