Lennon uczył się (nieskutecznie) w Liverpool College of Art. Musorgski skomponował „Obrazki z wystawy”, co należy odczytywać dosłownie. Dylan, gdy odłoży gitarę, sięga po pędzel. Trzaska odwrotnie – odłożył pędzel, bo sięgnął po saksofon.
Dzisiejszy koncert Mikołaja Trzaski na wystawie prac Kiejstuta Bereźnickiego to nie przypadek. Trzaska otarł się o Bereźnickiego w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, chociaż nie był jego uczniem. A znajomymi są do dzisiaj, zapewne również za pośrednictwem, nieżyjącego już, ojca Mikołaja Trzaski. Trzaska stojący z saksofonem pod dziełami Kiejstuta Bereźnickiego jest więc jak najbardziej na miejscu.
Logistycznie tak wyszło, że w pierwszej kolejności wysłuchaliśmy koncertu, a potem zapoznaliśmy się z obrazami. Najpierw był saksofon.
Potem klarnet basowy. Tu padłem ofiarą skojarzenia brzmieniowego, bo kilka nut ewidentnie zabrzmiało mi jak melodia Jerzego Matuszkiewicza do „Stawki większej niż życie” (sprawa za chwilę się wyjaśni).
Ponownie saksofon.
Skoro mamy dziś Noc Muzeów, to nieodzowne było kilka minut edukacyjnych. Mikołaj Trzaska wyjaśnił krótko znaczenie klarnetu basowego dla peerelowskich wieczorynek, a następnie przedstawił zasadę działania saksofonu. Altowego w tym przypadku.
Tym razem klarnet basowy zabrzmiał melodią z filmu „Róża”, który bajką nie jest…
I jeszcze raz saksofon.
A na finał ponownie saksofon, czyli Krzysztof Komeda i jego „Nim wstanie dzień” z filmu „Prawo i pięść”.
Gdy po występie żona składała podziękowania za dostarczone nam emocje, nie omieszkałem zapytać o melodię ze „Stawki”, bo błyskotliwie chciałem zauważyć, że fraza powracała dziś kilkakrotnie. Otóż nie wracała, bo Trzaska wyjaśnił, że wcale jej nie grał! Ale wspólnie doszliśmy do wniosku, że każdy ma swoje ulubione frazy, z których buduje swoją muzyczną opowieść. A że my z Olsztyna, to nam wszystko kojarzy się z Hansem Klossem, co gdański artysta zrozumiał doskonale.
Kiejstut Bereźnicki to nie było nieznane mi nazwisko, na pewno trafiłem już na jego dzieła gdzieś w Polsce, ale tutaj mieliśmy obszerną wystawę „Harmonia Mundana”, przygotowaną z okazji 90. urodzin artysty. Tytuł wystawy został zaczerpnięty z tego gobelinu z 1991 roku:
Inne dzieła zebrałem w taki oto filmik, który skomentowałem, a jakże, własną muzyką. Żeby kółko się zamknęło, dodam, że dźwięki naśladują nieudolnie brzmienie Keitha Emersona z efektownej końcówki „Lucky Man”. A jak Emerson, to wiadomo, niesamowita interpretacja „Obrazków z wystawy” w wykonaniu zespołu ELP.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz