No dobra, muszę to napisać – w życiu nie byłem na takim koncercie. W sopockim Teatrze Boto snuli dzisiaj swoje opowieści Basia Flow Adamczyk i Marcin Grabiński. Ona swoją snuła słowem, on swoją snuł dźwiękiem. Czasem się spotykali.
Nie będę ściemniał, że znałem wcześniej Flow. Przecież ja ledwie kojarzę Skubasa, dla którego kilkanaście (!) lat temu napisała teksty na jego płytę, a z której to płyty do wieczności przeszła na pewno piosenka „Nie mam dla ciebie miłości”.
Basia Flow Adamczyk przeczytała dzisiaj kilka fragmentów ze swojej wydanej w 2024 roku książki „Baśka. Łobuzerka”. Już sam tytuł wiele mówi i z tego, co się zorientowałem, nie jest to licentia poetica.
Zaśpiewała parę piosenek ze swoimi tekstami, w których nic nie jest łatwe ani proste.
Był przy tym obecny ze swoim Stratocasterem i obszernym zestawem elektroniki gitarowej Marcin Grabiński, którego dźwięki też nie były ani łatwe ani proste. Ot, anarchistyczny ambient, jeśli chcieć próbować nazywać rzeczy po imieniu.
Co w repertuarze koncertu? Z pamięci przytaczam kilka numerów:
„Dziewczyna z tramwaju”
Kurde, napisałem coś takiego prawie 40 lat temu. Nie tak onirycznie, rzecz jasna.
„Anielski chuj”
Chuja jestem pewien, ale tytułu nie… Łobuzerstwo w pełnym rozkwicie. Ładne dziewczyny uprawiają brzydką poezję, wiadomo.
„Janusz!!!”
Trzy dni temu była premiera teledysku, więc coś się dzieje.
„PiliPalili”
Piosenka nagrana kilka lat temu ze Skubasem. Prawie przebój.
I pod koniec „Kłębek”, który zabrzmiał tak:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz