Pamiętacie taki film „Gadjo Dilo” z końca lat 90-tych? Ja też nie. Nie pomoże nazwa rumuńska („Străinul nebun”) ani nawet angielska („The Crazy Stranger”).
Tytułowy szalony nieznajomy to Francuz, który na rumuńskiej prowincji staje oko w oko (i ucho w ucho, bo muzyka jest ważna) z kulturą romską. Zakładam, że tytuł tego filmu dał kilkanaście lat później nazwę greckiemu zespołowi Gadjo Dilo, na którego koncercie dzisiaj byłem.
Jeśli chodzi o muzykę, jaka oczarowała nas dzisiejszego wieczora, to jej historia w skrócie wygląda tak:
- w wyniku muzułmańskiej inwazji na Półwysep Indyjski grupa mieszkańców terenu dzisiejszego stanu Radżastan rusza pod koniec I tysiąclecia naszej ery na zachód, zatrzymując się przez pokolenia w krajach Środkowego Wschodu (np. Persja), Cesarstwie Bizantyjskim, docierając w późnym średniowieczu do Europy,
- w kolejnych stuleciach Cyganie pojawiają się w poszczególnych krajach Europy, kultywując zarazem swoje tradycje, jak i tworząc unikalne kultury lokalne,
- jedną z takich podgrup romskich są Manusze, czyli Cyganie żyjący we Francji od XVIII wieku,
- najbardziej znanym Manuszem jest Django Reinhardt, uprawiający swój oryginalny jazz w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku.
I w ten sposób jesteśmy w domu. To znaczy w Grecji, gdzie od kilkunastu lat działa zespół Gadjo Dilo. Czyli mamy tu muzyczną mieszankę cygańsko-francusko-grecką. Smacznie!
Z rozpoznawaniem utworów, podobnie jak dwa tygodnie wcześniej na innym ateńskim koncercie, było ciężko. Ale „Nah Neh Nah” Vaya Con Dios, jako prowadzący potańcówki w latach 90-tych, znać musiałem. Wokalnego i tanecznego wsparcia udziela obsługujący nas kelner (Gadjo Dilo są stałymi bywalcami klubu Gazarte, gdzie rzecz się dzieje).
Jest i inny, profesjonalny, gość. Do mieszanki romsko-francusko-greckiej dołączył w kilku utworach Roman Gomez, czyli Argentyńczyk na bandoneonie (nie mylmy z akordeonem).
Skład zespołu, od lewej:
- Sergios Chrysovitsanos – skrzypce,
- Kostas Mitropoulos – gitara,
- Giorgos Roulos – kontrabas,
- Iliana Chapatsari – wokal,
- Roman Gomez – bandoneon (gość z Argentyny),
- Sotiris Pomonis – gitara.
Czyż Kostas Mitropoulos nie rozpoczyna jak akustyczny Hendrix?
Klub Gazarte to przyjemne miejsce muzyczne z kilkoma salami. Ciekawe, czy jego nazwa ma jakiś związek z instalacjami gazowymi, jakie rzuciły mi się w oczy w pobliżu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz