niedziela, 4 grudnia 2022

Wolny rynek muzyki

W zasadzie nie wiem, o co chodzi. Powiedziałbym, że to mantra, ale to nie ten system aksjologiczny.


Plac Dżami al-Fana w dzień i Plac Dżami al-Fana nocą to dwa różne place. Pomijam kwestie spożywcze (późnym popołudniem rozstawiają się od podstaw stoiska z jedzeniem, regularne polowe restauracje). W interesującej mnie równie mocno sferze muzycznej też następuje gwałtowna zmiana (za dnia widziałem tylko jednego niemal klasycznego streetera). Po zmierzchu w kilkunastu niezależnych kręgach zasiada od kilku do kilkudziesięciu ludzi. Od jednej do kilku osób to muzycy, reszta to słuchacze. Audytorium czasem robi za chór, czasem rytmicznie klaszcze. I tak wiele godzin. Wrażenie jest takie, że grają bez przerwy, bo zawsze kilka ekip rżnie od ucha do ucha. Można by rzec, że to cały plac jest jednym wielkim żywym instrumentem. Poniższy film pokazuje tylko przedsionek placu, na który zaraz wejdziemy. Usadowił się tam jeden facet i bębni godzinami.


Proszę bardzo, oto sytuacja muzyczna w samym środku placu. Kosztowało mnie to 20 dirhamów, czyli jakieś 9 zł. Niby grają dla siebie, ale czujne oko zaraz wypatrzy turystę. Swoją drogą – póki na placu będzie więcej lokalsów niż turystów (a nocne proporcje to spokojnie 1:100), to komercjalizacja nie grozi.


Jak się okazuje, mamy tu do czynienia z wolnym rynkiem. Wokół tego muzyka nie zgromadził się taki tłum, jak u konkurencji. Mniejsza rodzina?

Marrakesz to milionowe miasto. Nie wszyscy zmieszczą się na placu. Pod Meczetem Księgarzy dzieje się to samo, choć na mniejszą skalę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz